Vlastníci czyli Jiří Havelka ze swoim znakomitym kinowym debiutem

Lokatorzy

Trudno wyobrazić sobie lepszy debiut reżyserski na dużym ekranie niż Vlastníci Jiřího Havelky na podstawie przedstawienia Společenstvo vlastníků tegoż reżysera w Divadlo Vosto5 . Były adaptacje według prozy Jaroslava Rudiša(Národní třída), czy Evžena Bočka(Poslední Aristokratka), ale nikt nie przeniósł w ostatnim czasie na ekran żadnej treści tak udanie.

Jiří Havelka oba scenariusze pisał jednocześnie, do tego film powstały o dwa lata później okazał się dużym sukcesem komercyjnym. Stało się tak nie bez powodu. Trudno bowiem w wymiarze szerokości aktorskiej palety ów film przebić. Tereza Ramba, Vojtěch Kotek, Dagmar Havlová, Jiří Lábus, Pavla Tomicová, Ondřej Malý, Klára Melíšková, Kryštof Hádek, Stanislav Majer, David Novotný, Andrej Polák, Ladislav Trojan -to bogactwo charyzmatu niebywałej siły. Można oczywiście nie dowierzać nazwiskom, ale ta konfiguracja w tej treści i wobec tych quasi-teatralnych środków spisała się znakomicie. Jedyny problem to wskazanie zwycięzcy wśród tej aktorskiej gęstwiny. Nikt się nie wybija, bo wybijają się wszyscy. Współgrają w parach: Lábus z Havlovou w komunistycznym entourage’u, Ramba i Kotek w domowym zgiełku, Polák naprzeciw niewybrednemu homofobicznemu chamstwu. No i może David Novotný w roli tego najmniej gramotnego z całej tej obsady.

Treść obrazu Vlastníci, spotkanie dwunastki członków wspólnoty mieszkaniowej to oczywiście perfekcyjnie przepracowany pretekst. Chodzi tu przecież o półtoragodzinną charakterologiczną burzę codziennych czeskich jestestw o najgorszych właściwościach. Pogarda, grubiaństwo, homofobia, dulskość i wszelakie zaprzaństwo najgorszej maści- można tak bez końca.  A to w końcu my, każdy zepsuty na swój sposób, tony słów i niemal jednakowa zawartość.

Film Vlastníci wkracza do naszych emocji gwałtownie, w zasadzie od początku i nie pozwala sobie na chwile spokoju. Trzyma nas w złości, podaje nam nasze przeróżne ”wspólnotowe” charakterystyki. Jest niby najnormalniejsza przewodnicząca wspólnoty, pilny mąż-stenotypista, pedantka, ta co wiecznie wściubi nos, gej, stary komuch, dwaj bliźniacy, cyniczna właścicielka z parteru z suflującym ofertami zastępcą, nieogarnięty synalek, debiutujące we wspólnotowym piekle młode małżeństwo i mało zainteresowany tym wszystkim stary profesor.

Te świetnie zakreślone hiperbole tworząc obraz bardzo heterogeniczny śmieszą bez przystanków. Ich kwestie zachodzą na siebie, wybuchają, płaczą, wbijają homofobiczne i małomiasteczkowe szpile, by zatrzeć ślady zjawiska młodej trzydziestoletniej demokracji z poważną komunistyczną skazą. Są tam pewnie lepsi i gorsi, bardziej współcześni i żyjący według współczesnych zmiennych, czy  ci trzymający się wytrwale komunistycznych wierzeń, ale ostatecznie ciągną za sobą tę samą smutną treść.

Vlastníci to Evžen Boček z pierwszej części Arystokratki na innym gruncie i z dużo surowszym przesłaniem. Przy tym absurd tu bierze się z prawdy o pewnym dogadzającym sobie na co dzień środkowoeuropejskim kraju bez większych aspiracji. Wszystko bez retuszu.

Jedyny mój zarzut wobec filmu Vlastníci to sam finał. Dla mnie cały artyzm filmu Učitelka Jiřího Hřebejka to prosty plan i scenografia kilku raptem miejsc. Vlastníci mieli iść podobną drogą. Pogląd i teza miała ciągnąć się aż do ostatniego filmowego klapsa. Tu jeszcze niestety  swoje miejsce znalazły podsuflowane filmowe ściągi rozciągające wnioski do większych wymiarów- zupełnie niepotrzebnie. Poza tym żadnych krytycznych uwag.

Zapraszamy też do przeczytania: Na střeše Jiřího Mádla czyli zabawnie i na plecach Aloisa Švehlíka, Non-stop lahůdky czyli uśmiechnięty Mirek Krobot z kapitalną filmowo-życiową pointą, Veterán Jana Hřebejka czyli pan reżyser w locie pikującym, Sarenki Tomáša Svobody czyli pod krakowskim ratuszem gorąco, Polskie tropy Inwazji na Czechosłowację czyli z dziejów smutnej czeskiej ósemki.

Photo © CinemArt

Dodaj komentarz