Kinowa Ostatnia Arystokratka czyli Jiřího Vejdělka wersja najgorsza

Poslední Aristokratka-Vejdělek
0

Ostatnia Arystokratka Evžena Bočka tonażem swojego humoru zdawała się przygniatać. Można to lubić, można się zmęczyć, scenariusz był gotowy jednak lata temu. Barbiturany, kasztelan-sabotażysta, anorektyczna córka Bendy na Prozaku pytająca o ścianę płaczu, ogrodnik przygrywający roślinkom na fortepianie w przerwach między hipochondrią a hipochondrią, kocica Caryca,  katakumby, pani Cicha podpięta pod orzechówkę i psychiatryczna diagnoza pod średnio pojętego reżysera gotowa.

Ten tymczasem postanowił skorzystać ze swojego liryczno-poetyckiego warsztatu i zepsuć wszystko od podszewki. Wyszła mu tylko obsada. Eliška BalzerováMartin Pechlát i Pavel Liška w takich rolach to samograje. Rozcholeryzowany Hynek Čermák sporo biega i krzyczy, a  Tatiana Dyková  w swej pielgrzymce za księżną Dianą popełnia egzaltacje za egzaltacją. Jeszcze są młodzi grający młodych, a potem banalny Jiří Vejdělek. Piąta, piętnasta, pięćdziesiąta minuta –zacznij widzu gdziekolwiek, efekt będzie równie mizerny. Będą kolory, muzyka, lirycki Vejdělek i nie wiedzieć czemu, zmyślony amerykański happy end.  W książce Evžen Boček przypuszcza atak i nie zbacza do końca, co pewnie ma swoje literackie wady, bowiem Ostatnia Arystokratka to konwencja. Nie każdy podłoży pod nią głowę.

Vejdělek popełniał już parę udanych produkcji, Tátová volha, Něžné vlný, tudzież dający się w nieskończoność powtarzać numer z kubeczkami w wykonaniu Krobota i Lišky w Účastníci zájezdu, które to wycisnęły sporo łez. Ostatnia Arystokratka otworzy za to szkatułkę z kilkoma faszystowskimi gagami, przykryje Čermákem biegającym w poprzek ekranu, a potem wieko zamknie. Gdzie były zatem katakumby, Deniska, niezliczone sabotaże Józefa z panem Spockiem i chorowite sknerstwo nestora rodu? Reżyser zapomniał, przekartkował i poszedł w wizję (Vladimír Smutný), bez szacunku dla widza z lekturą na karku. Lektura nie musi być czystym scenariuszem, montaż nie musi gmatwać się każdym wersem, ale też film ma coś dorzucić. Ostatnia Arystokratka dorzuciła Balzerovou,  z wrodzonym sobie urokiem starszej pani, której życzyłby sobie ten, czy ów wnuk, uznała profetycznie swoją rolę za spełnienie proroctwa pewnej belferki z czasów na JAMU. Nie ukrywajmy też, ta gęsina z orzechówką wyszły jej po mistrzowsku, bo i nie za sprawą Vejdělka, a zjawiskiem znanym jako ”Paní Herečka“ to było – się rodzi po prostu.

Budzi jeszcze zmęczenie tempo utrzymywane długą perspektywą, mające w innych przypadkach maskować dialogowe niedostatki. Tu dialogi rozpisał już Evžen Boček, tyle że pan reżyser nie raczył był skorzystać. Narcyzm, brak talentu, rutyna, zbyt liczne grono podpowiadaczy-entuzjastów, cholera wie.

Zapraszamy też do przeczytania innych filmowych recenzji, Všechno bude czyli skromne kino warte sześciu statuetek Jenoféva Boková i Chvilky czyli z toksycznej strony świata,  Klec Jiřího Stracha czyli próżno szukać ucieczki z klatki, tudzież Hastrman czyli całkiem zasłużone cztery Czeskie Lwy

Photo © Falcon

Dodaj komentarz