Czerwona szopa Oty Hofmana czyli o pewnej szopie, której w ogóle nie było

Červená kůlna

Bo to w ogóle nie rozchodziło się o żadną czerwoną szopę. Pewnie ani nie była czerwona, może też nie było jej wcale, a mająca tam dumnie zaparkować  Škoda 1000 MB, to tylko zrodzony w warunkach głębokiej komuny  autorski wykręt. Tak czy siak, prawdziwa była już reszta. Cały ten przaśny świat śmierdzący naszym Bareją, gdy niby wszystko się da, a jednak nie da się nic. Gdzie szczytem chłopięcych marzeń jest nie zebrać w drodze ze szkoły po facjacie – uszkodzonej skądinąd dzień wcześniej w drodze z tej samej szkoły – a reszta to już garść szczegółów.

Młody Misza i cała ta Czerwona szopa Oty Hofmana to ironiczny pejzaż dla paru uniwersalnych ludzkich prawd. Śpieszy się więc świat dorosłych, butelka trunku łamie bariery komunistycznego świata, a kilkunastoletni Misza w roli posłańca w dobrej sprawie, staje się symboliczną figurą. Czerwona szopa bowiem, to w istocie ciepła historia przyjaźni kilkunastoletniego chłopca i starszego safanduły z linijką odmierzającego dni do swego pogrzebu. Pomimo wiekowych różnic, łączy ich całkiem mocne spoiwo – nikt nie bierze ich poważnie – zaś cała gra “na szopę“ rozpoczyna nowe rozdanie w ich życiu.

Nowela Oty Hofmana to również pozycja ku pokrzepieniu w niełatwych czasach. Pełno tu autorskich didaskaliów, slapsticków “prlowskiego“ krajobrazu i zdawkowo napoczętych wątków. Przez to między innymi oczywiste stają się filmowe skojarzenia, gdy poprzecinane fabularne kadry, wartkość i ironiczna synteza kończy się nagłym opuszczeniem kurtyny.

Z innych wpisów zapraszamy do czytania: Krawiec, żandarm i spadochroniarz czyli tacy też byliśmy, Człowiek pana ministra Michala Sýkory czyli z sensem i szlachetnie językowo, Czeska telewizyjna jesień filmowa czyli ujdzie tym razem, 70 lat Miroslava Donutila czyli samopal vzor 24 w natarciu, Valašské podplameníky czyli solidny ziemniaczany reprezentant z Kraju Wałachów.

Photo © czechypopolsku.pl

Dodaj komentarz