Havel czyli mocne technicznie kino bez wpadek

Havel

Havel w Czechach musiał wzbudzić kontrowersje. Nie idzie już nawet o historyczny spór o nasileniu być może mniejszym niż polski Okrągły Stół, choć wciąż znaczącym. Bardziej napotkał kłopot braku swojej wcześniejszej komercyjnej wersji. Za Havla się bowiem nikt wcześniej nie zabrał. Był, rzecz jasna dwuodcinkowy dokumentalny Občan Havel, sam Havel pojawiał się w serii České století,  tudzież w jednej z ról w obrazie Zemský ráj to na pohled. Ale biorąc pod uwagę tę historyczną figurę to wciąż mało. Pozostał więc summa summarum krytycyzm swe źródło mający w poczuciu, że jeśli już ktoś za tego naszego prezydenta się bierze, niech już będzie to majstersztyk.

Tu do tego nie doszło-utnę na wstępie. Pozostaje jedno ale – nie ratyfikował naszych wyroków czas. Inna sprawa, że niżej podpisany, Havlovi nic nie ujmując i będąc raczej na tak, fanfar by oszczędził. Slávek Horák, reżyser i autor tego filmu, znany z bardzo udanego Domácí péče, to twórca o dość oszczędnym filmowym życiorysie. Nie odbiera mu to jednak świetnego fabularnego debiutu i dobrej ręki od strony warsztatowej. Na marginesie zresztą, skoro nie umiejący jeszcze niedawno biegać Václav Neužil dziś budzi swym Zátopkem szacunek lekkoatletycznej gawiedzi,  niech już zostanie, że nie ma w czeskim filmie rzeczy niemożliwych.

A więc jak pewnie można wnosić z reżyserskiej przeszłości Horáka, Havel został dobrze technicznie zrealizowany. Było oczywiście w tym i ryzyko spłaszczenia, i tu rzeczywiście ten zarzut pada, bowiem Havel osadzony w historii trochę nam zbyt szybko przemyka. Dość duży w tym jednak udział bierze damsko-poligamiczna perspektywa jego życia, tudzież środki filmowe mające pozbawić nas wątpliwości przy odgadywaniu marki palonych przez pierwszego czeskosłowackiego prezydenta papierosów. Takteż wygląda sprawa “beczki“ którą podróżuje zawieszony gdzieś w komunistycznym czasie miedzy Pragą, a wiejską rezydencją. Widzimy podówczas nakreślony profil rozintelektualizowanego kochnisia o niezbyt wybujałym talencie oratorskim, sporej nieśmiałości i jakimś dramatyczno-teatralnym życiorysie za sobą. Czy to wada filmu? Trudno odpowiedzieć. Jest zapewne Havel zbulwaryzowany, rozpisany behawioralnym uproszczeniem, gdy dojrzałość mająca przyjść z wyznaczającą go do poważnej gry polityką, rozpisana jest na każdy gest, byleby widz czegoś nie ominął. Mnie to wizualne amerykanizowanie kina najczęściej doskwiera, tu bardzo sprawnie skonceptualizowano drogę czeskiego prezydenta. Wiją się przecież wokół siebie zmienne zabawnych damsko-męskich oracji, gdy niezbyt sprawnie werbalizuje swoją chwiejność, a nurt historii stopniowo zaczyna wyznaczać mu swoje miejsce. Owszem, brakuje detalu w postaci choćby dyskusji mającej zbudować w nas jego intelektualny i polityczny profil. Są za to proste znaki filmowego nieba, mające wyłuszczyć w jego osobowości to, co najważniejsze.

Mnie Havel się podobał, nie potępię go w czambuł, ani nie wyliczę dokumentalnych niedoskonałości. Jednakowoż wstrzymam się z wyraźnymi komplementami. Ot dobra formuła dla mało o dziwo wyeksploatowanego w czeskiej filmografii Václava Havla. Być może bez błysku, ale i bez poważniejszych niedociągnięć. Warsztatowo w ciągu logicznym od początku do końca, i nawet jeśli brakuje tu wyraźnych czasowych interwałów, bo rok 68, Karta 77 i Aksamitna Rewolucja to mało, jest on czytelny dla szerokiej publiczności. Pewnie chciałbym więcej, być może wielu malkontentów pójdzie dalej. Odmówi Havlovi mocnych ram, wejścia głębiej w historię. Ale czy ten rozkoszny brzydal bez r, wijący się niezdarnie w restauracji  w propozycji życia w trójkącie, wspólnie z żoną i kochanką i pod czujnym okiem StB, bacznie notującym każde słowo, wiele nie mówi? Czy jego raz podniesiony głos gdzieś na politycznej prywatce, rozpisane na każdą zmarszczkę więzienne wątpliwości i odłożona na bok kartka na balkonie wydawnictwa Melantrich wam nie wystarczą?

Jeszcze obsada. Viktor Dvořák, odtwórca głównej roli, mnie wydał się bardzo świadomy roli, a pozór podobieństwa to wynik rzetelnej pracy. Anna Geislerová w roli przyszłej pierwszej damy nie wadzi i cieszy. W końcu mogła się na jej miejscu znaleźć Tatiana Pauhofová.  Hofmanna nie chwalę, bo robię to za często. No i pozostaje rodzynek, funkcjonariusz StB Michala Isteníka podkładający naszemu opozycjoniście w więzieniu lojalkę- cudo epizodu.

Zapraszamy też do czytania: Ota Pavel czyli Jak tata przemierzał Afrykę, Czyli o tym że w Polsce nie ma lesbijek, Czyli takie rzeczy to tylko w Czechach, Polskie tropy Inwazji na Czechosłowację czyli z dziejów smutnej czeskiej ósemki, Vepřo-knedlo-zelo czyli o czym tu w ogóle gadać.

Photo © Bontonfilm

Dodaj komentarz