Rudolf Hrušínský czyli czapki z głów panie aktorki i panowie aktorzy

Rudolf Hrušínský
2

U Rudolfa Hrušínského nie potrzeba wiele wysiłku by nie poprzestać na Szwejku, symbolu pewnej pragmatycznej etyki ciężkich czasów, a równocześnie obiekcie powierzchownych ocen wszelakocentrycznych sąsiadów z północy. Nie ma w tym naszej winy, pozostają wyciskający łzy znajomity humor, świetne pióro Haška i inna perspektywa znad Wisły. Dla Czechów Szwejk to pewnie już tylko epizod, bo Rudolf Hrušínský obdzieliłby z sukcesem swoją artystyczną drogą ze dwa tuziny aktorów. To siła dekad spędzonych w Národním divadle, Vinohrady, dziesiątki produkcji telewizyjnych i filmowych, słuchowiska i monologi. Hrušínský to wreszcie pełna ewidencja najlepszych czeskich reżyserów, byli Otakar Vávra, Jiří Menzl, Karel Kachyňa, młody Svěrák.

I jeszcze może coś o znakach szczególnych, tych trochę na wskroś zapamiętanemu Szwejkowi. Rozważne i przemyślane gesty, nic ponad niezbędne minimum, żadnej egzaltacji i szarż, a na koniec spojrzenie przykrywające wielu aktorskich śmiałków. Nie wierzę w szczególny warsztat życiowy aktorów, nie ufam ich życiowym monologom, wierzę z a to w ich ponadczasową zdolność scenicznego kłamstwa i w ich predyspozycje do sceny. Gdy sprzedają nam swoje gazetowo-egzystencjalne mądrości szybko się nudzę, gdy wychodzą na scenę i mają talent, pójdę za nimi w dym. Gdy jeszcze przybywa im lat, miejsce siły, energii i zaangażowania ustępuje zwiewnej lekkości, gdy już nie muszą, a wciąż chcą, czuje się wręcz zaspokojony.

Tym fenomenem bez wątpienia był Hrušínský lat osiemdziesiątych i tak dziś trzy luźno ze sobą powiązane obrazy. Pozor, vizita, szpitalny oddział zamknięty i wielki koncert filmowej metafory starszego dobroducha i obieżyświata w szpitalnych kamaszach, gdy dla żartu nie trzeba wkładać peruki, bowiem ludzka historia w formie prostej kliszy jest zabawniejsza. Hrušínský w tym filmie fruwa i zachwyca.

Potem nachodzi mnie milionowy domowy seans Wsi moja sielska, anielska(Vesničko má střediskova). Samochodowe ekscesy, spokój prowincji, melancholia w uścisku sarkastycznych lekarskich diagnoz i ten pyszny monolog o piwie i modzie bez biustonosza, rarytas.

I dorzućmy film, który łatwo nie miał , sprostać prozie Oty Pavla nie może byle absolwent FAMU. Śmierć pięknych saren(Smrt krásných srnců) to wyjątek, nie będzie wprawdzie pavlovą prozą, ale pozostawi tych parę wartościowych łez. Ojciec autora, Żyd, szaleniec, utracjusz, przedwojenna akwizycja w Elektroluxie, małżeństwo w dublecie na dobre i na złe z przewagą tej ostatniej. I studząca wszystko piękna Berounka, rzeka przyciągająca tę niespokojną duszę jak magnez. A potem jeszcze hitlerowskie piekło i dziczyzna ratująca dwójkę dzieciaków. Wśród historii, Karla Heřmánka w roli ojca autora jest i Hrušínský. Nie ma go wiele, ale przychodzi do nas w ważnych chwilach, do zagrania ma tych parę emocji, spokój, stabilność wsi do której wszystko przychodzi wolniej, świadomość czasów i imperatyw, by nie dać pogrążyć się życiowemu wulkanowi drzemiącemu w tym poczciwym Żydzie. Hrušínský się nie doktoryzuje, wie co umie, daje nam podejrzeć swój talent z wyczuciem i jedynie trochę dla zasmakowania. Wcześniej były dekady aktorskich uczt, po co więcej.

Zapraszamy też do przeczytania recenzji filmowo-książkowego tandemu Grandhotel,   telewizyjnego skarbu czeskiej telewizji o największej tragedii górniczej w tym kraju Dukla 61,  czy obrazu Jana Hřebejka który nie przestaje mnie zachwycać, czyli filmu Učitelka. Niefilmowo zapraszamy również do czeskiego dizajnu, oraz o tym jak wybrać się tam gdzie diabeł mówi dobranoc, czyli Hvozdnický expres.

Photo © czechypopolsku.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *