U komárků czyli piwno-rowerowa mekka pogranicza

Rohan
2

Gasthaus U Komárků to dzisiaj prawdziwa przygraniczna mekka polsko-czeskich rowerzystów. Zewsząd z okolicy równie blisko, 15 km z Raciborza, 19 do Opavy, z trudem ale jednak umiem sobie wyobrazić i piwnego zapaleńca jadącego dwukółkiem z Chałupek. Ten prawdopodobnie, tym bardziej jeśli rower jest piwnym pretekstem wybierze Pod zeleným dubem, i to nawet jeśli warzą tylko 11°. Najczęściej więc w tę stronę śmigają Raciborzanie, mijając Pietraszyn, czeskie Sudice z ”niezawodnym” Aero L-29 Delfín nieopodal miejscowej ”sámošky“, i już wkrótce zasiadają U Komárků.

Interiery U Komárků Zdjęcia Hospoda

Tu mała dygresja tycząca się samego Aero L-29 Delfín. Był on na wyposażeniu sporej części wojsk państw Układu Warszawskiego, gdy Polska, wyjątek w tym gronie oblatywała swoje rodzime Iskry. Skądinąd też z Delfínem wiąże się inna mrożąca krew w żyłach historia, bowiem to ten model samolotu strącił polskie cywilne AN-2 z Dionizym Bielańskim, byłym pilotem Wojska Polskiego. Według IPN rozkaz, czy raczej bardziej zgoda, musiała wyjść z Polski, tak również incydent tłumaczyli ex post czescy wojskowi.

Wracając jednak do głównego tematu jest wiele powodów dla których U komárků jest interesujący, by wspomnieć tylko lokalizację z bliskością pogranicza i wielki piwny atut. Jest przy tym jeszcze coś,historia lokalu, i to nie byle jaka. Gasthaus ten począwszy od pierwszych wzmianek z roku 1724, niezmiennie działa, a gospodarz z roku 1886, Josef Chorý, to pradziadek obecnego właściciela. Płynność przechodzenia zaś z ojca na syna zaburzył najgłupszy ze społecznych eksperymentów, socjalizm. Rodzinny browar miał więc do czego nawiązywać.

Rohan Rohan 12°Obecnie warzy się tu trzy rodzaje piwa, Rohan 11° Světlý ležák, Rohan 12° Světlý ležák i Rohan 13° Polotmavý speciál. Do dwunastki trzeba jednak mieć szczęście, bo pozostałe dwa są ”na stanie” zawsze. Z dwóch wizyt my na dwunastkę trafiliśmy raz. Z krótkiego internetowego śledztwa wyszło mi, że były też Jantarová 16°, ciemny ležák 12°, medový ležák 12° i jeszczę parę innych.

My jednak skupimy się na obecnej w ofercie trójce piw, a w zasadzie dwójce. Wszystkie to piwa niefiltrowane i niepasteryzowane, warzone są tylko z czeskich i morawskich słodów, a do ust klientów trafiają po około trzech tygodniach leżakowania. Jak zresztą w Czechach jest to niemal powszechne, są to też piwa dolnej fermentacji. Spytajcie może jeszcze w tym momencie, ile zadają sobie fatygi koncerniaki w sezonie letnim. Z naszej trójki wrażenie robią dwa, bo 11° mocno odstaje. 12° i polotmavá 13° sowicie to wynagradzaj. Potrzebna jest jednak gotówka, bo kart się tam nie honoruje. Piwa są ”akceptowalnie” słodowe, ustępuje to po chwili miło ciągnącej się gorzkości, czuć drożdże, piana poprawnie krążkuje, nie są również przesadnie wysycone. Prawdopodobnie, podobnie jak Pod zeleným dubem, piwo čepuje się od razu do schłodzonych kufli, co nie każdemu pasuje, daleko temu też do piwnych wytycznych. W każdym razie 11° oszczędzimy pomni wysiłku gospodarza przybytku. Może damy kiedyś szansę 11° z innej warki.

A jak na tym tle wygląda szama? Nieźle choć ”rękojmi” mogę udzielić tylko jej ogródkowej części. Przypuszczam jednak, że działają według podobnego modus operandi. Ma być swojsko, bezpretensjonalnie, sycąco i bez modnych kulinarnych wygłupów, golonko, kiełbacha, burger, cholesterol. Burger, bo tym się raczyliśmy, spełniał te wymogi. Ja w zasadzie nie wiem czy bułka była świeża, ale nie stwarzało to wielkiej trudności. Istotny był solidny kawał wołowego mięsa, żadnych warzywnych szaleństw, gruszki, octu balsamicznego, tudzież możliwości dopłacenia paru Kč za jagnięcinę. To z kolei przypominające sos na bułce to majonez z ketchupem pomieszany w proporcjach 1 do 1. Miejmy cały czas na uwadze jednak ”bounce” tego miejsca – tu nie o to chodzi – tu zapominamy o pragnieniu, bierzemy coś na ząb, a potem popełniamy wykroczenie drogowe, po trzecim w wariancie optymistycznym , śmigając na góralu do z powrotem do Lechistanu. Tego kawałek uszczkniemy już U Komárků, bo Polacy, naród miejscami zupełnie zacny, nie lubi dawać o sobie zapominać. W ofercie spuścizna profesora Miodka na całego, i nie bym się czepiał, bo i Czesi z krainy ąę nie pochodzą, ale niechby tak raz ten Polak spuścił z tonu.

Burger U Komárků

Jeszcze słów parę o miejscu. Interiery nie dają zapomnieć o historycznej spuściźnie, parę elementów Austro-Węgierskich by się znalazło, plus krzyżówka z czeską tandetą, ergo czeski ”průměr”. Z zewnątrz na drewniano, wieszaki na rowery, miłe barmanki i pan przekładający hambacze, z rozbrajającym uśmiechem informujący, że myślał, że do wydania był tylko jeden. Poczekaliśmy, przeżyliśmy obsuwę czasową i zadowoleni zwinęliśmy się do samochodu, w połowie trzeźwi i w połowie w roli ”błogersa” z rozłożonym fotelem pasażera. Podsumowując gorąco U Komárků polecamy , miejsce przyciąga swojskością, nic nie jest udawane, jest po prostu takie jak ma być, według kroju lokalnego człowieka.

Zapraszamy też do przeczytania relacji  Rozmarné slavnostiOstravice, wizyty w browarze Radegast, czy zabytkowego Hvozdnického expresu na koniec świata. Dla spragnionych historii w czeskim wydaniu polskie tropy Inwazji na Czechosłowację, czy Marta Kubišová i jej smutna historia.

Photo © czechypopolsku.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *