Czeska pivo i knedliki czyli hucpa pod czeską banderą

Restauracja Czeska pivo i knedliki

Czeska pivo i knedliki wzbudziła naszą ciekawość po ponad miesiącu od otwarcia. Jak widać czeskich knajp nad Wisłą przybywa, trafić się musiało i całkiem bogatym Gliwicom. Lubimy Czechów, aż nadto ich pewnie rozpieszczamy i bardzo lubimy odbijać się ich światłem. A że gastronomia to w końcu jeden z kierunków szeroko pojętej kultury, knajp czeskich rośnie nam sporo.

Staramy się przy tym wszystkim doceniać trud wielu różnych inicjatyw, ważyć swoje sądy i nie przegiąć z lewarem w żadną ze stron. Tu to przesłanie nie zadziałało, bo wyszło źle, jeśli nie bardzo źle. Nie mamy jednak tutaj na myśli mapy gastronomii, gdzie Czeska pivo i knedliki sensu largo odsądzić by trzeba od czci i wiary. Bardziej idzie o kategorię czeskiej knajpy w Polsce, z całym jej inwentarzem, proporcjami, z tym co przenieść od sąsiadów, co zrobić inaczej, od czego uciec. Tu wynik zapowiem przed częścią właściwą – wyszła hucpa złożona z interesów, intencji, smaków i cen. Ale po kolei.

Weszliśmy i mimo znajomości wnętrza z fotorelacji na FB, uznaliśmy, że wchodzimy do lokalu o dwie gwiazdki ponad czeskim ”zielonym obrusikiem” zatopionym w przepalonym oleju i z bramką w pisuarze. Drewniane blaty, część bardziej knajpiana i ta bardziej restauracyjna, czerń, trochę zieleni, nieźle to wszystko doświetlone, tu nie będziemy marudzić.

Na wstępie strzeliliście jednak podwójnym  ślepakiem. Za Kofolą 0,33 za 8 zł musiałbym pofatygować się do jednej z wielu praskich restauracji, do których nie macie doskoku. Bernard Světlý Ležák 12° w kuflu, nad którego temperaturą nie pojawił się cień refleksji, lany po ścianach i bez piany, może nabawić czarnych myśli największego optymistę. W smaku był zwyczajny, w wersji z butelki dostałbym przynajmniej kilka drożdży na dnie.

Gdy przyszedł jednak czas na zamówienie, sporą konsternację wśród kelnerek wzbudziło wymienienie dwóch drugich dań i zupy po czesku. To oczywiście drobna złośliwość, bo dziewczyny w Czeska pivo i knedliki zamiatają równo, a znajomości potraw po czesku powinien ich nauczyć właściciel. Nie zrobił tego, więc kiedy zapytany o wołowinę w sosie śmietankowym, odpowiedziałem svíčková, pani czym prędzej zawróciła. Za chwilę się szczęśliwie zreflektowała.  Zabawne to, choć niesie pewien dydaktyczny ciężar. Jak na ścianach i w karcie zamieszczasz ”ściągi” jak być „światowym” Czechem, nie zapomnij o własnym personelu.

Zanim ta konsternacja nastała, zawitała na naszym stole česnečka ergo: kulinarny element z rodziny ”trudno spartolić”. Trochę jakby cukierni wyszła kanarkowo-żółta bajaderka. Tu się udało. Česnečka była bez jajka, miała stanowczo za mało czosnku, smak świadczył o niezastąpionej – jak widać – kostce rosołowej, a miejsce grzanki zajęły rozbełtane w zupie kawałki pszennego pieczywa, które z całą pewnością w swym krótkim życiu nigdy grzanką nie były. Całość była więc zawaloną składnikami breją bez charakteru.

Dalej na stole wylądowały dwa czeskie klasyki, Vepřo-knedlo-zelo i Hovězí svíčková na smetaně. To pierwsze podane z kapustą w słoiczku i – nie wiedzieć czemu – pomidorkami koktajlowymi. Polski tuman przyjmie wszystko. Zawartość słoika poszła do weryfikacji pierwsza, bo dobra kapusta to prawdziwy probierz czeskiej kuchni, a dobrego kucharza wyczuje się po niej w mig. Ta nasza była przegotowana, ledwo wyczuwalnie kminkowa, nie czuć było w niej smalcu, a charakter ratował chyba już tylko ten słoik. Pewnym zaskoczeniem okazały się tu knedliki, bo równie dziarsko chciały zajęcia ex aequo pierwszego miejsca na talerzu. Ponoć miały być robione na miejscu, choć my temu postulowanemu fenomenowi nie dowierzamy. Tu na talerzu wylądował kruchliwy knedlík z twardniejącą skórką. Możliwości jest więc kilka. Przeceniony  z racji daty ważności knedlík z czeskiej półki, kupiony z wyprzedzeniem w ilościach hurtowych. Knedlík nieprzeceniony, choć wciąż tani, dożywający swych lat w zamrażalce przy ul. Dworcowej. Jest też opcja kucharz, choć niech łaskawość każe nam myśleć, że może nie. W sumie to ciasto ze zdjęć mogło skończyć jako czeska buchta podczas pierwszych lekcji kuchni naszych sąsiadów. Idealna bo w  końcu też drożdżowa. Co zaś tyczy się mięsa, kawałki były obfite, miejscami żylaste, choć ilość i mocna konkurencja kapusty i knedla, każe się nim zadowolić.

Svíčková, czeska duma, obiekt westchnień, często pewnie i dzieło sztuki, udające się w wielu przybytkach różnie, w swej części mięsnej tu było w porządku. Knedlík ”patrz wyżej” nie pomógł niestety, a sos pozostaje dla nas tajemnicą, bo nie sprawiał wrażenia, jakby powstał z duszenia wołowiny. Więc może tak. Mostecka Severka zrobiła ją z wieprzowiny, co wpisuje się w miejsce z herbatą z koszyczka, i daniami sporo poniżej 100 Kč. Ta gliwicka była lepsza. Jednak kiedy nasze nogi zaprowadzi do solidnej ”austro-węgierskiej” gospody, czy do restauracji pokroju Výčep korunní,  w czeskiej stolicy, Czeska pivo i knedliki przegra z kretesem.  A i z tymi knedlíkami…. tam w środku, panie kucharzu, mają być opieczone na maśle kawałki czerstwych rohlíków.

Wynik z całości jawi się, tak czy siak, bardzo mizernie. Nie wyszło bowiem po czesku, tylko z planu, że skoro nie gruzińska, czy azjatycka, to już niech będzie czeska. Nie mamy wiedzy o właścicielach, nie mamy wiedzy o kucharzu, mamy za to sporo podejrzeń. O intencje, o pomysł marketingowy i jeszcze może o otoczenie polskiego laika na czeskim wabiku. Sądząc po początkowej frekwencji zmienne ”pyknęły”, a czy popłyniecie na szytym grubymi nićmi pomyśle, nie wiemy. Gorsze szynki przeżywają.

p.s. Gdy siedzę w knajpie Osudová Přitažlivost w praskiej dzielnicy Žižkov i widzę barmana w kroksach, który przy otwartych drzwiach do kuchni nurkuje w garnku z vývarem z chochlą w ręku, czuje że jestem w Czechach. W Czeska pivo i knedlíki nie opuszczało mnie przekonanie, że od czeskiej granicy dzieli mnie 60 kilometrow.

Niżej zapraszam do przeczytania innych wpisów: Browar Ossegg czyli dwunastka w idealnej cenie i konfiguracji, Pod zeleným dubem czyli polsko-czesko-śląsi lokal prawie doskonały, Browar Radegast czyli blisko, z degustacją i w jeden dzieńPraha-Holešovice czyli mało świątecznie ze świata stołęcznych bezdomnych, oraz Restaurace u Vávry czyli czeska pijalnia z aspiracjami. 

Photo © czechypopolsku.pl

Dodaj komentarz