Ota Pavel Pod powierzchnią czyli gdy praca staje się obsesją

Aleksander Kaczorowski
4

Ota Pavel Pod powierzchnią to kawał bardzo solidnego materiału dla miłośnika tego najbardziej dobrodusznego spośród czeskich dobroduchów. Czynić będzie zadość sięgającym z przypadku, którzy raz dwa swoją prywatną kwerendę wzbogacą o któreś z arcydzieł Oty, i pewnie też bardziej zaprawionym w bojach. Na rewersie Pod powierzchnią Michał Cichy pisze, że wszyscy Czesi wiedzą kim był Ota Pavel. Nie dalej jednak niż kilka dni temu w jednym z miast Kraju Moravskoslezského pognałem do dużej księgarni, by uzupełnić w rzeczonym temacie bibliotekę. Młoda ekspedientka wklepała nazwisko, znalazła trzy pozycje, klasykę, niczym więcej nie dysponowali. Trochę z obowiązku powiedziała, że Ota Pavel to przede wszystkim zamówienia szkolne, całe transze kupowane przez szkoły, biblioteki, na co dzień to po prostu jeden z wielu. Zagadnienie znane, nie namiesza tu jak widać sam Ota Pavel, nic to, jedziemy dalej.

Ota był tytanem pracy, jednym z tych gości – kanwą jest tu pewien niezły serial – z syndromem Taty Vašíka. Ów zapytany raz, nie da nam już spokoju, póki nie puści go fala fascynacji, a my już w całym tym interesie dawno nie będziemy odgrywali żadnej roli. W zasadzie to rodzaj cudownego pięknoducha i natręta, którego powstrzymała dopiero Olimpiada w Innsbrucku. Męczył, drażnił, irytował czechosłowackich hokeistów, a gdy któryś wrzasnął: – Do gazu Żydzie! jego życiowy zegarek się zatrzymał. Był rok 64, przyszła pierwsza otchłań, zakończona podówczas przy granicy z Austrią, gdy odebrali go bliscy, żona Věra i Arnošt Lustig, jeden z jego najwierniejszych przyjaciół. Pewnie nie rozumieli jeszcze zapowiedzianego przez niego właśnie koszmaru życia, który otwiera najbardziej przygnębiającą z kart. Trwało to 9 lat, gdy pomagała mu kuracja litowa, pisał jak opętany, gdy przychodziły smutne dni, ”umierał” spętany przez własne myśli podczas kolejnej hospitalizacji.

Część towarzystwa się od niego odwróciła, część traktowała jak niegroźnego szaleńca, a on cierpiał od ”razu do razu”, wyczekując swojej manii, by móc znowu pisać. Tylko to, sport, ryby i przyroda, Berounka, Buštěhrad, Rybárna, Jaroslav Zýka, dawały mu przeżyć. Czuwał wtedy nie nadstawiając ucha i nie wyczekując kolejnego życiowego łomotu. Było tak cały czas, gdy mógł, dawał dzieciom wszystko, administrował Hradčaňskim domkiem Lustiga gdy ten wyemigrował, pisał, kochał podwójnie, ale gdy kurtyna opadała zasypiał na całe tygodnie.

Życiowy paradoks jego uwikłania w chorobę to, czy Śmierć pięknych saren mogłaby powstać, gdyby nie jego dwubiegunówka? Ponoć Legia Cudzoziemska jego ojca też nią była, były i inne epizody. Może zabiła go praca, jedynych 24 godzin w dobowym rozrachunku, gdy w głowie miliard pomysłów, rodzina i socjalistyczna rzeczywistość. Może zadecydowała powoli odkrywana ”żydowskość”, którą dopiero dopisywał do etatowego komunizmu. Chyba nie warto odpowiadać.

Pod powierzchnią to książka bardzo globalna. Naznaczył ją Holokaust jego rodziny, ”szczęście młodego wieku” bowiem pozwoliło młodemu Otikovi przepracować wojnę w Kladnie, inni już tyle szczęścia nie mieli. Obserwujemy chorobowy ”elektrogardiogram”, dzieje smutnego szaleństwa przerwanego dopiero przez śmierć. Mocno siedzimy w portretach bliskich, bliskich autorowi miejscach, dotykamy przyrody. Widzimy pewnie też strzępy chorobowego ”narcyzmu”, gdy innym zgotowane było piekło, a przecież cierpiał nie jedynie sam pacjent, pacjenci byli też wokół.

Pod powierzchnią to jednak nade wszystko historia jednego z najcudowniejszych czeskich powojennych konfabulatorów, któremu należy po prostu wierzyć. Tak jak zrobiliście to z Hrabalem, życiorys i owszem, niech pasjonuje, poszerza, ale na koniec zostaniecie z tym unikatowym darem ”zawodowego kłamania”. Aleksander Kaczorowski w rozmowie z synem autora, Petrem, rostrząsa pewną nieścisłość z listu do Lustiga i mówi

– Wygląda na to, że pański ojciec konfabulował w korespondencji z najbliższym przyjacielem.

– Mój ojciec był czeskim pisarzem -odpowiada Petr..

Z innych popełnionych na tym blogu tekstów zapraszam do Ota Pavel czyli Jak Tata przemierzał Afrykę, Ota Pavel czyli o sporcie jak nigdzie indziej, Polskie tropy Inwazji na Czechosłowację czyli z dziejów smutnej czeskiej ósemki, Dukla 61 czyli z dziejów największej górniczej tragedii w Czechosłowacji, oraz Mity czeskiego piwa czyli nie tak znowu doskonale.

Photo © czechypopolsku.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *