Bolek Polívka i Miroslav Donutil czyli kto lepszy tym razem

Polívka a Donutil
0

Tocząca się właśnie rozmowa zbacza na teren czeskiej filmografii, zainteresowani wymieniają tych ulubionych , padają największe nazwiska. W  zasadzie zawsze się wśród nich znajduje Miroslav Donutil do  pary z Bolkem Polívkou. Trochę na pierwszy rzut oka różnic charakterologicznych, w przeciwieństwie do odrobinę starszego kolegi Donutilovi zarzucają może szczyptę wyniosłości, tłumaczonej przez żonę  zmęczeniem materiału, brakiem oddechu, ciężarem praktycznym sławy etc, ale aktorsko to bez dwóch zdań dwie tuzy warte paru słów.

Co ciekawe, mimo że drogi im się schodzą i rozchodzą, co czas jakiś zawsze znajdą się w jednej filmowej konstelacji. Z różnicą jednego roku i wcześniejszej pantomimy Bolka Polívky po ukończeniu brnieńskiej JAMU obaj dostają angaż w Divadle Husa na provázku. Grywają też razem u Věry Chytilovej, Donutil na stałe osiada w Teatrze Narodowym, Polívka swe serce oddaje Morawom. Dwie wybitne figury, dwaj prawdopodobnie najwięksi reprezentanci swojego pokolenia, lecz dzisiaj będzie o dwóch drogach, sztuce wyboru i brzęku srebrników w tle.

Kiedy w roku 90 Miroslav Donutil przechodził do Narodního Divadla, dopiero nastawał czas interesów w  białych skarpetkach i przemian własnościowych, którym nie towarzyszył żaden możliwościowy sufit. Nie tyczy się to niestety aktorów. Ci, jak wspomina w wywiadzie dla Lucii Vybornej Jaroslav Plesl, nie mogli liczyć na choćby część gaż, blasku i sławy kolegów ery Miloša Havla i Pierwszej Republiki. To z kolei przyświecało filmowej sztuce klasy wyższej, także u obu panów. Dojrzewające latami i niedocenione podówczas wspólne Dědictví aneb Kurvahošigutntág, wspominana jako najlepszy po dziś dzień  obraz młodego Svěráka, Obecná škola,  wyciskający łzy sepleniący wojskowy doktryner Donutil w obrazie Černí baroni, sporo pomniejszych telewizyjnych produkcji, i tak do czasu Pelíšek Jana Hřebejka. To jedyny w swoim rodzaju fenomen, kiedy jedna kamienica opowiada nam rosyjski casus w historii Czechosłowacji. Sąsiedzkie boje, Jiří Kodet, Polívka z Donutilem mierzący niedźwiedzia, Simona Stašová, to pewne podsumowanie. Obaj, Donutil i Polívka, lekkość dostarczanych nam przez nich emocji to prawdziwy znak tamtych trochę jeszcze niedofinansowanych czasów.

Dalej jest wciąż nieźle – kolejna dekada z nadwyżką – to sporo co najmniej dobrych produkcji. Polívka trzy razy ogrywa się u Hřebejka, są Musíme si pomáhat, Pupendo, U mě dobrý, jest Bohdan Sláma. Donutil notuje w tym czasie głośne Želary, Nuda w Brně, jest wdowiec na balkonie według prozy Viewegha, ale zaczyna z tego zionąć trochę pustki. Dla sprostowania, teatru tu nie dotykam.

I pozostaje ostatnia dekada, bogata dla obu komercyjnie, acz nie wolna od sporych różnic. U Polívky sporo drugiego planu, subtelnego warsztatu, dwie produkce u Alice Nellis, Revival, Andělé všedního dne, plebejskie numery dla ratowania farmy w Olšanech, jak Muži v naději, dwa komercyjne i momentami zabawne filmy u Tomáša Svobody. Raczył nas też imponującym epizodem w Tátovej volze, pokazał w dalszym planie w Zloději zelených koní. Są wyróżniające na tle Czech, Królestwa detektivek, Případy 1. Oddělení, a na koniec ten, który gdyby nie fenomenalny braterski duet w Kobry a užovky, nie miałby już kolejnego konkurenta w drodze po Czeskiego Lwa, Domácí péče. Prowincjonalne niesczęście, ostatnia życiowa droga z rakiem za pasem głównej bohaterki, dającej i nieumiejącej brać, gdy obok niewyraźny mąż alkoholik. Uczucia które nie doczekują się słów, wychodzą ciężko, ale są i  Polívka tu imponował zgraniem z rolą. Imponowała powracająca po latach do łask Alena Mihulová, i tylko mocny rywal wszystko im popsuł. Szczęśliwie los pogodził dwie strony uczciwie, Mihulová zgarnęła pierwszoplanową żeńską statuetkę, bracia Hádek pierwszy i drugi męski plan. Sporo tego w ostatniej dekadzie, imponuje, gdzieś kilka lżejszych pozycji, epizody, ale liczba pełnometrażowych kinowych uderzeń musi robić wrażenie.

W tym czasie Donutil dorabia sobie użyczając ksichtu dla telewizyjnych obrazów. Labyrint, Dáma a král, garść krzywych min poniżej swoich możliwości i aspiracji po prostu nudzi. Wcześniej vieweghowe Román pro muže, kapitalna rola prokuratora z zaawansowanym syndromem Boga. Boimy się tych naszych wyobrażeń, a gdy przychodzą w filmie, jedynie upewniamy się, że są prawdziwe.  Ja jsem státní zástupce kloučku i cała scena z instantní polevkou są już – nie lubię tego słowa – kultowe. To wszystko mało. Są dwa sezony nagrywanego blisko polskiej granicy Doktora Martina, kolejne sprofilowanie roli ubogiej w przymioty społeczne, doktorka skazanego na prowincjonalną banicje. Ale są szczęśliwie jeszcze te dwa telewizyjne obrazy, Rašín i Můj strýček Archimedes, przy których polska telewizja publiczna, abonament i misja społeczna winny  zbiorowo popełnić seppuku. Česká televize ze swoim pełnometrażowym kinem historycznym, Dukla 61, Monstrum, serią české století i wcześniej wspomnianą dwójką to przecież nie ta liga. Oba tytuły to duety z Ondřejem Vetchým. Rašín, pierwszy czeski międzywojenny minister finansów, teatralna gra małego planu, więzienne rozmowy z Karlem Kramářem, i smutny koniec, gdy Rašín staje się obiektem zamachu. Obok powstały w podobnym czasie Můj strýček Archimedes, grecki komunista znajdujący swój azyl w Czechach, upadające w mig złudzenia z donutilowskim antybolszewikiem na podorędziu. To jedna z tych ciepło-ironicznych historii ujmujących telewidza. Panowie świetnie się bawią, Donutil wreszcie się nie nudzi, a efekt – lekka historia, daje po raz kolejny w czeskiej kinematografii odpowiedź na pytanie, jak nienachalnie uczyć historii.

Morał z tych dwóch aktorskich układanek chyba nie płynie zbyt konkretny. Dwaj panowie aktorzy, duże produkcje, spore pieniądze, żadnemu nie zabrakło imponujących kreacji, przy czym czuć różnicę Być może matematyczną, bo gdyby zważyć role, te najważniejsze, drugoplanowe, epizody, merkantylnie motywowane pojedyncze strzały według głupich scenariuszy dla głupiego widza, Polívka zdaje się dokonywać lepszych wyborów. Więcej Hřebejka, Alice Nellis, Bohdan Sláma, szerszy wolumen ról, mniej wąskiego sprofilowania. Dwaj zapierają dech w piersiach, dwaj czasem wybierają gorzej, dwaj kuszeni garścią srebrników grywają w filmach poniżej swych aspiracji, ale szala przechyla się odrobinę na stronę Mima z Vizovic.

Zapraszamy do przeczytania innych wpisów, a więc Salto w tył, Teatr Ludowy i Ota Pavel czyli czeskie marzenia się spełniająTartuffe albo Szalbierz Tomáša Svobody w Teatrze Ludowym w Krakowie czyli Molier z czeską parafką, jak i wpisów, Polskie tropy Inwazji na Czechosłowację czyli z dziejów smutnej czeskiej ósemki, oraz Dukla 61 czyli z dziejów największej górniczej tragedii w Czechosłowacji, czy choćby Landek park czyli nic a jednak coś.

 Photo © Space Films

Dodaj komentarz