Prvok, Šampón, Tečka a Karel czyli byle nie kryzys wieku średniego

Film Patrika Hartla

Prvok, Šampón, Tečka a Karel – film Patrika Hartla – budził moją ciekawość z dwóch powodów. Zawsze z życzliwością patrzyłem na fabularne szaleństwo książek tegoż autora, a jednocześnie miałem obawy o techniczną stronę tego kinowego przedsięwzięcia. Innymi słowy: wariacje Hartla nie zawsze mogą iść w parze z jego brakiem społecznych hamulców, co z kolei może nie odpowiadać takiemu medium, jakim jest kino.

Obawiałem się też gotowych fabularnych prefabrykatów w osobach czwórki głównych bohaterów, którzy w atmosferze książkowej swobody pomysłów autora wybrzmiewali bardzo dobrze. Tu zaś problemem mogła być obsada, co szczęśliwie się jednak nie stało.

Być może Hyněk Čermák wraz z Martinem Hofmannem to przyczynek do kolejnych rozważań nad spłaszczaniem potencjału obydwu, choć trudno odebrać granym przez nich postaciom oczywisty wdzięk. Skądinąd podobnie się ma zdeprawowany melancholik Šampón od reklamowych klipów w zwolnionym podaniu Davida Švehlíka, przywodzący kilka wcześniejszych ról tego aktora. Z całej więc czwórki jedynie Martin Pechlát i jego zawodowy niezdara z rozbrykanym damskim stadkiem, nie budzi żadnego powątpiewania. A przecież Prvok, Šampón, Tečka a Karel to nie pierwsza bardzo charakterystyczna rola w jego bardzo urozmaiconym aktorskim życiorysie. Nie zawsze są to role pierwszoplanowe, zawsze za to pozostawiają mocny ślad vide: Účastníci zájezdu, Poslední Aristokratka, tudzież emitowane od niedawna Hvězdy nad hlavou. Summa summarum: wyszło z obsadą więcej niż poprawnie.

Patrik Hartl to spełnione teatralne dziecko-paradoks o rozdętym do granic ego i dość kłopotliwych społecznych ograniczeniach.  Daje to w efekcie dość często rozbuchaną fabularnie sztampę. Będziemy przy jego twórczości więc po równo rozbawieni i zgorszeni. Szczęśliwie przy tym dla kinowego widza, nigdy nie okaże się to sztuczną stylizacją- to bowiem jest cechą dla Hartla niedostępną.

Po co ta charakterystyka? To ni mniej, ni więcej, a tylko opis filmu. Jest kolorowo, bo kolorowe jest życie autora. Jeśli autor tnie ludzkie życie w pół, czy doszukuje się budzących niedowierzanie poznawczych wniosków, tak wyglądają i jego postacie. A że onania, fekalia, przeseksualizowana popkultura są jego częścią, nie może ich zabraknąć i w głowie Patrika Hartla.

Filmowy Prvok, Šampón, Tečka a Karel dobija do dwóch godzin i w zasadzie nie nudzi. Zaczyna się pomaturalną rocznicą czwórki przyjaciół, których dzieli wszystko, poza kryzysem wieku średniego. Stąd ich podchmielona inicjatywa, by podjąć się zadania, które sfilmowane przez pierwszego ze śmiałków, nada dalszy bieg i wymusi podobną inicjatywę na kolejnym. Niby ta rozpoczynająca wszystko sztampa powinna utopić fabułę – tym razem tak się nie dzieje. Ambaras goni ambaras, niedowierzanie ustępuje niedowierzaniu, a pytanie, czy aby wyszło spod pióra osoby normalnej, kończy się wskazaniem jednej z opcji. Mnie się nasuwa w sumie także pytanie o autora. Czy aby ten Hartl,  mężnie przezwyciężony i udokumentowany przezeń na praskim ”staromáku” kryzys wieku średniego, a potem cała ta maskarada z książką i filmem nie miały aby służyć tylko jego dobremu samopoczuciu? 

W każdym razie nie jest to zapewne kultura wysoka, nie mierzy się z żadnym artyzmem, a w kategorii rozluźnienia stawów i chwilowej popkulturowej autohigieny,  jest rzeczą więcej niż akceptowalną. Ma swe oczywiste gatunkowe ramy, ale będąc dobrze zrealizowanym wizualnie i dźwiękowo popkulturowym formatem, nie zawadza. Zresztą zmienia się tylko medium, bo przecież miejsce książki i paru czytelniczych wieczorów zajmuje widz.

Z innych wpisów zapraszamy do przeczytania: Hovory o štěstí mezi čtyřma očima czyli Patrik Hartl w swojej gorszej odsłonie, Salto w tył Teatru Ludowego czyli wybieramy się do Nowej Huty, Ota Pavel Pod powierzchnią czyli gdy praca staje się obsesją, Winiarnia u Czecha czyli mocny lokal na mocną czwórkę, Browar Ossegg czyli dwunastka w wymarzonej cenie i konfiguracji.

Photo © Bontonfilm

Dodaj komentarz