Plachetnice na vinětách czyli trochę gorszy Hájíček w trybie moralnego niepokoju

Plachetnice na vinětách. Jiří Hájíček


Plachetnice na vinětách Jiřího Hájíčka wymagała ode mnie sporo cierpliwości. Hájíčka bowiem powieść zawsze kosztowała kilka lat poprzecinanych jakąś krótszą formą. Ja jednak zostanę przy powieści, więc musiałem się chwilę naczekać. Plachetnice na vinětách po raz pierwszy u autora odchodzi od modelu trylogii moralnego niepokoju spod znaku czeskiego południa. Liczyłem przy tym jednak na warsztat autora, a sam temat rozwodowych perypetii osobistego życia Hájíčka wraz z beletrystyczną figurą głównej bohaterki starałem się pomijać.

Plachetnice na vinětách idzie tu trochę inną drogą. Niby nadal trzyma się najróżniejszych ścieżek wyznaczanych przez życiowy wybór, rysuje wieś z jej pretensjami do miasta, wydobywa prowincjonalne kompleksy, czy choćby okazuje ziemi znaną tylko sobie czułość. Dalej już jest inaczej.

Rok z życia Marii – docentki wydziału filozofii Uniwersytetu Karola w Pradze – rysuje tło, ale już trochę przesłania sznyt prozatorskiego moralnego niepokoju Hájíčka. Wciąż można doceniać czeską wieś o korzeniach wrytych wielopokoleniowo w ludzką pamięć, czy rzetelne introspekcje autorki, której intelektualny świat burzy tych kilka przemyśleń z chwil, gdy życie nabiera gęstości. Tę dynamicznie rozpoczyna rozwód, dejvicka kawiarnia zastępująca porozwodowe puste domowe przestrzenie, ale też niespokojna wieś rodzinna, którą główna bohaterka zaczyna regularnie odwiedzać. Budzą się demony niewypowiedzianych siostrzanych pretensji, sięgający głęboko wstecz historyczny kontekst, tudzież umierający tata. Obok czai się trzech zalotników jak z przeczytanej wielokrotnie kliszy, a w głębi samotność przebywa swoje kolejne wymiary. Ta metasamotność naszej śmiertelności ustępuje samotności bez partnera, by poddać się samotności odmienionych codziennych życiowych praktyk.

Lubię Hájíčka za jego powolność, niepozostawianie zakreślonej historii przypadkowi, ale nie mogę wyzbyć się jednego uczucia. Cały ten model upada pod natłokiem determinującej wszystko fabuły. Pozostaje przecież wciąż kobieta, rozwód, chwila kokieterii, szablony paru odbytych damsko-męskich rozmów. Gdy grasz poważny teatralny repertuar, przydaje się chwila scenicznego oddechu typu angielskiej komedii pomyłek. Być może takiego właśnie oddechu potrzebował autor pisząc Plachetnice na vinětách. Tak czy siak, zapachniało ”babską literaturą” przy udziale warsztatu klasy wyższej.

Zapraszamy też do recenzji innych wpisów: Zaklinacz deszczu czyli smutna urzędnicza prawda o życiu Jiřího Hájíčka, Rybia krew Jiřího Hájíčka czyli pozycja bez wad właściwie, Ivana Myšková czyli Białe zwierzęta są bardzo często głuche, Dukla 61 czyli z dziejów największej górniczej tragedii w Czechosłowacji, Marta Kubišová czyli dość smutna historia.

Photo © czechypopolsku.pl`

Dodaj komentarz