Czyli co te Pepiki o nas myślą

4

Ah te Pepiki, Pepiki! Co im  siedzi w głowie? Chyba my Polacy nie umiemy tego rozgryźć. Jest nam to też prawdopodobnie bardzo potrzebne sądząc po liczbie ”razów”, gdy wyrywa nam się, niby z przypadku, kolejny raz pytanie: co z tymi Pepikami? Czesi nami sobie głów nie łamią, nie spędzamy im snu z powiek, ot po prostu mało ich interesujemy. Jednak, by zilustrować te nasze zabiegi o czeską sympatię, warto przytoczyć dwie historie, obie prawdziwe i w jakiś sposób smutne, trzecia bardziej ogólna i mogąca się wydarzyć w każdym miejscu na turystycznej mapie Czech. Niech będą one dla nas przestrogą, jak nie postępować z Czechem, by rezultat nie okazał się odwrotny od tego, co sobie założyliśmy.

Zagaduje mnie Polak w Ostrawie na Stodolní w wieku bliżej nieodgadnionym, mam poczucie że ucieka przed policyjną obławą, pot płynie mu po skroni i strzela do mnie z pytaniem…..ej Stary….yyy, gdzie tu można jakieś….yyy  wiesz… dragi kupić, wiesz…słyszeliśmy że tu można,,aaa ale my nie wiemy, co i jak…. Nie czekam długo i tłumaczę, żeby wrócił do knajpy z której wyszedł, podszedł do barmanki i zapytał, może po polsku. Dla oswojenia go z tą myślą, tłumaczę że owa barmanka przed chwilą skręcała i paliła jointa sama, więc ma zbiór wszystkich mu potrzebnych informacji. Koleś odchodzi, a ja nie znam dalszego biegu wydarzeń. Mam jednak pewne wyobrażenie graniczące z pewnością, co stało się potem. On wszedł, zapytał barmankę, miał te same objawy przedpolicyjnej febry, a ona mając przed sobą gościa z napisem ”w razie czego zadzwonię pod 158, by zapytać, ile tej trawy mogę od Ciebie kupić”, odpowiedziała, że nie jest zorientowana we sprawach.

Druga historia bardziej ogólna, ta sama knajpa, czy ta sama barmanka to już nie wiem, i dwaj kolesie z Polski w stanie, w którym prosty chodnik stanowi zagrożenie dla życia. Bełkoczą…..Czechy są zaj…jesteście spoko.….Niemców nie znosimy, ale Wy jesteście spoko, kofola jest zaj…Polak,Czech dwa bratanki. U czeskiej barmanki pojawiło się parę zmarszczek i nic więcej.

Historia trzecia pod tytułem ” Nie rób dobrze nieznajomemu, którego nie znasz”. Występują statystyczny Polak i skonfundowany Czech, tu najczęściej występuje jednak barman, kelner, bądź czeska para, która, o zgrozo, popełniła ten niewybaczalny błąd i uśmiechnęła się do siedzących obok polskich turystów. Jest też wielce prawdopodobne, że się nie uśmiechnęła, ale ponieważ mówi po czesku, co z kolei jest dość prawdopodobne, bo omawiana sytuacja wydarzyła się w Czechach, to nadała bieg dalszym wydarzeniom. Polacy nerwowo przewracają kartki kieszonkowego podręcznika do języka czeskiego, po czym zaczyna się pokaz……mám rád Čěsko….hej Alina….szukaj(spójrzcie co ów czasownik znaczy po czesku) jak jest po czesku stolica……Praha….lentilki…..(tu kciuk, by z emfazą pokazać, że owe lentilki nam bardzo smakowały). Jednocześnie podobny arsenał trafia prosto w duszę barmana przyjmującego zamówienia, który mówi: zkuste to, prosím, polsky… Zawiedziony statystyczny polski turysta pyta, czy pozycja numer 2 to wieprzowina. Zjada, jakoś mu może nawet smakuje, a w trakcie powrotu do ojczyzny myśli, skąd te Pepiki tak nie lubią Polaków. Ten starszy statystyczny turysta z Polski wpada na trop, Operacja Dunaj, rok 1968 ale o tym kiedy indziej.

Zapraszam również do przeczytania o trudnych relacjach na linii czeski kelner-polski turysta, o czeskich stereotypach językowych, czy Jaromír Nohavica w zalewie z ogórków kiszonych? Zawsze też możecie zainteresować się wspólną czechosłowacką historią rozstania, czy największym pomnikiem Stalina w latach pięćdziesiątych?

Photo © czechypopolsku.pl

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *