Josef Škvorecký i Lwiątko czyli dziś już niewielu tak umie

Josef Škvorecký. Lwiątko

Josef Škvorecký to niewątpliwe zjawisko czeskiej literatury drugiej połowy XX wieku. Wśród czeskich czytelników nie trzeba go przedstawiać, co bardziej wnikliwym polskim telewidzom może się pewnie kojarzyć z obrazu Tankový prapor.  W każdym razie biorąc pod uwagę walory jego literatury, wart jest kilku osobnych zdań.

Josef Škvorecký bowiem nie tylko odebrał gruntowne wykształcenie z zakresu  filozofii i anglistyki, zakończone doktoratem z zakresu tej pierwszej. Z powodzeniem też tłumaczył amerykańskich klasyków. Jednak to co jest kwintesencją jego pisarstwa, to oczywista odwaga twórcza z czasowym wilczym biletem z czasów “czechosłowackich“ i cezura Praskiej Wiosny, po której zdecydował się na emigrację do Stanów Zjednoczonych i później do Kanady. W każdym z tych miejsc pazur nieoszczędzającej nikogo ironii i głęboka psychologiczna analiza literackich postaw pozostawały na porządku dziennym.

Powieść Lwiątko fantastycznie się w ten czasowy horyzont wpisuje. Wydane w 69 roku Lwiątko  garściami brało z Państwowego Wydawnictwa Literatury Pięknej i dwumiesięcznika Literatura Światowa, gdzie Škvorecký pracował. Te epizody będące tłem dla wydawniczej rzeczywistości komunistycznych redakcyjnych młokosów zilustrowanej we Lwiątku, to jednakże tylko część mizernie przygotowanej powieści. Dodajmy dla porządku, że po wcześniejszej publikacji powieści Zbabělci opisującej czeskie mieszczaństwo końcowych lat II wojny światowej, jego wydawniczy epizod się zakończył. Gdy jeszcze wziąć odwilż lat sześćdziesiątych i rysującą się w 69 roku emigrację autora, Lwiątko musiało okazać się sukcesem twórczym.

Josef Škvorecký we Lwiątku nakłada na siebie kilka idealnie komplementarnych perspektyw, tak by dobę głębokiego dozoru twórczego komunistów zobrazować perfekcyjnym realizmem. Służą mu syntetyczna ironia surowego pióra, wątek miłosny i redakcyjne targi nad wydaniem pewnej książki w aktualnie funkcjonującej linii wielkiego brata.

Karel Leden, główny bohater Škvoreckého, to usytuowany taktycznie w pobliżu szefa państwowej redakcji patologiczny bawidamek. Ocenia, kalkuluje, rozpisuje opatrzone jak najmniejszym ryzykiem scenariusze i korzysta z i tak ograniczonych zasobów doby socjalizmu. Gdy jednak na jego horyzoncie pojawia się piękna i wyjątkowo odporna na flirty panna Lenka Stříbrná, w jego życie wkrada się niepewność.

Miłosny wątek i skrzętnie przygotowane miłosne scenariusze angażujące redakcyjny entourage jako towarzyską przynętę zaczynają niestety zawodzić. Ciasno umiejscowiony w redakcyjnych niuansach bohater, oczywisty cynik sofistyfikowanych środków zawodzi. Umierające kolejno bastiony jego pragmatyzmu z cenzorską ekwilibrystyczną machiną po raz kolejny bojkotują młodą pisarkę, a obiekt jego westchnień pozostaje nadal odległy.

Josef Škvorecký to łączący plany mistrz własnej formy- Redakcyjny obraz bezpiecznej komunikacji, hamletyzowania wątków, układania się zgodnie z etapem i własną przeszłością, wymagającą często niezbędnych retuszy, to efekt prywatnych wniosków i talentu. Talent przy tym pozwolił mu wzbogacić Lwiątko o perfekcyjnie zbiegający się w czasie wątek miłosny. Stajemy dzięki niemu twarzą w twarz z nagim komunizmem, którego już nic nie zasłani. Zresztą nawet kryminalny finał spadający na nas jak grom z jasnego nieba tylko dopełnia obrazu.  Przecież w gruncie rzeczy autorowi chodzi o jedną i tą samą zakłamaną socrealistyczną twarz.

Tak więc Josef Škvorecký i Lwiątko to już dziś pisarstwo unikatowe. Mistrz syntezy i twórczej odwagi, jednakowo biegły w swym warsztacie na każdym etapie książki nie zawodzi. Erotyzm, charakterystyka postaci, tło, szczegół pozbawiają przy nim złudzeń- dzisiaj w dobie beletrystyki strumienia myśli już tak mało kto potrafi.

Zapraszamy też do czytania innych wpisów: Nekompromisně czyli Iva Procházková z kapitalnym thrillerem politycznym,  Lord Mord Miloša Urbana czyli z życia Pragi końca XIX wieku,  Ota Pavel czyli Jak tata przemierzał Afrykę, Kroki mordercy czyli jak Michaela Klevisová pomyliła gatunki, Hovory o štěstí mezi čtyřma očima czyli Patrik Hartl w swojej gorszej odsłonie.

Photo © czechypopolsku.pl

Dodaj komentarz