Ogród rodzinny. Dezerter czyli słabo odrobiona praca domowa

Zahradnictví: Dezertér
0

Ogród rodzinny. Dezerter trochę na tle mało zacnej części pierwszej się mimo wszystko wyróżnia. Mając sporo wad dorzuca bowiem od siebie jakieś zalety. Nadal niepodzielnie żądzą przegadanie i przydługawość sagi, która rozciągana bez potrzeby, zdaje się nie dostrzegać, że traci czytelność. Jest jednak dominujący rys, gdy można z łatwością wskazać głównych bohaterów, czego o poprzedniczce powiedzieć nie można. Z wojny wraca mąż drugiej z sióstr, Otta, przedwojenny mieszczanin i właściciel salonu fryzjerskiego. Robi się świątecznie, w miejsce gęsi na pierwszy plan wysuwa się choinka, są żarty, rodzinny gwar. Słowem plastyczność szczegółu Jarchovského daje o sobie znać. Gdyby chodziło o nowicjusza, należałoby docenić, tu mamy w końcu ograny duet filmowców, gdy wymagania rosną.

Ogród rodzinny. Dezerter jest plastikowy, a rodzinna kronika scenarzysty nazbyt jest nadszarpnięta zębem czasu własnych źródeł. Z tego wypływa też mieszczański mikroświat w świecie bardzo dookreślonego klimatu powojennego przejmowania historycznej pałeczki przez Rosjan. Ergo jakąś rolę grają svěrakowe wspomnienia, jowialność klimatu, gdy wojna nie toczy się tylko na froncie, ale też coś gubimy. Po prostu mieszczańskie okulary tracą szerszy kontekst.

Tak więc estetycznie jest w porządku, fabuła ma rys, jest niezły Jiří Macháček w roli Otta, Martin Finger nie ustaje w próbach dorównania Jiřímu Kodetowi – pewnie ze sporym sukcesem. Kamera wyciąga coś z trudnych relacji Jindřicha z córką i ma to wszystko sens. Tylko, czy to aby wystarczające kwalifikacje dla filmu Hřebejka? Taśmy filmowej miał aż nadto, śmietanka aktorska uczyniłaby zadość  jakimś pięciu równorzędnym produkcjom, wyraźna zdaje się cezura 48 roku. To całe przechodzenie prywatnych majątków w lepkie rosyjskie, czy w zasadzie zaprzyjaźnione z rosyjskimi ręce, gdy na piedestał wyniesieni są nowi. Ktoś ma ideały, ktoś nie, wnet jednak je kupuje, ktoś już tylko bezlitośnie czerpie, wszędzie jednak dominuje prymitywizm i chamstwo.

Ale to tło jest niedostateczne, bo ów raptem jeden pracownik-cham z fryzjerskiego salonu z dorzuconą partą Rosjan w pojedynczej anegdotycznej scenie ma walor pojedynczego smaczku. Sos mieszczańskich wspomnień nie wchodzi z historią w interakcje, a niedopowiedzenie filmu nie stymuluje wyobraźni widza, a wprowadza zamęt.

Nie wiem jaka była chronologia powstawania całości, jak kolejne godziny materiału montowano, wiem że Jarchovský-Hřebejk odrobili lekcję domową z obrazu Ogród rodzinny. Przyjaciel bardzo pobieżnie. Bardziej skoncentrowali główny wątek, dali miejsce ewolucji zniszczenia, od obozu przez szczęście, aż do wewnętrznej autoizolacji Otta. To z plusów, bo nie ma takiego fabularnego rozbicia. Są wybijające się role. No ale na Boga nie można z milionów zasłyszanych i spisanych anegdot i niechęci do komunistów stworzyć czegoś rzetelnego. Alienacja tej super-rodzinki jest jak ersatz, tylko udaje, nic więcej. Jest zbyt dobrze nie tylko dla znawców powojennej historii, a tragizm tu i tam, trochę ponurych ujęć tego nie zmaże. Ogród rodzinny, Dezerter to taki film dla swoich, nie dla szerokiej widowni.

Zapraszamy też do przeczytania recenzji filmowo-książkowego tandemu Grandhotel,   telewizyjnego skarbu czeskiej telewizji o największej tragedii górniczej w tym kraju Dukla 61,  czy filmu Jana Hřebejka który nie przestaje mnie zachwycać, a więc Učitelka. Może też polecę tekst Rudolf Hrušínský czyli czapki z głów panie aktorki i panowie aktorzy.Niefilmowo zapraszamy również do czeskiego dizajnu, oraz o tym jak wybrać się tam gdzie diabeł mówi dobranoc, czyli Hvozdnický expres.

Photo © Karel Cudlín

Dodaj komentarz