Palinka Matěja Hořavy czyli dawno nie było tak znakomicie

Pálenka
2

Palinka(Pálenka) Matěja Hořavy to prawdopodobnie najlepsze, co czytałem ze współczesnej czeskiej prozy w tym roku. Czy w takim razie było aż tak doskonale? Tego niestety nie wiem, a biblioteka zasobna w sporo tytułów, które już niebawem, trochę mi tę pewność odbiera. Trochę też przeraża wolumen ”przeciętnych czechów” skwapliwie podchwytywanych przez polskie wydawnictwa. Z trudem tam można coś wyłowić, a zbyt częsta przeciętność przyzwyczaja do przeciętności. Więc czyżbym tym razem miał w ręku coś naprawdę szlachetnego?

Palinka to debiut Matěja Hořavy, obficie nagradzany, zbierający sporo dobrych słów u czeskich czytelników – do tej pory jednak jedyna pozycja autora – więcej jak na razie się nie doczekaliśmy. Nie umniejsza to przy tym szlachetności melancholii słowa, którą autor kręci nami do woli, rozdział po rozdziale, cyzelując, zagęszczając, chaotycznie sięgając raz po raz po nową geografie miejsc. Wszystko spaja symbolicznie Banát, biała chałupina, srogie zimy i słaba palinka, atrybut tej rumuńskiej krainy, bez którego ani rusz. Autor emigruje w głąb siebie, w świat morw, śliwek, płonących zbocz, by dumać. Nienachalnie, gęsto,z troską o każdą nutę i pięciolinię, bo jeśli nawet już zgubi nas strumień myśli Hořavy, na pewno nie zgubi nas kunszt słowa. Niby nas karci, rzuca wte i wewte dwukropki, średniki, powtarza frazy, ale robi to przemyślanie i bez wyuczonej sztuczności. To zaś daje intensywność, gdzie krótka forma, te dwie, trzy strony, po których przychodzi kolejny i kolejny rozdział,nie wadzą.

Parę nut, umiejętna retrospekcja, przyroda, Dunaj, mieszkanie w Bawarii, północ Czech. Potem znowu, ucieczka, inkrust pewnie paru autobiograficznych wątków z życia, muzyka poważna, odrobina erudycji, smutek, coś nie doczekało się rozwiązania. Chcemy ale chyba się nie da, przyjeżdża, odjeżdża, rozumie jałowość myśli i słów, ktoś pociąga go za najbardziej radykalne emocjonalne struny, odbiera przyjaźń, przekreśla się, by znów nabijając kilometry móc czmychnąć.

Nas jednakowoż nie oszczędza, wpędza w swój przyrodniczo-refleksyjny mętlik, niezdefiniowane szarości duszy, usypia, każe coraz głębiej szukać dna, zanurzyć kolejne organy, bez litości. Nie żyje materialny świat, są jedynie szczątkowe rachunki sumienia, wyrwy w życiorysie, rwane, potargane, zalane słabą palinką. Kto w to wejdzie, na jakiś czas nie zazna spokoju, sięgnie po swój osobisty narcyzm, rozmydli wszystko co przeżył, lokalne wzruszenia, sukcesy, wyjazdy, smutki.

Bardzo polecam tę książkę, dla wytchnienia od XXI wieku i jednoczesnej refleksyjnej udręki o której zapomnieliśmy. Może nie przyjdzie oczekiwany kamień filozoficzny, nie wypracujemy żadnego nowego modus vivendi, ale za to odrobimy dawno zaniedbaną lekcję z humanizmu.

Z czeskich „współcześniaków” polecamy jeszcze Pyszną środę(Středa nám chutná) Ivy Procházkovej, Grandhotel Jaroslava Rudiša, Boginie z Žítkovej(Žítkovské bohyně) Kateřiny Tučkovej, Białe zwierzęta są bardzo często głuche(Bila zvířata jsou velmi často hluchá) Ivany Myškovej, oraz Czeskie sny(České snění) Pavla Kosatika.

Photo © czechypopolsku.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *