Najlepszy Czeski Stand-up czyli komuś niepotrzebnie zachciało się książki

Přišel Bůh do kavárny v Karlíně

Najlepszy Czeski Stand-up wobec  tytułu oryginału: Přišel Bůh do kavárny v Karlíně brzmi dość marnie. Kolejny błysk Wiślaka z inwencją. Pewnie też wygrał walor komercji – nie ma się co dziwić. Jest w tym jednak i inny sens. Czeski tytuł bowiem skrywa otwierającą książkę dość smakowitą historyjkę autorstwa stand-upera Miloša Čermáka, niezłej zapowiedzi książki.

Najlepszy Czeski Stand-up ma niestety znacznie więcej wad niż ten nieszczęsny tytuł. I może jedynie rewers książki z opiniami paru blogerów widzi to inaczej. Dla książki w gratisie i nazwy bloga z tyłu warto było przełknąć tę zniewagę.

Książka jest przedrukiem stand-upów dwójki panów, Miloša Čermáka i Luďka Staňka, i tu powstaje już pierwszy zarzut. Czy wśród wielu gatunków mających swoje lepsze ”oralne” oblicze akurat stand-up musiał sobie zasłużyć na wersję pisaną? Działa to być może poprawnie w drugą stronę, niejedna czeska ”detektivka” dożyła udanej ekranizacji, ale stand-up formie pisanej nie służy. Ma swoje miejsce i czas, bywa błyskotliwy i miało tak pozostać.

Leitmotivem obu części standupu jest świat po czterdziestce w swojej poznawczej naturze i mocno komercyjnej masce. Tak jak to wypływa z jego natury i czeskiego charakteru. Z tyłu pozostaje polityczna poprawność, w grze zaś pozostają obscena, ironia i humor.

Miloš Čermák swój Najlepszy Czeski Stand-up mocnym karlińskim hipstie przechodzi do świata po czterdziestce, gdzie pewne rzeczy nam już zwisają. Nic nie musimy, pozbyliśmy się zbędnych aspiracji, a ironia  przykrywa zgorzknienie. W pracy osiągnęliśmy etap kolegów ze stażem, powoli wchodzimy w ”filmowe kwestie” swoich rodziców z bezkonkurencyjnym ”Czy jesteś głodny?”, a zawiązanie sznurówki osiąga status filozoficznej debaty. Są tam, i owszem, dość błyskotliwe gagi z biurowych korytarzy, kolega-obsługa życia, z tuzin satyrycznych konceptualizacji. Jest niestety również sporo przegadanych stron, gdy wieje nudą. Metro, toaleta w pracy, casus na dworcu. Ogółem wychodzi przeciętnie.

Z kolei Luděk Staněk swój Najlepszy Czeski Stand-up traktuję odrobinę inaczej. Czterdziestka to tylko pretekst dla szalonych ”devadesátek”. Jabol, Neckerman, porno z VHS, tarcze telefonów na drodze alkoholowych perypetii – to mocne uderzenie. Potem idzie zgorzknienie na całego, dekolt hydraulika, Walentynki bez męskich promocji, sprzedawca telewizorów, obrzygany Václavák i szereg innych współczesnych idiotyzmów z metką trendy. Chyba Najlepszy Czeski Stand-up wyszedł mu lepiej. Zgromadził lepszy materiał, nie ma tylu postojów. Jednym słowem: da się to ogółem przełknąć.

Po całości lektury niestety nie cierpię na nadmiar wrażeń. Sztuka stand-upu przegrywa ze słowem pisanym, a te kilkadziesiąt naprawdę zabawnych gagów zdają się nie potrzebować druku. By przy tym chłopaków nie potępiać w czambuł, należy oddać im sporo talentu. Mają swój styl, niezłe statystyki lepsze-średnie-gorsze, a w kategorii gatunku mają się nieźle. Tak czy owak: po co ta książka?

Z innych tekstów polecamy: Všichni žijem’ v blázinci : současnost očima psychiatra Radkina Honzáka czyli dwieście stron przepysznej erudycji, Restaurace Severka i Dycky Most czyli czeski odpał na całego, Marta Kubišová czyli dość smutna historia, Jarosław Kaczyński czyli polska polityka z czeską diakrytyką, Transport poza wieczność czyli z myślą o młodych.

Photo © czechypopolsku.pl


Dodaj komentarz