Wady snu Radky Denemarkové czyli z rozpędu i dla zabawy

Spací vady

Wady snu Radky Denemarkové na swoje polskie tłumaczenie musiały czekać siedem lat.

Gdy jednak popatrzeć na czeskie wydanie, było to rok po Koboldzie. Trudno też nie widzieć podobieństw. Tam dwie formuły- woda i ogień – tym razem Denemarková wybrała dla swego aneksu do poprzedniczki twarz teatralnego przedstawienia. A więc niełaskawa formuła  realizmu dwóch żywiołów, gdy światło dzienne ujrzeć mogą jedynie nanoszczęścia dręczonych w cieniu kreatury, oraz emancypacyjna gra teatralnymi subtelnościami.

Trzy bohaterki, Virginię Woolf, Sylvię Plath i Ivanę Trump, dzieli bardzo wiele z wyjątkiem zależności, której próbują się wymknąć. Zawieszone gdzieś w bezczasie miejsca o walorze naszych pośmiertnych wyobrażeń by tam je wynaoczyć. Te miewają męską twarz,  bywają pospolitą zazdrością, czy ludzkim niespełnieniem. Virginię i Sylvię łączy jeszcze ponadto pióro, talent i tragiczny koniec. Cierpią za życia, tkwią w swych jestestwach, by na półpiętrze między życiem i śmiercią, podjąć się skierowanym przeciw sobie deliberacjom. Drugi akt do zestawu dorzuca im byłą żonę milionera i obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych.

W tym wszystkim role grają jeszcze quasi-anioły dające niezliczone szanse na wydostanie się z  miejsca, którego ciasnota i surrealistyczne zwyczaje, czynią życie tam zmorą. Nasze bohaterki nie są w stanie ich jednak dostrzec. Wygrywają bowiem rodzinne cierpiętnictwo, farbowany mąż przykrywający lesbijskie skłonności i narracja naszych czasów, gdy książkę się po prostu zleca. Towarzyszą temu niezliczone kurioza, książki stają się składnikiem szykowanych posiłków, sypia się w wannie, a tlen można dla draki podkręcić. Jest również wiele umocowanych w życiorysach niuansów.

Denemarková Wady snu zaprojektowała myśląc o nich jako o przedstawieniu teatralnym, gdy kobiece emocje podbijane są scenografią i gestem. Tych nie czuć w wydaniu książkowym, i wciąż mimo ułożonej skrzętnie zabawy treścią, Wady snu nie mają ciężaru poprzedniczki. Kobold wygina w pół, swego cierpienia, którym obdarza dwie bohaterki nie można redukować. Wady snu to z kolei zgrabne teatralne wygibasy autorki z ilorazem, która dobrze się bawiąc groteską i odmiennością spojrzeń, szuka wytłumaczenia fatalizmu naszego życia. Przeplatamy cierpienia, wchodzimy w nowe role, rodzimy we własnych głowach waśnie, by na nowo przetłumaczyć sobie swoje własne życie, a w gruncie rzeczy budzimy się z coraz to nowym niewolnictwem. Emancypacja, rodzinne obowiązki, talent, dzieci, kariera, czy to nie wszystko jedno?.

Nie zganię Denemarkovej za Wady snu, ale i nie będę ich admiratorem. To chyba trochę książka z rozpędu i dla zabawy. Tej jednak niestety wyczuwam więcej po stronie autorki niż mojej jako czytelnika.

Z innych tekstów zapraszam do lektury: Hana Aleny Mornštajnové czyli Holokaust z braku przypadku, Ach, te Czeszki czyli o rzetelniejszym z dwóch Mariuszów, Nuselski punk czyli Pat i MAt bez kolorów i w oparach THC, Kar Miloša Urbana czyli kanibalistyczne Karlowe Wary, oraz Boginie z Žítkovej czyli o morawskich felczerkach ludzkich dusz.

Photo © czechypopolsku.pl

Dodaj komentarz