Pod zeleným dubem czyli polsko-czesko-śląski lokal prawie doskonały

Starý Bohumín
1

Pod zeleným dubem to restauracja i hotel z opisem których jakąś chwilę się już nosiłem. Liczyłem cały ten czas na jakieś techniczne ”delikatesy” z czasów, gdy ten bardzo okazały obiekt był odrestaurowywany, może też szczyptę archiwalnych zdjęć, jakąś anegdotę. Niestety dwaj właściciele dobytku nie znaleźli dla nas miejsc w swoich kalendarzach – postanowiliśmy mimo wszystko im wybaczyć, i tak czy siak,  coś skrobnąć. Tym razem korzystając z własnego inwentarza doświadczeń, których uzbierało się niemało, bo lubimy tam wracać. Jednocześnie opisu samego piwnego SPA, czy oferty hotelowej się nie podejmujemy, z wyjątkiem jakichś ulotek z rozebranymi bicepsami i ”wieczorkiem autorskim” dla pań, co nam trąci lipą, zważając na secesyjny zabytkowy budynek. Nas jednak interesuje przede wszystkim restauracja.

MenuMenu 2018

Trudno tu nie trafić, w drodze do Czech, z Czech, Karwina czy Frydek-Mistek, bez znaczenia, bo lokalizację wybrali wyborną. Przy autostradzie, 10 kilometrów od Ostrawy, rzut kamieniem do polsko-czeskiej granicy. No ale by wrócić do owego przybytku trzeba do samej lokalizacji jeszcze jednak coś dorzucić, i tak się też stało.

Zacznijmy od strony wizualnej. Pod zeleným dubem jest jak na warunki czeskie, gdzie remont często nie zagościł dekady, a gość w kroksach idealnie pasuje do ”stylizacji”, dość atrakcyjny. Zachowana historycznie zewnętrzna fasada, zielone okna cieszą oko. Gdy zaś wejdzie się do środka, jest poprawnie, choć czuć chyba czeskiego ducha, gdzie nie ma miejsca na nic ekstra. Trąci to wszystko nowością, sterylnością, do kibelka gdzie ”tuzin” pisuarów, wiedzie czerwona wykładzina, pomyślano o przewijaku, kąciku dla dzieciaków, a interiory wydają się pozornie eleganckie. Część pod organizowane imprezy jest rozdzielona pięknymi ”francuskimi” drzwiami, ale też nikt dłużej nie bił się z myślami, jak coś urządzić lepiej,by nas ”zdjąć” z wrażenia na wejście. Wszystko to jednak surowe i mimo, że bije klasyczną czeską gospodę na głowę, przede wszystkim dzięgami, chciałoby się więcej, zwłaszcza że pieniądze prawdopodobnie były.

pivo 12°

Pod zeleným dubem warzy własne piwo Oderberg 12°, nazwą nawiązujące do historycznej nazwy Bohumína, niezłego leżaka dolnej fermentacji, czyli po prostu czeską klasykę, tyle że bez filtracji i pasteryzacji. Nie wiem jak szybko schodzi im warka, ale piłem w zimie, i wrażenia daleko odbiegały od tych sprzed kilku dni. Możliwe, że z uwagi na letnią porę podano go zbyt zimnego, a z uwagi na niedzielną turystyczną biegunkę czepowano go zbyt szybko. Piana nie powalała, piwo było zbyt nasycone, a temperatura podania nie pozwalała wiele uchwycić poza poprawną goryczką. Ale tu uwaga celem sprostowania, to bezwzględnie nie jest koncerniak. Do wszystkiego zgrabny kufel, podkładka pod piwo z wizerunkiem starego mostu granicznego na Odrze. No trochę musiałem się podoczepiać dla spokoju ducha pokrętnej swej natury. A…i czepują kofolę co dla wielu ma znaczenie 🙂

hovězí gulášslezská roládaIdąc dalej przyglądniemy się kuchni. Jak pokazuje http://podzelenym.cz/pl/restauracja/ ambicją restauracji jest łączyć z sukcesem trzy kuchnie, czeską, polską i śląską,i tu udało się im bez wtopy. Zresztą gastronomia to ten ”punkt programu”, który zagrał na tyle dobrze, że wracamy tam dosyć regularnie. Zaczynamy od czeskiego wielkiego trio, smażonego sera(smažyný sýr), gulaszu wołowego z bułczanym knedlem(hovězí guláš s houskovým knedlíkem), czy polędwicy wołowej na śmietanie(svíčková na smetaně). Smażonego po prostu nie należy spartolić, bo to nie kuchnia molekularna, więc się nawet nad nim nie pochylamy. Gulasz miękki, nie nadszarpnięty zębem czasu knedlik, który nie zaliczył wcześniejszych trzech miesięcy odsiadki przymusowej w zamrażalniku, szczypta cebulki na wierzch czyli to, co w czeskiej kuchni bywa przedmiotem kpin.. Wszystko smakowite, spod ręki niezłego kucharza, i może knedlika można by odrobinę dorzucić, by żołądek za szybko nie strajkował. Ten jeden raz kiedy z potrzeby serca otworzyłem się przed kelnerem z deklaracją opisu ”zielonego dębu” na blogu, porcja mi wyraźnie urosła, za co już dozgonnie chce podziękować. Natomiast o polędwicy towarzysząca mi osoba powiedziała, że takiego sosu jeszcze nie jadła jak Czechy długie i szerokie. Już zupełnie mimochodem zauważyliśmy, że niepokojąco lawinowo znika z czeskich jadłospisów vepřo-knedlo-zelo, co nas osobiście ogromnie smuci. Tu było niestety podobnie. Zresztą cały jadospis jest dostępny na ich stronie http://podzelenym.cz/pl/restauracja/ Za pamięci i trochę z głowy przytoczymy to cośmy konsumowali. Zupę czosnkową(česnečka) i rosół(tu pod tajemną nazwą pomalu tažený vývar) są bez zastrzeżeń. Najnowsze doznanie z ostatniej niedzieli, śląski przysmak, czyli rolada śląska z kluskami i modrą kapustą(slezská roláda s kluskami a modrým zelím)były nadprzeciętne, może z wyjątkiem kapusty, której nie dosmaczono. Podobnie wypadła też wołowina w postaci policzków wołowych na porto( hovězí líčka na portském víně). A wiem co mówię, bo podobny przysmak, choć w innej konfiguracji, bo z kaszą, konsumowałem w knajpie Maćkowa Chata na Lubelszczyźnie.

kuřecí závitkyGrilované kuřecí prsíčko

Dobrze im, i tu mamy szersze doświadczenie, wychodzą również eksperymenty z drobiem. Ich Roladka z kurczaka wypełniona szpinakiem, suszonymi pomidorami i serem fetą(kuřecí závitky s baby špenátem, sušenými rajčaty a sýrem feta), grillowana pierś z sosem gorgonzola, orzechami włoskimi i pieczoną gruszką(grilované kuřecí prsíčko s gorgonzolovou omáčkou,vlašskými ořechy a pečenou hruškou), oraz kotlet drobiowy Cordon Bacon(kuřecí řízek Cordon Bacon) to trzy bardzo równorzędne dania. Nam najbardziej zasmakowała pieczona gruszka.

Podsumowując jednak, tak jak za mięso w wykonaniu zielonego dębu poszedłbym w ogień, a knedlik domaga się jedynie odrobiny więcej towarzysza, tak kapusty, wariacje surówkowe czy sałatki chciałyby trochę więcej zaangażowania. Może zwyciężył trochę uprawniony mit, że czeska kuchnia nie raz na starciu z warzywem poległa. Tu niestety również nie było różowo.

I może parę uwag natury ogólnej. Bywaliśmy w Pod zeleným dubem w tygodniu i w niedziele, czy polskie święta, i w przypadku tych ostatnich doskwiera niedostatecznie duży personel, a oczekiwanie na dania mocno się dłuży. Wiem, że szukają, więc w porę pewnie doczeka się to rozwiązania. Mają też zabawnego kelnera silącego się co rusz na polski miękki ”přízvuk“, co jest niezłym folklorem, bo polscy klienci, jak zauważyliśmy, to kupują, a gość ze swoimi odrobinę stylizowanymi manierami przenosi w czasie 🙂 Ponoć też w Pod zeleným dubem obowiązuje zakaz palenia, i nie wiemy, jak to wygląda na zewnątrz. Stoliki są blisko, a rozciągnięty jak guma polski burak potrafi skutecznie uprzykrzyć życie strzelając, co raz dymkiem w stronę siedzącego obok sąsiada. Może nikt na to nie wpadł, może się nie skarżono, a owym delikwentom wystarczyłoby poświęcić kącik pod papierosową mgiełkę. Takie drobne uwagi bo zawsze może być lepiej. My lokalowi gorąco kibicujemy i polecamy wszystkim, którzy przemierzają okolicę. Smacznie, nie tanio, ale też nie drogo, nigdy natomiast poniżej pewnego poziomu.

Niżej zamieszczam recenzję innego ”czeskiego” lokalu, czyli Hospody w Katowicach.

Photo © czechypopolsku.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.