Česká Hospoda u Pepika czyli czeski garnitur szyty na miarę

Żory. U Pepika

Česká hospoda u Pepika to był zupełnie przypadkowy punkt na naszej trasie. Trafiliśmy tam trochę przy okazji. Z zewnątrz zwróciła uwagę duży szyld z czeską diakrytyką. Takich szynków w Polsce nie ma zbyt wielu, Czesi sprzedają głównie to, co “głośne“, a czeskie jedzenie, to często wspomnienie z zimowiska, a nie wyrobiony gust.  Tak czy siak, Česká hospoda u Pepika nas bardzo ucieszyła. Gnało nas tam też przeczucie, że strojenie się w snobistyczne piórka i ubieranie zbyt dużych garniturów, jak to było w Czeska pivo i knedliki, to nie ten przypadek.

Była niedziela i spodziewaliśmy się ruchu.  Ten stopniowo się pojawił, by po chwili zorientować się, że U Pepika to stały punkt piwny rowerzystów i przechodniów. Z kija dają Kozla, ja i owszem za koncerniakami nie przepadam, lecz kufel, sowita piana, tudzież możliwość rżnięcia piwa, muszą zrobić wrażenie na Polaku wybierającym między “ z sokiem czy bez“. My byliśmy niestety zmotoryzowani.

Ponieważ czeskie klasyki jak Vepřo-knedlo-zelo, czy česnečka, już odmienialiśmy przez wszystkie przypadki, wybór był trochę przypadkowy. Čertová kapsa na pivě  oraz Plněné Bramborové Knedlíky s Bůčkem a Kyselé Zelí z pewnością ten warunek spełniały. Z innych pozycji dobrze to zbilansowane, bowiem jest i Hovězí guláš s knedlíkem, Karbanátek czyli po prostu mielony, česnečka, smažený sýr, langoše  w sześciu wersjach – słowem nie brakuje tu niczego. Tu mała uwaga, że trochę szyld i opisy ze strony się rozjeżdżają, bo jeśli szyld zaczyna od czeskich opisów i nie wprowadza zamętu, strona może oferować to samo. Pewnie chodzi o dostosowanie oferty na czas kwarantanny. Z uwag w zasadzie jeszcze Kofola z butelki- tę akurat fajnie by było mieć ”na čepu”. Jak więc wypadła Čertová kapsa na pivě?

Bardzo dobrze. Placek był jaśniutki i bez oznak tłuszczu po przejściach- rzecz w czeskich hospodach rzadka, a całość treściwa i z gestem. Można oczywiście by przyjąć, że danie to występuje pod prawie każdą szerokością geograficzną, jednak stricte czeski charakter dania nie musi być przecież jego głównym walorem. Było syto, ze smakiem i w ramach rozsądnego budżetu. Plněné Bramborové Knedlíky s Bůčkem a Kyselé Zelí – druga z naszych pozycji- to nasz faworyt tego dnia. Knedlík nas zachwycił, bowiem był z pewnością robiony na miejscu. To zresztą część szerszego zjawiska vide: spójrzcie na knajpiane houskové knedlíky i spróbujcie wśród nich znaleźć te nie z pobliskich sklepowych zamrażarek! Radość uzupełnia ilość kapusty i solidna dawka kminku- elementu czeskiej kuchni, o którym zapominamy. Może była przy tym odrobinę zbyt mocno wypłukana, przez co straciła smak, ale wobec całości, nie staje nam kością w gardle.

Podsumowując: gratulujemy inicjatywy, wcale nie tak oczywistego dlań miejsca jak Żory i atmosfery, Skroiliście lokalny garnitur na miarę. Gość nie wychodzi głodny, obsługa dokłada starań, nie ma cenowych dramatów, a z całości bije poczciwość. Trudno też nie życzyć sukcesów na przyszłość. Niech ich początek wyznaczy Hovězí Svíčková na smetaně?:-)

Z innych wpisów polecamy: Jemný borůvkový koláč czyli proste ciasto sezonowe ze szczyptą oryginalności, Rohlíky czyli Czecha dzień powszedni, Staročeský medovník czyli kawowa konkurencja dla karmelowej marlenki, Osie gniazda czyli drożdżowo i od niezastąpionej Fójcikowej, Tort czekoladowy pojedyńczy czyli nie dość, że czekoladowy to jeszcze Czech.

Photo © czechypopolsku.pl

Dodaj komentarz