Wrony Petry Dvořákové czyli w sam raz na całkiem udaną nowelę książkową

Vrány

Wrony Petry Dvořákové po raz kolejny – no może tylko gdy idzie o czeski rynek wydawniczy – nakazywały mi ostrożność w czytelniczym wymiarze. Może też odrobinę dobrej wiary. Gdy tych dwóch cech mi zabraknie, kolejne recenzje zapewne będą pozbawione sensu.  Ostatecznie w przeciwieństwie do czeskiej literatury jakoś jednak się trzymam – nie trzyma się za to czeska literatura. Niewiele tu widzę nowego, a zgrane płyty dostają nowe okładki i gorszych wykonawców.

Wron nie potępiam w czambuł, gotów jestem nawet docenić poetykę rodzicielskiego wstydu, którego każdy z nas sporo w sobie nosi. Doceniam i tematykę i ginący w gąszczu naszych przekonań krzyk dziecięcej nieprzeciętności. Dotyka mnie krzywda rozmyta w duchowej pustce domu, socjalny walkower państwa, jak i sposób rozumowania dziecka przez nie zupełnie niezawiniony. Wrony i Petra Dvořáková przecież zręcznie sobie te problemy konceptualizują.

Te atuty będące funkcją dydaktycznej roli książki znikają jednak, gdy świadom konstrukcji noweli zaczynam odrzucać jej konstrukcję. Poszarpana młodzieżowa mowa, szczępki myśli, niekoherentne językowo narracje – te nie pozwalają wejść w lekturę. Być może w zamyśle autorki miało to tak wyglądać, tak sobie to nakreśliła. Przy tym mam poczucie, że takie środki artystyczne służą bardziej kinematografii. Tam ceni się operatorskie cuda, gradującą muzykę, slapstick. Tu traci literatura.

Wrony, nowela o nieszczęśliwej Basi w sumie ujmuje, powoduje niegasnąco przychylne opinie wśród Czechów, ale i ciągnie za bardzo osobiste grzechy. Niby – to właśnie ten dydaktyczny atut – to dobrze, bo giełda przewinień w różnych czytelniczych historiach eksploruje nasze schowane w nie jednym m3 mętne jestestwo. Kłuje, bulwersuje do żywego, każe wchodzić w tę fabułę i bronić pokrzywdzonej. To właśnie ten życiowy aspekt dobrze dobranego tematu. Potem niestety już jest zbyt lakonicznie i na skróty. Wychodzi nieprzepracowany ojciec rodziny, powierzchowne motywacje kolejnych rodzinnych graczy i wszechobecny schemat.

Trochę też przypomina mi to Transport poza wieczność Františka Tichého z dydaktycznie uzasadnionym językiem. Tam wygrywa głębia, solidna kwerenda i piękno. Wrony Petry Dvořákové to socjologiczne studium opisujące fenomen trzech w ramach schematyczności i z podtekstem ojcowskiej pedofilii. W sam raz na udaną nowelę książkową – niestety tylko tyle.

Zapraszamy do lektury innych wpisów:  Všichni žijem’ v blázinci : současnost očima psychiatra Radkina Honzáka czyli dwieście stron przepysznej erudycji, Praha-Holešovice czyli mało świątecznie ze świata stołecznych bezdomnych, Očima vidět Evy Tvrdé czyli precyzyjny wycinek z okołowojennej historii ziemi hulczyńskiej, Mówić prawdę Josefa Formánka czyli szorstka kronika złych czasów, Miód albo jak chciałam się bzykać z Tomaszem Schimscheinerem czyli Tomáš Svoboda namieszał.

Photo © czechypopolsku.pl

Dodaj komentarz