Świnki morskie czyli Ludvík Vaculík w sosie z Kafki

Ludvík Vaculík
2

Gdy Ludvík Vaculík w 71 roku wydawał swoje Świnki morskie(Morčata) był człowiekiem mocno osadzonym w realiach ówczesnej Czechosłowacji. Z przekonania komunista, nagle choć nie bez powodu wyrzucony ze Związku Pisarzy Czechosłowackich, tworzy manifest Dwa tysiące słów. Manifest z miejsca staje się kamieniem milowym Praskiej Wiosny, a Vaculík, wciąż komunista, choć już nie reżimowy, powołuje podziemną oficynę, by swoje ”Świnki” w ogóle móc wydać.

Mimochodem paru wartościowych spośród tej rzeszy autentycznie ideowych komunistów, w których ni krztyny ”mądrości etapu”, a pluralizm poglądów nie taktował równolegle z obserwowanymi zmianami społecznymi, bym znalazł z łatwością. Nasuwa mi się profesor Waldenberg, były PPS-owiec,członek PZPR-u i równocześnie dzielny obrońca Serbów w czasie Inwazji Natowskiej z 99 roku. Gdy amerykańskim bombowcom wtórowały salonowe media, on niemal sam, już wtedy mocno wiekowy, i rozjeżdżany równo przez środowisko Gazety Wyborczej, spotykał się w salkach uniwersyteckich, by bronić ważnej dla siebie sprawy. Nie sądźcie przedwcześnie komunisty ,wejdźcie głęboko w jego buty bowiem i tam znajdziemy persony zacne i godne naszego szacunku.

Wracając jednak do samego Vaculíka, licząc od działalności politycznej po nienaganną literacko stronę jego literatury, mamy do czynienia ze zjawiskiem w prozie niemal bez precedensu. Nie przeszkadza temu oczywiste nawiązanie Świnek morskich do Kafkowskiego Procesu. Chodzi jednakowoż o pewien pozornie nienazwany totalitaryzm, dla którego najlepszym narzędziem opisu jest surrealistyczna w swym obłędzie i niejednoznaczności alegoria. Jest tu również pewna nielinearność i rozjeżdżanie się trywialnej historii i bliżej niedefiniowalnej rzeczywistości, i pomimo celów pozaliterackich, wszystko to konstytuuje to prozę bardzo postmodernistyczną.

Niby Ludvík Vaculík  utwór dedykuje dzieciom, ale przecież nikt tej mistyfikacji nie ulega. Niby jakiś tam urzędnik, urzędnicza praca, pragnienia, dwójka dzieci i niedosyt fabularny, ale bielmo kuriozalności i zupełnej absurdalności pewnych sytuacji nie pozwala nam dać temu wiary. I nawet tytułowe świnki morskie, ich centralne ułożenie w utworze, to tylko pozorna powierzchowność prozy Vaculíka. Wszędzie tkwi prymitywnie niedookreślony kontekst rzeczywistości, kolejne nieścisłości burzą linearność, skoki z jednej formy narracji do drugiej nie pozwalają nabrać czytelnikowi oddechu. Autor warsztatowo, bywa że i irytuje, ale też inkrustruje treści, których symboliczność nie zaskoczy jednak nawet millenialsa. Pasywne świnki morskie, pragnienie wiejskiego życia, uwagi wychowawcze głównego bohatera, bliżej niedoprecyzowane wieczorne liczenie, tajemny obieg, czy zabawa w ”głuchy telefon” z niebieską kurtką syna. Co jeszcze istnieje, gdzie tkwi obłęd, i czy dotyka innych, czy warto za nim iść, i czy jego końcem musi być dopełnienie losu.

Świnki morskie to literatura bardzo wysmakowana, zagmatwana, budująca pole dla własnych przemyśleń, ale też wymagająca dużej czujności czytelnika, który w trakcie odkrywania kolejnych krzyżówkowych haseł Vaculíka, może też odlecieć w zupełne niezrozumiałe dla siebie rewiry. Lubicie Kafkę, wróciliście do niego drugi raz, nie poprzestając na licealnej lekturze, przyszły nowe przemyślenia, nic być może się nie utrwaliło. Tu będziecie mieli podobnie. Część z Was to doceni, część sięgnie po coś innego. Ja doceniam, acz niezmiennie nie przepadam za tego typu literaturą.

Dla spragnionych czeskiej literatury polecam też Puchar od Pana Boga Oty Pavla, czy  Ostatnią Arystokratkę Evžena Bočka.

Zapraszam też do przeczytania o biednym polskim turyście w Czechach, o czeskim językowym galimatiasie, tudzież o tym, kiedy w Czechach można bezkarnie jeździć po rondzie tyłem

Photo © czechypopolsku.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *