Trojmezí u Hrčavy czyli tam gdzie jeszcze kiedyś były zasieki i przemycane kasprzaki

Trójstyk
2

Trójstyk…Trojmezí…….. Różne państwa w tej dziedzinie mają różny dorobek, ciężko konkurować z Państwem Środka, na drugim końcu zerowy dorobek Wyspiarzy, Czesi mają średni dorobek ze swoją zacną -jak na wielkość terytorium oczywiście – czwórką. Przy Hrčavě, w Hrádku nad Nisou, Trojmezí na Šumavě i na zbiegu rzek Morava i Dyje.

Dziś w paru słowach o Trojmezí u Hrčavy. Trudno tam nie trafić, w zasadzie powiedzieć gierkówka i dalej prosto starczy za całe tłumaczenie. Dla porządku jednak mijamy ”beskidzkie ciupaski”, Ustroń bokiem, Wisłę, biedniejszą siostrę, Istebną, mijamy jakieś kopnięte rondo ze znakiem w stronę Jasnowic w prawo, tędy ”jedynie” do Czech, jeszcze Jaworzynka z rondem pełniącym rolę rowerowej bawialni paru ”nastobajtli”, i mamy.

Granica słowacka Granica polska Granica czeska

Trojmezí to żadne tam przyrodnicze cuda, górki, las, polana w kolorze zielonym, w czeskiej oddali parę domów. Śmigamy w lewo i w dół. Drewniane schodki, wiata-siódmy cud świata, dwa obeliski, polski i czeski, tablice, ta czeska skromniejsza, Polska jak spod Grunwaldu 🙂 Do księdza Tiso jeszcze się trzeba pofatygować, błoto i korzenie w dół, potem sequel w górę i kolejny obelisk, wiata, tablica z knajpy, co z piw na pipie, chyba trochę mało aktualne. Wniosek z tego wszystkiego, średnich ma to miejsce polsko-czesko-słowackich gospodarzy. Pozostaje jednak fenomen, trzy państwa- trzy słupy, jakaś ciekawość miejsca jest, wyobraźnia pracuje. Nie od zawsze mamy wszak Schengen, nie codziennie Miller z Michnikiem piją mleko z uśmiechami jak półgłówki.

My wiemy swoje, tu działa się historia, a że się nie mylimy otrzymamy po chwili niemal z pierwszej ręki. Idziemy w dół do Czech, na schodach gość w wieku bliżej niezidentyfikowanym kurzy papierosa, witamy się, parę słów, tyle. Zresztą z tym wiekiem to był ten ”wiejski syndrom” gdy człek nawet nie rozezna między 45 a 70, oni starzeją się w każdym razie szybciej. Za chwile wracamy, w międzyczasie ochota do pogawędki po stronie czeskiej wyraźnie wzrosła. Cośmy usłyszeli to już nasze.

Był tam zasieki, po polskiej stronie wojacy z lufami w stronę „ludu”, ogółem mało sympatycznie. Nie mógł człowiek pogadać, zbliżyć się, nie mógł nic. Surowe czasy, surowe gęby. Inni z wioski przed 89 sporo szmuglowali, firanki, poszewki, magnetofony, alkohol, ”On na to neměl“, nam gdyby życie nas wtedy tam wyrzuciło też brakowałoby odwagi. Druty, owczarek niemiecki, żołnierz z zawieszonym karabinem to nie gra strategiczna dla małolata z wytrzeszczem po kilkunastu godzinach przed kompem. Wsadzali za to ”do tepláků“, żona z brzuchem nikogo nie przekonała, nikt się z nikim nie cackał, bo ”…..Pan żołnierz, ale też człowiek”. .

Hrčava domek letniskowy Hrčava wieś

Wyjrzała zza uchylonych drzwi żona naszego rozmówcy, nie zainteresowana sprawą równie szybko zamknęła, Pan jeszcze wspomniał o różnych imprezach, że niby jakaś msza katolicka, przepędziła czarnych pogoda, że trochę się jednak dzieje, ale chyba sam w to nie bardzo wierzył.

Z innych tekstów zapraszamy do przeczytania: polskie tropy Inwazji na Czechosłowację czyli z dziejów smutnej czeskiej ósemki, Czyli w Czechach nie tylko bywa miło, Czyli dizajn także po czesku, Jarosław Kaczyński czyli po polsku ale z czeską diakrytyką i Czeskie kino doby normalizacji czyli bez propagandy ani rusz.

Photo © czechypopolsku.pl

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *