Okamžiky  štěstí Patrika Hartla czyli z fabularnych zapisków regularnego czeskiego wariata

Okamžiky štěstí. Patrik Hartl
0

Okamžiky  štěstí Patrika Hartla poza standardowym dla autora fabularnym bogactwem to też konstrukcja szczególna. Hartl mianowicie wprawiony w pisarskim rzemiośle po latach pracy scenarzysty w Studio DVA Divadlo,  zdublował treściowo książkę, rozciągając ją do ponad pięciuset stron. Ten pozornie karkołomny zabieg miał jednak pewien głębszy sens. Autor tej nieprzewidywalnej historii zyskał bowiem dwie perspektywy dla jednej linii fabularnej wzbogacając ją o jeszcze wielką złożoność.

Na marginesie śmiałkom którzy Okamžiky  štěstí Patrika Hartla postanowią przeczytać, radziłbym zaczynać od części damskiej, czego z antyspoilerowych powodów zdradzać nie chcę. Sam autor zaleca przy tym dowolność.

W tej dwój-książce Hartl uderza nas tragedią na samym wstępie, gdy jego dwójka głównych bohaterów, Veronika i jej młodszy siedemnastoletni brat Jachym, niczego nie mogą się spodziewać.  Może ktoś wokół ich dotychczasowego życia rozpisałby odcinek telenoweli, odgrzał parę zgranych motywów. Tu tę perspektywę znacznie przekraczamy od razu dając się ubabrać autorowi traumą. Zwykle w takich wypadkach posiłkujemy się wyobrażeniami, pomaga nam pamięć setek innych beletrystycznych motywów, czynimy założenia, wysilając co bardziej ciekawe czytelnicze głowy…zupełnie niepotrzebnie

Patrik Hartl ostatecznie być może jako osoba publiczna nie musí każdego wzruszać, ale bądź co bądź zapotrzebowania na suflerów nie zgłasza. Magazynek ma pełny, a ludzka zawiłość w jej najdrobniejszych aspektach stanowi zaczątek tego, co poprzez fabułę jeszcze rozwinie. W świecie prozy strumienia myśli i poważnych fabularnych braków współczesnej czeskiej prozy, on akurat na tę konkretnie dolegliwość nie narzeka.

Swoje Okamžiky  štěstí opatruje żywotnym stylem, bo tylko taki może ogarnąć tę gmatwaninę wątków w jej wielosegmentowej konstrukcji. Wciąga nas w wir tragedii gwałtownie, a  bezlitośnie kradąc nas zczas, systematycznie utrzymuje wysokie tętno. By jednak rzecz była popkulturowo strawna, a tragedia i wnoszona od niej życiowa lichwa płacona przez bohaterów pozwoliły czytelnikowi pozostać w pionie, rozbudza nas nićmi swoich pomysłów. Krążymy wokól nich w ich damsko-męskiej perspektywie podziału książki, igramy z autorem z ich losem i czujemy brak czytelniczego umocowania.

Hartl raduje naszą wyobraźnię i jednakowoż bawi, rozsupłując pojedyńcze treści  czyniące Okamžiky  štěstí lekturą poznawczo ciekawą. Zarazem daje też odczucie pierwiastka ludzkiego dobra, które nieśpiesznie ukazując swe oblicze, lekturę wzbogaca z drugiej strony o poczucie kontroli. Tak więc Hartl rozbudza i gasi, pozbawia by zaopatrzyć, a cieńki lód życia wątków w tym czasie nigdy nie pęka.

I na koniec Okamžiky  štěstí mają jeszcze jeden walor. Siedząc w głowach swych figur taktujących równo za wiekiem, oczekiwaniami innych, autentycznymi potrzebami i pewnie też za całym cyrkiem naszych wzajemnych ludzko-ludzkich szachów, narzucają nam role. To po prostu bardzo rozległy pejzaż “szaleńca Hartla“ u którego wyobraźnia jest zabawą, w której strzela do nas bez wytrwania swym popkulturowym bogactwem.

Z innych recenzji zapraszam do przeczytania Przedawnienie Jiřího Březiny czyli jedynie sympatyczne 277 stronMacochaPetry Hůlovej czyli dzieje kury nioski od  harlequinówZostańcie z nami Marka Šindelky czyli osiem opowiadań w bezruchuOta Pavel czyli Jak Tata przemierzał Afrykę,  Ivana Myšková czyli Białe zwierzęta są bardzo często głuche, oraz Gottland czyli nie wiem co o tym Szczygle myśleć.

 

Photo © czechypopolsku.pl

Dodaj komentarz