Czyli takie rzeczy to tylko w Czechach

czwartagwiazda
0

Są historie które mogły się zdarzyć jedynie w Czechach. Jedziemy tam, widzimy, gęby nam wykrzywia ze śmiechu, a będąc na powrót nad Wisłą przychodzi myśl, o nie, takie numery to tylko tam. Habsburg, przyziemne potrzeby, rubaszność, brak granic smaku i niesmaku, liberalizm, seksizm, wszystkiego po trochu. Niektóre z tych dykteryjek nam zdarzyły się naprawdę, część była zasłyszana, jakieś wypatrzone w różnych radiach i telewizorniach. Jest też kino, niewyczerpane źródło wiedzy o naszych Braciach-Husytach. A ponieważ nasza czeska przygoda trwa, głowa pracuje i przynosi, co chwila coś nowego, pewnie będzie i jakiś ciąg dalszy.

Te wszystkie zjawiska zamknięte w akapitach, czasami z polskim kontr-skojarzeniem, będą miały charakter subiektywny. Każdy niech w sercu i głowie ma swoje własne owocowe knedliki z zimowiska, czy dywersję, jak to jagoda perfidnie okazała się truskawką, a podążając na zachód wylądowaliśmy pod ścianą pisuarów. Dla panów to ta szczęśliwa wersja zważywszy powodujący zakłopotanie sarmaty genderyzm niejasnych kropek, szlaczków i innych językowych wynalazków.

Paru gości, Czechów w wieku już dojrzalszym, jeden nawet bardziej. W ich imprezowym dossier pojawia się trawa, efekt do przewidzenia. Zabawa na którą wpadli, wymagała jednak pewnej finezji. Jeżdżą po rondzie odwrotnie do kierunku jazdy, w dodatku tyłem. Chwila zabawy i wielki dzwon, ktoś ich huknął z tyłu. Sytuacja nie do pozazdroszczenia. W pobliżu radiowóz. Funkcjonariusz wychodzi i idzie do auta za nimi. Mija parę  chwil, chłopaki wypełniają sobie czas zapanowaniem nad nastrojami. Funkcjonariusz się zbliża. Zaczyna się dialog

– Panowie, proszę dokumenty?

– Proszę

Gliniarz spogląda, papiery się zgadzają, oddaje. Zaczyna mówić.

– A tak w ogóle….chłopaki to nie uwierzycie….ci z tyłu….buahahahah…ci z tyłu są nawaleni jak messerschmitty…i wiecie co oni twierdzą……żeście jeździli po tym rondzie tyłem…buahaha…..dobra….możecie jechać, zgarniamy ich.

Serial detektywistyczny. Czesi je nazywają detektivki i kręcą je dziesiątkami. Kraj dziesięć milionów ludności, i w zasadzie nie ma poza przerwą świąteczno-noworoczną czasu, by jakiś nie leciał. Często w jednym czasie emitują je i  Czeska telewizja i dwie stacje komercyjne równolegle. Spore budżety, różne tło, klimat, czasem i ezoteryka. Dla mnie trochę fenomen. W tym konkretnie klimat thrillera, parę głośnych nazwisk, toczy się jakieś tam dochodzenie. Na posterunkowej sofie  trzy facjaty pogrążające się w meandrach śledztwa, czwarta ćwiczy jogę, na oko 120 kilo i gigantyczny brzuch. I leci….motyw, sekcja zwłok, patolog, kto, kogo, jak. Ten po lewej zwisa z sofy i zjada pizzę, sądząc po wylanej gębie zjadł ją sam i toczy się beznadziejna rozgrywka o ostatni kęs. Dalej kobitka zasuwa z orzeszkami, zwisa z tejże sofy. Trzeci wybrzydza, je chińczyka, patrzy z nieufnością, podnosi patyczkami, zerka ,bawi, chyba ma obawy. Czwarty zacięcie uprawia jogę. Mija parę minut deliberacji. Grubas walczący o życie z jogą wstaje, podnosi z podłogi pudełko z hambaczem spod znaku McDonald’s i wsuwa. I o co w tym wszystkim niby chodzi? O łamanie schematów. O swoje pięć groszy. Jak kiedyś nakręcą  Tytanica, ocean zastąpi Černé jezero, statek wprowadzą w ruch polscy flisacy odmawiający w tym czasie różaniec, a Jack i Rose stukną się wielkimi kuflami, wychylą po łyku, a na koniec, jak u Hrabala, posmarują się tym piwem po gębach i wpadną do wody, sprowadzając na dno całą jednostkę. W ostatniej scenie zagra jeszcze Julia Roberts. Nikt nie wie dlaczego.

Ołomuniec, letni dzień, nieopodal Dolnego Rynku znajduje sklep winiarski, ze sporym wyborem beczkowego. Wybieram dwa białe i Frankovkę, bardzo popularny czerwony szczep, który mimo nazwy prawdopodobnie wcale nie pochodzi z Czech, a z Austrii. Sprzedająca wypełnia kolejne butelki, coś rachuje, płacę. Okazuje się że portfel robi mi małą niespodziankę, brakuje mu parunastu koron. Pani się uśmiecha, bierze jedną z butelek i mówi: „cóż, odlejemy trochę z szyjki i będzie w porządku”. Powraca uhahanie nabytym garnizonem win, jak się okazuje spacyfikowanym w części,  na położonym kilkadziesiąt kilometrów stamtąd polu namiotowym w mieście Budišov nad Budišovkou. Nachalnie też przychodzi myśl, jak tę sytuację rozegrałaby polska rzeczywistość. Mam wrażenie, że zagadką pozostaje tylko, kto byłby bardziej skrępowany sytuacją, sprzedawca, czy już nie do końca szczęśliwy klient.

Zapraszamy też do przeczytania Czyli takie rzeczy to tylko w Czechach vol. 2, Jaromír Nohavica czyli  w zalewie z ogórków kiszonych tym razemPolskie tropy Inwazji na Czechosłowację czyli z dziejów smutnej czeskiej ósemki, Dukla 61 czyli z dziejów największej górniczej tragedii w Czechosłowacji, oraz Jarosław Kaczyński czyli polska polityka z czeską diakrytyką.

Photo © Česká televize / Jan Horník

 

Dodaj komentarz