Mity czeskiego piwa czyli nie tak znowu doskonale

Pivovarskyklub Karlín
1

Mity czeskiego piwa czyli nie tak znowu doskonale.

W niebie nie byłem, nie wybieram się, acz raz w nim zasmakowałem i trwało to dłuższą chwilę w pewien kwietniowy wieczór. Było to w trakcie samotnej wizyty w ”Pivovarském Klubuw dzielnicy Karlín w Pradze. Na čepu sześć piw rzemieślniczych, niby nic, bo w Zlý Časy na Praskich Nuslích z pipy leciało 48, ale też te dwie skądinąd bardzo owocne wizyty dzielił szmat czasu, gdy moje gusta mocno ewoluowały. Już zwyczajnie nie wzbudzał zachwytu regał z piwem w sieciach Billa, a mnożyły się za to podejrzenia, czy ci Czesi warzą rzeczywiście tak wyśmienicie.

Zacząłem górną fermentacją, Bizon American Pale Ale i odleciałem, później był lager( wiem że kolejność nie najlepsza), coś tam jeszcze, a na koniec stout już chyba tylko dla draki, bowiem muszę się doń nieustale zmuszać. Piwa piwami, ciekawsze refleksje przyszły w trakcie pogawędki z kelnerem. Ten przyznał, że koncerniaki w Polsce mamy do dupy, ale gdy już zorganizować piwny konkurs, Polacy odgrywają często pierwsze skrzypce. Do tego dorzuciłem proste skojarzenie z rosnącym polskim rynkiem craftów, który odebrał trzem głównym graczom na polskim rynku około 10% udziału. Żadna tam czeska goryczka, śpiewny język i inne mało pragmatyczne trele morele tego stanu rzeczy nie odczarują. W Polsce spadliśmy bardzo nisko, by to odrobinę poprawić, choć, jak to i u nas, ogarnia nas „craftowa” przesada, tym razem cenowa, niby uzasadniona, ale jednak. Czesi też się powyprzedawali, a warzenie pod lokalnymi markami w sytuacji, gdy główny akcjonariusz się zmienia, sytuacji jakościowo na pewno nie polepsza.

A jak to w istocie wygląda na supermarketowych półkach to już śpieszę opowiedzieć. Zostawiamy za sobą truizmy, goryczkę, niższy woltaż, i cenę. Nad tą ostatnią statystyczny Kowalski orbituje oczami przeliczając po raz kolejny 10Kč na polskie złote, i po raz kolejny mając mniemanie o właśnie sfinalizowanym interesie życia. Idziemy tam gdzie koncerniaki nie chcą nas wpuścić i o czym niechętnie mówią.

W Czechach rocznie konsumuje się około 150 litrów piwa na głowę, co jest liczbą imponującą wziąwszy pod uwagę niespożywających tego trunku w ogóle. Drugą ważną liczbą jest ilość browarów oscylująca wokół trzystu, co zestawiająć z dziesięcioma milionami ludności daje sześciokrotnie więcej na głowę mieszkańca niż w Polsce. Główna w tym zasługa tych małych warzących na potrzeby gospody, czy okolicznych lokali. Jeśli też weźmiemy zmieniające się proporcje piwa wypijanego w knajpach i ze sklepowych półek, a kilkanaście lat temu było to 55 do 45%, ogólny poziom piwowarstwa musi być ciut wyższy. Zresztą kto lubi czeski film nie raz przecierał oczy ze zdumienia nad czeskim Kowalskim idącym do knajpy z dzbanem na piwo. Obecnie to się zmienia i już 61% piwa w Czechach pochodzi z butelek i puszek, za co odpowiedzialność bierze ustawodawca ze swoim zakazem palenia w gospodach. Koncerny próbują z tym walczyć poprzez imprezy tematyczne, Dni Czeskiego Piwa, i trudno tego nie rozumieć, marża od beczkowego piwa jest wyższa. Inna droga to eksport do krajów środkowej Europy a tu prym wiedzie Polska, ale też, co ciekawe, rynki typowo winiarskie. W Polsce zresztą łatwo to zauważyć, bo prawdopodobnie biedronkowski Pilzner jest jedynym czeskim piwem na naszym rodzimym rynku tańszym niż w swojej ojczyźnie. 4,5% wzrostu eksportu po wprowadzeniu zeszłorocznego zakazu palenia mówi samo za siebie.

I szybciutko jeszcze parę faktów z życia supermarketowych półek w Czechach, by obalić mit czeskiego piwa.. Czechy stoją lagerem, czy inaczej piwem jasnym dolnej fermentacji i to niezależnie, czy warzy je duży międzynarodowy koncern , czy bardziej ambitny lokals. Lager ma długą datę przydatności sięgającą 6 miesięcy i dłużej, a czas mu nie służy, bo traci szybko początkową “świeżość“. Tiry, podróż, przeładunki, słońce. Czy naprawdę myślimy, że w Czechach świeci inaczej? Za wzrost konsumpcji odpowiadają wielkie międzynarodowe brandy, a te wiedzą jak do siebie przekonać. Nie eksponują smaku, a świeżość i orzeźwienie, czemu ma służyć niezmiennie “spocona“ butelka i odpowiedni entourage. Tu żadnych różnic być nie może. Dalej są koszty. 20% VAT i 34% klinu podatkowego to spora różnica względem etatystycznej Polski, ale znowu takiej różnicy nie robi . Po opłaceniu VAT-u zarabiają sklep ze swoją marżą i hurtownik. Dalej w kolejce transport, przeładunki, opakowanie i reklama. I też cena piwa z półki sklepowej circa 10-15 Kč miejsca na szaleństwa z warzeniem i dobre surowce nie pozostawia.

Sprzedaje się miliony hektolitrów piwa tam i tu więc na zasadnicze różnice nie ma miejsca. Mamy te same wielkie tankofermentatory, tak samo wprowadzamy drożdże w fermentacyjny szał w wyższych temperaturach niż podręcznikowe 8-10°C, a szczyt sezonu wymusza to samo maksymalne ograniczenie leżakowania. Są oczywiście piwa niepasteryzowane jak chociażby Svijany z krótszą datą ważności, te wszystkie pseudo-rewolucje, warzenie na zimno etc, ale drastycznie poziomu to nie podnosi, bo korporacje przeważnie tylko markują ruchy których w istocie nie wykonują.

Jest jeszcze skład, i niestety tak w Czechach jak w Polsce, producenci są oszczędni dzieląc się nim z nami. Wszędzie woda, słód, chmiel i względnie drożdże,a przecież każdy czytający etykietkę porządnego ”crafta” zna te epistoły z milionem słodów karmelowych, Pale Ale, chmielem Cascade, Columbus etc. Jak się ma czym pochwalić to się chwali. Jak widać koncerny czym nie mają. Przychodzi mi na koniec jedna drobna różnica na korzyść czeskiego butelkowego, a mianowicie ekstrakt. Gdy spojrzymy na desítke czeską, najczęściej będzie ona oscylowała wokół 4% alkoholu, a zasada jest taka, że im bardziej zawartość alkoholu się zbliża do połowy ekstraktu, tym bardziej piwo będzie wodniste i będzie w nim czuć alkohol. A teraz kochani pognajcie do polskich supermarketów i spójrzcie na polskie ”browarki”. Mit czeskiego piwa przegrał walkowerem, ale  zawsze to jakieś pocieszenie dla wielbicieli.

Zapraszamy też do przeczytania elementarza o czeskich piwach, czy recenzji wyjazdu do Browaru Radegast, a także recenzji katowickiej Hospody, czy jednego z naszych ukochanych lokali, czyli restauracji Pod zeleným dubem. Dla wytrwałych jeszcze może przepis na Míša dort. 

Photo © pivovarskyklub

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *