Czeskie Lwy 2018 czyli bez sensacji tym razem

Bohdan Sláma

Czeskie Lwy 2018.

I obyło się bez sensacji podczas wczorajszej ceremonii rozdania Czeskich Lwów, bo że Baba z lodu (Bába z ledu), faworyt z piętnastoma  nominacjami ugra najwięcej, wydawało się dosyć pewne. Równocześnie nikt nie wierzył w powtórkę z Masaryka z Karlem Rodenem, ubiegłorocznego zwycięzcy  dwunastu  statuetek. Zresztą ta zawrotna dwunastka mocno wzburzyła opinią publiczną, bo Masaryk był emitowany raptem przez siedem dni i to w jednym kinie, i trąciło to lewizną jak zauważył choćby Jiří Bartoška, laureat zeszłorocznej statuetki za wkład w kinematografię i wskrzeszenie Karlowarskiego Festiwalu przed dwudziestu czterema latami. Nie jednak sam Bartoška dziwił się ”parszywej dwunastce”, bo i czeskie radio zorganizowało ankietę w której pytało ludzi związanych z filmem o ocenę, i jakkolwiek doceniano rzemiosło filmu, wymiar historyczny dający mu szansę reprezentować film w Berlinie, to oceny były wstrzemięźliwe. Podsumowując rzecz byłą kontrowersyjna i nie przeszła bez echa.

Jak więc się powiodło głównemu faworytowi? Trudno sobie wyobrazić by zdobywając sześć statuetek w praskim Rudolfinum zdobyć ważniejsze. Po prostu….najlepszy film, reżyseria i scenariusz i dwie główne role, damska i męska, wraz z drugoplanową żeńską. Co tu komentować? Film Slámy, dosyć charakterystyczna dla niego produkcja, skromna i bezpretensjonalna, pozbawiona ekscentryczności jak Cztery słońca (Čtyři slunce), to taki profil filmu, co raz na jakiś czas wygrywa. Zuzana Kronerová to wygrana na którą przed ceremonią postawiłbym najwięcej. Piękna i dojrzała rola kobiety w zgiełku fatalnych zawirowań rodzinnych, która lód emocji zastępuje lodem przygody morsowania, wcale nie tak optymistycznie zakończonej. Pavel Nový to z kolei taki trochę gest decydentów takich celebr, powrót po latach, starszy pan, niezła rola na dużym ekranie, więc może mu coś dać. No i drugoplanowa Petra Špalkova, w pełni zasłużone zwycięstwo dosyć wziętej ostatnio aktorki, bo pojawiła się w drugim planie również u innego nominata, filmu Boso po ściernisku (Po strništi bos), widzieliśmy ją też gdzieś w tle Pustyni (Pustina), ocenianym często jako jeden z najlepszych europejskich seriali HBO ostatnich lat. Ciekawostką jest, że innym nominatem w drugoplanowej roli żeńskiej była Tatiana Vilhelmová za ten sam film. Obeszła się smakiem, choć Vilhelmová to wizerunkowo przeżyje, a Špalkovej się przyda.

Sympatycznym zbiegiem okoliczności jest też drugi drugoplanowy laureat po zeszłorocznym Benešu z Masaryka, Oldřich Kaiser. I rok temu i wczoraj, w pełni zasłużone statuetki, a patrząc na obraz Boso po ściernisku (Po strništi bos), nie tak doskonały jak Szkołą podstawowa (Obecna Škola) choć cały czas operujący w magicznym śnie Svěrakowego dzieciństwa, była to jedyna naprawdę ciekawa rola zagrana w tym filmie. Z osobą Kaisera wiąże się pewna zeszłoroczna historia, okazał się bowiem autorem  najbardziej oryginalnej przemowy, a brzmiało to tak…”….nareszcie cię mam, będziesz ze mną w domu. Jak już to poszło przez prezydenta, to jakoś to zawsze wszystko pójdzie.” Podziękowania podwójnie ciekawe w kontekście tego, co w zeszłym roku spotkało publiczność gdy chwilę później na scenę wpada wywołany Karel Roden i mówi dziękuję wszystkim. Nigdy nie lubił celebryctwa i jak widać mu zostało.

Boso po ściernisku to chyba wielki przegrany, bo poza drugoplanową męską statuetką „dostał”  ”jedynie” operator i dźwięk. Reżyser Jan Svěrák sobie to wynagrodził tekstem, który przeczytał ze sceny podczas wieczoru pt. „Pięć zdań w obronie Czeskiej Telewizji”, co odnosi się do ostatnich opinii wyrażanych przez nielubianego przez establishment prezydenta Zemana. Niezależnie od politycznych sympatii, takie wyskoki celebryckie mnie zawsze smuciły. Za dużo w tym ducha przygotowanej akcji, a zbyt mało realnej odwagi. Nie te czasy, nie ci ludzie, a i słowa znaczą co innego.

Z ciekawych nominacji dla mnie pozostają jeszcze dwie, a potem to już parę słów o wielkich przegranych.  Sprawiedliwość (Spravedlnost) z Ondřejem Vetchým w kategorii Film telewizyjny lub miniserial. To ciężki thriller, z niezłym tempem i formułą mordercy znanego w zasadzie od początku, choć licząc od pierwszego niezłego, ostatni wobec liczby wątków, postindustrialnych czy może bardziej surowych scenografii już męczy. Druga to mój prywatny faworyt, Svět pod hlavou, z dwoma dejvickimi rodzynkami, Ivanem Trojanem i Václavem Neužilem. Rok 2016 i skrywający dowody po swoim bracie porucznik  Filip Marvan  i śpiączka to być może nie najszczęśliwszy początek, ale już cała dziesięcioodcinkowa produkcja telewizyjna zbierała dobre recenzje. Skądinąd świetnie przebiegła retrospekcja, rok 82 i surowa normalizacja gdzieś na północy Czech, gra szczegół, SBeckie myślenie i relacje, a w tym wszystkim niezły scenariusz kolejnych odcinków. Wszystko tam zachodzi na siebie, problematyczna młodzież, Veřejná bezpečnost, żarciki, przekonanie głównego bohatera do historii własnego ojca, tudzież historie z rodzaju political fiction. Bez cienia wątpliwości dobra produkcja.

Pozostają więc tylko przegrani, a ci są zawsze przy tego typu okolicznościach. Wśród nich jest Kvarteto, drugi film z Miroslavem Krobotem za kamerą. Dwa lata temu były cztery statuetki za Dziurę(Díra u Hanušovic), wczoraj nie dostali nic. Dalej Milada, filmowa adaptacja życia i śmierci Milady Horákovej. Jak pisał w swojej książce Mariusz Surosz,  o łaskę dla niej prosili i Albert Einstein, i sekretarz generalny ONZ Trygve Lie. Bez skutku. Klement Gottwald był nieubłagany,a  podczas wczorajszych ceremonii nieubłagane było jury i obdarowało ten film tylko w kategorii kostiumów. Przegranym może się też poczuć historia zgwałconej siedemnastolatki, Nieczysta(Špina). No i pewnie Jan Svěrák choć moim zdaniem w jego filmie czuć jest to, że scenariusz nie był autorstwa ojca. Jednak dla spragnionych kultowych i starszych czeskich „staroci” zapraszam do recenzji Wsi moja sielska, anielska (Vesničko ma středisková), oraz Pupendo Jana Hřebejka.

Photo ©filmovaakademie.cz

Dodaj komentarz