Czy oni naprawdę musieli się rozstać, czyli w 25 lat po rozpadzie Czechosłowacji okiem Słowaka.

Niepodległa Słowacja
1

Czy oni naprawdę musieli się rozstać, czyli w 25 lat po rozpadzie Czechosłowacji okiem Słowaka.

Sprawa wydaje się dosyć złożona  i należałoby do niej podejść  wielowymiarowo, na co tu nie ma miejsca. Są za to chęci niżej podpisanego, by udzielić na to pytanie odpowiedzi, a brzmi ona, musieli. Mimo też, że upływa 25 lat, poprzedni twór państwowy wzbudza sporo sentymentów, nadal są emocje, swoje role odgrywają ideologie i poglądy, inaczej widać to również z perspektywy obywatela i elit. Sam natomiast rozpad i to co krótko przed tym w roku 92, to jedynie konsekwencja z góra tysiąca lat, gdy w istocie poza krótkimi cezurami czasowymi nie łączyło tych narodów zbyt wiele.

Jak jednak pomyśli o tym Słowak, w przeddzień 1 stycznia 1993 roku. Przyszła aksamitna rewolucja, nowa forma ustrojowa i wiecznie jesteśmy gdzieś z boku. Kończy się ”złota era” Gustáva Husáka, słowackiego narzędzia polityki  divide et impera w wykonaniu Kremla, który zręcznie gra kwestią narodową. Niby wyższa bezklasowa forma państwa wyklucza naród z perspektywy widzenia, a jednak dorzucamy, to tu to tam, przez dwadzieścia lat poprzedzających rok 89, Słowakom, by pograć czesko-słowackimi antagonizmami. Kraina się rozwija, kwitnie przemysł zbrojeniowy  eksportujący do krajów trzeciego świata, aż szkoda to przerywać. Gdy zresztą popatrzeć na liczbę sygnatariuszy Karty 77, na 1000 Czechów przypada jedynie 4 Słowaków. Nie po drodze im opozycyjne hece. Skądinąd i w roku 90, Słowacy w mniejszym stopniu(39 wobec 58%) mieli poczucie wstydu i hańby z czasów komunizmu, a postawy antykomunistyczne miały głównie charakter religijny. Dokładne przeciwieństwo tego mieliśmy po II wojnie światowej. Podówczas to Czesi gładko po czasach Protektoratu weszli w nową rzeczywistość, zanim ta na dobre wybiła im to z głów. Słowacy mieli jednak za czym tęsknić, za nimi 6 lat klero-faszystowskiej Republiki Słowackiej, wytworu kolaboracji z III Rzeszą, wcześniej 21 lat zupełnie różnych oczekiwań w ramach Pierwszej Republiki, a przed tym wielka pustka. Żadnych średniowiecznych tradycji państwowych, dziesięć wieków walk o samostanowienie, brak form organizacyjnych w ramach Korony św. Stefana, mogących być choćby namiastką, czy jakimkolwiek narodotwórczym czynnikiem. I nawet mitologizacja Rzeszy Wielkomorawskiej wydaje się tego nie kompensować. Prawdopodobna hegemonia Czechów w substracie I Republiki też była powodem do obaw.

Mamy więc demokrację, świat przyśpiesza, potrzeba nowych form ustrojowych, szybkich zmian, tymczasem Słowacy potrzebują czasu na odrobienie etnicznej pracy domowej z zakresu narodowej identyfikacji. Nie czuć, tak jak u Czechów, ducha obywatelskiego o charakterze zachodnim. Oni potrzebują oddechu, nie w smak jest i czeski technokratyzm, czy protestancki duch wolnego rynku, są zbyt luźną i rozproszoną grupą, a to wymaga nadszarpnięcia czasem.

Zresztą ci Czesi, wiecznie obok, trochę o nas zapominają. I republika Tomasz G. Masaryka, kolebka demokracji, spełniony sen filozofów, był  de facto  sposobem na powiększenie państwa poza historyczne granice,  nie zauważają nas zachodnie elity, a i komentatorzy sportowi zdają się nas nie widzieć. Sporo napsutej krwi, stereotypów, język skodyfikowaliśmy dopiero w 1843 roku, żyliśmy na wsiach, do 1918 nie mieliśmy uczelni, gdzie wykładano by po słowacku, nie istniały publiczne słowackie gimnazja. Rurociąg z  pieniędzmi z Pragi chętnie też o wschód nie zahacza , a już o Ruś zakarpacką to już w ogóle. Absorbcja pieniędzy europejskich wygląda tak, że do 90% tego kapitału płynie do Czech, tu liczby nie kłamią.

Blokujemy się też wzajemnie ustrojowo, bowiem koncepcja Zgromadzenia Federalnego z dwiema izbami (Sněmovna lidu i Sněmovna narodů, obie po 150 osób z czego ta druga złożona z dwóch części po 75 osób z terenów Czech i Słowacji), zakazywała majoryzacji, i wobec większości kwalifikowanej 3/5 zawsze 31 posłów ze Słowacji  czy Czech mogło każdą ważniejszą zmianę konstytucyjną zablokować.

Słowak, i tu może myśleć podobnie Czech, jeszcze pomyśli. Zniszczyły nasze państwo elity. I trudno takim emocjom odmówić pierwiastka racjonalności. Jeszcze w 92 roku po czerwcowych wyborach poparcie dla rozpadu było bardzo niskie.  Owszem, skoro gorzej znosimy reformy, rosną w nas obawy o przyszłość, potrzeba jest zmian, ale jeszcze nie rozpad. Do władzy dochodzą liberalna ODS Vacláva Klausa na terenie Czech i HZDS Vladimira Mečiara na terenie Słowacji, ta druga z jasnym postulatem suwerenności. Nie dogadują się, i mimo że żadna z partii otwarcie nie popiera rozpadu, rokowania dają jasną odpowiedź. Czeski obywatelski projekt federacji zakładający odgórną reformę nie znajduje płaszczyzny porozumienia ze słowackim żądaniem oddzielnych parlamentów i podmiotowości prawnej. Dla Słowaków  wspólne państwo z Czechami miało być przede wszystkim gwarancją potencjalnego wsparcia finansowego. I tak trochę poza społeczeństwem, choć z powodów obiektywnie dzielących oba narody, Vacláv Klaus w swym pragmatyzmie odpuszcza wspólne państwo, a HZDS Vladimira Mečiara blokując wybór Vacláva Havla na prezydenta i inicjując przyjęcie przez parlament słowacki deklaracji niepodległości, niszczy jakiekolwiek nadzieje na rozwiązanie długich negocjacji. Czy bez obydwu panów coś potoczyłoby się inaczej? Wątpię. Ich miejsce zajęliby inni.

 

Dla zainteresowanych bardziej czeską wersją wydarzeń zapraszam tu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.