Hana Aleny Mornštajnové czyli Holokaust z braku przypadku

Hana. Alena Mornštajnová

Alena Mornštajnová podczas Śląskich Targów Książki wspomniała, że Hana miała opowiedzieć losy rodziny, a Holokaust przyszedł dopiero później. I gdy tak zagłębić się w lekturę, przejrzeć na wylot wszystkie te trzy narracje, tworzone przez trzy nieukładające się chronologicznie całości, trzeba autorce przytaknąć. Niby tyfus, pierwszy sprawdzian ludzkich charakterów, rysuje nam pierwszy plan. Ten podbijają siostrzane amory na arenie wyborów determinujących całe życie, by na końcu zmieść  wszystko Holokaustem. Ale wciąż Holokaust dopełnia, tworzy nowe tło, gdy początkiem i końcem tej skądinąd udanej prozy pozostaje historia rodziny.

Hana Aleny Mornštajnové to tytuł najbardziej oczywisty z oczywistych. To Hana łączy trzy części, to Hanę poznajemy za każdym razem inaczej, i to ona przykrywa cieniem obozu zagłady to, czego musimy się stopniowo domyślać. Alena Mornštajnová swój plan buduje wbrew pozorom dosyć systematycznie i cierpliwie. Młoda Mira z racji wieku nie może rozumieć międzypokoleniowego fenomenu swej ciotki, by jednocześnie stworzyć więź wykraczającą poza swoją teraźniejszość. Jej młodociane oczy dorastają wraz z autorką przygotowującą nas do kolejnych odsłon. Te zaś determinują wybory głównej bohaterki, jedynie ona przecież przerasta innych darem życia nie  danym innym. Ptyś, list pragnący wysłania i czytelnik znający historyczne kataklizmy, zlewają się w jedno.

Hana bowiem, nawet jeśli dotyka cierpienia i utraty, Meziříčí będące głównym planem, układa w naszych głowach dość statycznie. Dotykamy epidemii i nadchodzących śmierci, kartkujemy setki drobnych sytuacji, zakazy stawiane przez dorosłych, dziewczęcą przyjaźń, lekkomyślność, a na koniec rejestrujemy dopiero wagę całości.

Alena Mornštajnová wpisuje się niejednoznacznie też w pewną czeską domenę. Ci opowiadając stronią od armatnich salw. Jest jakaś tam słodownia, dzieciaki bezczelnie szczające na niemiecki czołg, Egon Bondy. Ot mistrzowie drugiego planu, którzy umknęli pompatycznym Polakom. Żadni nie popełnili  przy tym błędu. Po prostu każdy zajął się tym po swojemu.

Wracając jednak do Hany, mamy przed sobą książkę być może nie znakomitą, nie na miarę Herlinga-Grudzińskiego, ale bardzo drobiazgowo poprowadzoną szeregiem swoich życiorysów. Ich własne motywacje i ambicje, egoizm, odrobina fałszywej ambicji, wstyd, naiwność. Znamy je dobrze wszystkie na co dzień. Tu przy tym nabierają dopiero meta-znaczeń.

Z innych tekstów zapraszamy do przeczytania: Pepiki Mariusza Surosza czyli kanon ze specjalnym przeznaczeniem dla polskich lentilków, Ostrawska Poruba czyli tam gdzie Stalin był lepszy niż współczesny deweloper, Hvozdnický expres czyli może mała podróż w czasieBrowar Ossegg czyli dwunastka w wymarzonej cenie i konfiguracji, Marta Kubišová czyli dość smutna historia.

Photo © czechypopolsku.pl

Dodaj komentarz