Transport poza wieczność czyli z myślą o młodych

Transport za věčnost

Transport poza wieczność jest niczym oczy tego dzieciaka z okładki. Niby jeszcze nie ten wiek, a przecież już jest tam wszystko. Czyste, głębokie i wciąż tak bardzo młode. Obok jeszcze spojrzenia trzech kolejnych wokół życia których ta książka się układa. Łączy ich wiek i czas. Dzieli podówczas w Czechosłowacji mający spore znaczenie walor pochodzenia.

Tych kilka pierwszych rysów książki Transport poza wieczność jest tu kluczem. Dalej bowiem mamy piękną historię przejścia od Protektoratu do regularnej eksterminacji Żydów ergo: zjawisk, czy świadectw których mamy w literaturze na pęczki.  Zresztą trudno ów temat wyeksploatować, gdy skala zjawiska w historycznej przestrzeni nie ma sobie równych.

Autor tej książki, František Tichý wspólnie z ilustratorem Stanislavem Setinským, stworzyli niezwykle wartościowy unikat. Weszli bowiem w realny świat kilku życiorysów ciągnących się przez wojenny czas, by wydobyć Holokaust oczami dzieciaka. To odrobinę zjawisko z czeskiego filmowego opisu, gdy historia dzieje się bardziej symbolicznie i na uboczu.  Tu mamy ją jednak całą, nie rejterujemy od przekleństw wojny, być może młodzieńczość opisu trochę całość cyzeluje, ale wciąż samo zjawisko poraża.

Transport poza wieczność nie bajdurzy, a swoje fabularne tło opiera o to, co możliwe. Ma do tego na podorędziu życiorysy: Petra Ginza-niezwykle uzdolnionego młodzieńca żydowskiego pochodzenia. Hanuša Hachenburga- poety publikującego na łamach Vedem- pisma składanego siłą woli wielu spośród więźniów Theresienstadt, i straconego przez Gestapo Josefa Jana Kratochvíla. Reszta, mimo że jest wytłumaczoną w szczegółach fikcją autora, Františka Tichého, dopełnia całości obrazu, tak by czytelnicza wyobraźnia nie czuła żadnych niedostatków.

Ta książka była pisana dla młodego odbiorcy. W formie dysonansu naszych współczesnych dorosłych doświadczeń w zestawieniu z niesłychaną niefrasobliwością tych paru nastolatków jest czystym pięknem. Temu służy też język, czy sam dobór cierpień zgotowanych przez hitlerowskie Niemcy. Po to też ten piękny chłopięcy etos. Jednocześnie czuć w tym pisarską słabość, zdania, nawet gdy rozumieć docelowego odbiorcę, zdają się trochę kulawe. Jakby nie nadążały za treścią. I to chyba jedyny zarzut, dziury w całym nie należy na siłę szukać.. I tutaj wielkie ukłony dla autora, Františka Tichého.

Transport poza wieczność to również pieczołowicie przepracowane losy chłopaków z praskich Holešovic. Dochodzi ich stopniowo koszmar wojny, początki Protektoraru, pierwsze symptomy wykluczenia, na koniec zaś nastaje to najgorsze, Theresienstadt. Są w tym wszystkim lojalni i stateczni, a zmora wykluczenia i zbliżający się Holokaust, tylko wzmacniają ich młodzieńcze serca.

Chciałbym by Transport poza wieczność  uczył czasów wojny, źródeł dyskryminacji, postaw. By miejsce politycznie poprawnych debat i biegunowo ustawionych ich horyzontów, zajęły takie historie jak ta. Częściowo zbeletryzowany Transport poza wieczność przez swoją prostotę daje do myślenia, niezależnie od wieku.

Na koniec jeszcze wielki szacunek należy się kronikarskiej pracy czeskiego pedagoga, Františka Tichého, świetnym ilustracjom Stanislava Setisnkého, którzy nadali trudnej tematyce formę odpowiednią dla współcześnie trudnych merytorycznie czasów.

Zapraszamy też do innych wpisów: Všichni žijem’ v blázinci : současnost očima psychiatra Radkina Honzáka czyli dwieście stron przepysznej erudycji, Praha-Holešovice czyli mało świątecznie ze świata stołecznych bezdomnych, Czyli o tym że w Polsce nie ma lesbijek, Slovácká kyselica czyli mistrz w klasie eintopf, Rohlíky czyli Czecha dzień powszedni.

Photo © czechypopolsku.pl

Dodaj komentarz