Czy oni naprawdę musieli się rozstać, czyli w 25 lat po rozpadzie Czechosłowacji okiem Czecha.

1 stycznia 1993
4

Czy oni naprawdę musieli się rozstać, czyli w 25 lat po rozpadzie Czechosłowacji okiem Czecha.

To elity rozwaliły nasz wspólny kraj. Taki byłby początek rozważań Czecha na ten temat. Tak też widzi to gros publikacji prasowych, gdzie ten element przewodzi. Ale czy rzeczywiście obaj politycy, Vacláv Klaus i Vladimír Mečiar, z tą samą siłą wpisali się w ten proces i czy istotnie byli czynnikiem sprawczym. Obaj byli politykami ceniącymi samodzielność, partie obu, ODS i HZDS nie miały wymiaru ogólnopaństwowego. Tu jednak dochodzi postulat suwerenności z którym Mečiarowskie HZDS startowało w wyborach, podczas, gdy Klaus wydawał się po prostu bardzo pragmatyczny. Decydowały jednak moim zdaniem różne aspiracje, Czechy chciały szybkiej integracji ze strukturami europejskimi i NATO, podczas gdy Słowacy wyraźnie niezadowoleni z roli jaka ich napotkała po jesieni narodów, szukali takiego rozłożenia akcentów politycznych, by jedynym realnym związkiem z Czechami było zabezpieczenie materialne, swoista polisa na wypadek trudności. I mimo iż tak ogólnie można podsumować dwóch rozgrywających, bolid zmian już pędził, a oni tam się znaleźli ze swoimi osobowościami, potencjałem politycznym etc. Więc jest trochę tak jak gdybyśmy o ten proces oskarżali wpisaną na listę światowego dziedzictwa Unesco funkcjonalistyczną willę Tugendhat, świadka poufnych rozmów dwóch aktorów, gdzie 26 sierpnia 92 ustalone zostało już wszystko. Piszę o tym, bo taki został do dzisiaj przekaz,a a aura starej lipy pod którą politycy dyskutowali, brak jakichkolwiek zapisów tych rozmów i w jakimś stopniu niechęć dzisiejszych elit zarówno Czech jak i Słowacji do obu polityków, skazuje nas na taką wersję.

Idąc jednak najgłębiej w przeszłość jak to wszystko się kształtowało. Czesi mieli ”swoich” Przemyślidów, dziedziczny tytuł królewski zaliczający do grona elektorów Świętego cesarstwa rzymskiego narodu niemieckiego. Mieli swojego Karola IV, króla Niemiec za wstawiennictwem Klemensa VI, sytuującego większość swojej aktywności w Pradze. Był w końcu bardzo istotny w perspektywie dzisiejszej identyfikacji Czech, spalony na stosie w rok po soborze w Konstancji, Jan Hus. Można by o nim rzec, iż w swej antyfeudalnej i antyniemieckiej wymowie był protoplastą dwudziestowiecznego konfliktu z Niemcami Sudeckimi.

I nawet jeśli niejednolitość religijna Czech wraz z kroczącą reformacją powoli pchała ich w stronę przegranego konfliktu z Habsburgami, elementów państwowotwórczych nie brakowało. Nie przekreśla tego też klęska pod Białą górą, czy uznanie w 1627 roku Królestwa Czeskiego za dziedziczne w dynastii Habsburgów. To jednak ciągłości narodowej o silnym pierwiastku obywatelskim nie przerwało, bowiem Czesi mimo silnych germanizacyjnych wpływów ocalili swój język, początkowo na wsiach, by już po reformach Józefa II Habsburga doprowadzić do jego odrodzenia. Niebagatelny wpływ ma tu też emancypacyjny charakter Rewolucji Francuskiej. Chwilę potem żywioł czeski zaczynał napływać do miast tworząc zręby mieszczaństwa i inteligencji skutkujące zakończonym wprawdzie klęską powstaniem w Pradze w 1848 roku, co jednak nie przeszkodziło w uwłaszczeniu chłopów.

Czechy też pod koniec XIX wieku stają się najsilniejszą gospodarczo prowincją monarchii. Na tym tle Słowacy ze swoimi dwoma ośrodkami miejskimi w Bratysławie i Koszycach, co było też pewnie zarówno ich błogosławieństwem jak i przekleństwem, nie wypadają też zbyt dobrze. Nie ma wielkiej interakcji poprzedzającej 1918 rok, bo tej przeszkadza utrwalony stereotyp Słowaka, zbuntowanego przeciw dziedzicowi, czy w najlepszym wypadku wędrownego rzemieślnika, oraz amorfizm Słowaków. Ot brak im form organizacyjnych. I nagle na takich fundamentach wznosi się gmach wspólnej Czechosłowacji. Głownie też w Czeskiej części zlokalizowane też jest 60% potencjału przemysłowego Austro-Węgier. Pewnie solidne podstawy, by stać się jednym z najbardziej uprzemysłowionych państw Europy, ale też świetne narzędzie stopniowej hegemonii biednego Słowaka o obszar którego powiększono historyczne Czechy. Na horyzoncie pojawia się problem Niemców sudeckich, rodzą się separatyzm, zewsząd wieje chłodem, by na koniec przyszedł układ monachijski. W kolejce ustawia się Polska z Zaolziem i Węgrzy aspirujący do części Słowacji i Ukrainy Zakarpackiej. Słowacy nie zastanawiają się długo i proklamują niepodległość, jednocześnie powołując do życia element sporny, który już zawsze będzie rozdzielał żyjące ponad 20 lat dwa narody.

Inaczej przeżyją wojnę, inne oczekiwania zrodzi jej koniec, a potem inny zupełnie rys będzie miała ich koegzystencja pod dozorem Kremla. Żadnej wspólnej pamięci, brak wspólnych elit, syndrom rozbitych luster, wspólnych interesów nie było, a celowo rozgrywana przez Rosjan karta dążeń narodowościowych Słowaków dopełni ten smutny krajobraz . I tak gdy krótko po Aksamitnej rewolucji Czech będzie popierał prywatyzacje i reformy gospodarcze, Słowak będzie na nie patrzył z obawami domagając się interwencjonizmu. Urosną w nim lęki o krach gospodarczy, niechęć wobec Żydów, czy po prostu postawy ksenofobiczne za którymi przecież stoi często mniejsza zamożność. Czech poczuje się od razu obywatelem, gdy kroczący krok za nim Słowak będzie potrzebował czasu, by się nim dopiero stać. Powstała między tymi narodami przepaść, której nie zasypała, ani bliskość językowa, ani wspólny brak rewolucyjnego genu. Zresztą ten wymazywał z horyzontu konieczność rozejścia w zgodzie, którą to paradoksalnie spostrzegły elity. Czeska federacja więc była po prostu obroną status quo z wielką absorbcją zagranicznego kapitału i technokratycznymi dążeniami, by ustrojowy kształt państwa poprowadził ich prostą drogą w stronę struktur zachodnich z UE i NATO na czele. Słowacka konfederacja w tym samym czasie, odrębny bank centralny, szukanie zabezpieczeń, to wynik strachu przed powtórną czeską hegemonią. I wydaje się że jeśli narzucić retorykę elit jako głównego czynnika rozpadu, to bardziej mogły skorzystać na tym elity słowackie. Uwłaszczenie nomenklatury wskutek rozdzielenia państw, liczba synekur które opuściłyby Pragę, jedynie regionalny zasięg partii na Słowacji, każą sugerować, że to właśnie tam było więcej do ugrania. W żaden też sposób postawa społeczeństwa wyrażana w badaniach opinii publicznej nie mogła tego zmienić. Na tamtym etapie, gdy do rozmiarów regularnego sporu urastała ”pomlčková válka“ generująca dwie nazwy dla jednego państwa, antykomunizm miał zupełnie inne podłoże, raz obywatelskie, a raz religijne, i gdy oczekiwania gospodarcze wymagały stosowania zupełnie innych środków politycznych, rozejście się tych dwóch narodów było koniecznością.

Szczęściem  całej tej operacji był jej pokojowy przebieg, a w 25 lat po, i biorąc pod uwagę liczbę wspólnych inicjatyw komercyjnych, wspólne produkcje telewizyjne i filmowe, czy zwyczaj, by po wyborach z pierwszą wizytą udawać się do sąsiada. Rozwiązanie to poza tym było skrojone na miarę czasu i etapu na którym każdy z tych narodów się znajdował. Niżej jeszcze ten sam rozpad Czechosłowacji okiem Słowaka, Monstrum czyli historia powstania największego pomnika Stalina swojej doby, historia największego oportunisty świata, Karla Gotta, Jaromír Nohavica w zalewie z ogórków kiszonych czyli po polsku, oraz tekst, Czyli ten czeski jest taki łatwy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *