Pepiki Mariusza Surosza czyli kanon ze specjalnym przeznaczeniem dla polskich lentilków

Pepíci

Trudno powiedzieć dla kogo są Pepiki Mariusza Surosza. Dla Czechów pewnie nie, bo mimo swej bogatej bibliografii poruszają się po terenach dla nich dość oklepanych. Dalej jest cała ta lentilkowa gawiedź, którą wyostrzony umysł zaprowadził w stronę głębokich poznawczo sześciopaków Kozla i epistemologicznych sporów o studencką u Wietnamczyka. Potem idzie gdzieś promil tych pozostałych z odrobiną rozsądku w makówce. Pepiki nie trafią w żaden z tych segmentów, a przecież godzą wszystkich. Czeski czytelnik uszanuje i doceni rzetelność, lentilek znajdzie Pepiki pod choinką i z przymusu otoczenia spróbuje przekartkować, a ten ”ugruntowany” po prostu przeczyta.

Pepiki są dydaktycznym kanonem, a ich pozornie prosty dobór rozdziałów-bohaterów to synteza Mariusza Surosza i jego czeskiej wędrówki. Przyszła przypadkiem, gdy proseminarium pozostawiło mu temat nieszczęsnych Czechosłowaków. Przystąpił do niego jeszcze zapewne surowy i od razu  natrafił na ślady polskich uprzedzeń. Tych parę cuchnących przepalonym olejem dań, goryczkowe piwo, Gott w Operze Leśnej, knedlikowe zimowiska i cała ta zgraja czeskich konformizmów na czele, to spore wyzwanie. Pepiki jednak szczęśliwie podołały, czyniąc zadość historycznej uczciwości.

Charlotta Masaryková bowiem przygląda się tu spełnieniu filozoficznych snów I republiki, Milan Ratislav Štefánik przypomni o drugiej nodze kraju, którego przeznaczeniem będzie w przyszłości  myślnikowy spór, a Jan Masaryk stopniowo będzie dojrzewał według taktów coraz większej przeciętności Edvarda Beneša. I tak Pepiki nas uczą co rozdział, szeroko i nie pozostawiając przestrzeni dla żadnych empirycznie pustych tez. Mariusz Surosz szanuje swoje pióro, pochyla się, zastanawia, a potem w prosty sposób udziela odpowiedzi. Wypróbowuje defetyzm Jiřího Menzla, stawiając Czechom historyczny kręgosłup, o którym Polacy nie wiedzą. Stają w ich głowach te same legiony, lotnicy,  tragiczne czasy Protektoratu wypisane monachijską zdradą, czy luty 48 roku. Polak przestanie być wyjątkowy, Czech zyska trochę duszy, a klątwa potocznej wiedzy przestanie wreszcie szkodzić.

Bohdan Sláma, współczesny czeski reżyser nakręcił kiedyś obraz, Venkovský učitel. Taka tam  bezpretensjonalna  historia pogrążonego w homoseksualizmie nauczyciela.  Żadnych wędrówek schematów, czeski rys, głębokie zrozumienie problemu i Bohdan Sláma ze swoim przywiązaniem do taśmy filmowej i tych samych aktorów Mariusz Surosz bardzo mi go przypomina, nic nie musi, nie sufluje awangardą, a zanim napisze przeprowadzi odpowiednią kwerendę. Tu Emil Hácha nie dostanie znowu aż takich tęgich razów, Josefa Františka uraczy hagiografią, a Karl Hermann Frank okaże się byłym księgarzem, którego wysoko wyniesie hitlerowska koniunktura. Wszystko tam ważne, wyważone, pisane dużymi nazwiskami tworzącymi historię tej skromnej Sudeckiej Doliny z niezłymi pociągami.

Pozostaje jeszcze aneks, drugie dziecko autora z czasu jego praskiego okresu. Skromniejsze, pozbawione z wyjątkami wagi nierozszerzonej poprzedniczki i wciąż istotne. Mnie do gustu przypadł ten dość oczywisty, Karel Čapek. Niby nic tych kilkanaście stron, a jednak sporo. Buduje to jak wiele można wyrazić w tak krótkim tekście. Są dalsi, Emanuel Moravec, Josef Tiso, ale to nie ta waga i żadnej w tym winy autora.

Na koniec jeszcze raz te uprzedzenia. Ich lewar zdaje się przejechał na drugą stronę, bo choć pozostali niedouczeni, wyrosła cała zgraja bezkrytycznych. Supłają coś z popkulturowych prawd, by dojść do tej którą sobie założyli. John Rawls uważał, że nieuprzedzony umysł stojący za zasłoną niewiedzy zawsze dojdzie do idei państwa opiekuńczego. Polski zaś nieuprzedzony umysł powinien dojść do tego, że Czechy to kraj ze wszech miar przeciętny. Trochę lepszy, trochę gorszy, z niezłym teatrem, milionami Szwejków produkujących pražské příběhy, być może większą twórczą swobodą. A Radkin Honzák, niebywała osobistość czeskiej psychiatrii rzekł, że „Czesi jako że są tak dumni oznajmiać, że są najbardziej ateistycznym narodem, swoje spirytualne potrzeby spełniają największym spożyciem spirytusu w Europie“. No i tyle.

Z innych tekstów zapraszamy do przeczytania: Ach, te Czeszki czyli o rzetelniejszym z dwóch Mariuszów, Nuselski punk czyli Pat i Mat bez kolorów i w oparach THC, Ostrawska Poruba czyli tam gdzie Stalin był lepszy niż współczesny deweloper, Polskie tropy Inwazji na Czechosłowację czyli z dziejów smutnej czeskiej ósemkiCzy oni naprawdę musieli się rozstać, czyli w 25 lat po rozpadzie Czechosłowacji okiem Czecha, czy Vepřo-knedlo-zelo czyli o czym tu w ogóle gadać.

Photo © czechypopolsku.pl

Dodaj komentarz