Mikulášský vláček czyli tam gdzie Mikuláš, Čert i Anděl grali do jednej bramki

Železniční spolek
2

Czeski Mikołaj znowu tak się nie wyróżnia. Po domach gania już dzień wcześniej, odziany jest na czerwono, gorzej lub lepiej, czasem się poci od jakości swego wdzianka, któremu wtóruje jeszcze wata zwana brodą. Podobnie jak tam gdzie dominują blichtr i zwyczaje wielkopowierzchniowych molochów. Wszędzie tam wygrywają tuzy dzisiejszych obyczajów, dla których niedziela spędzona na łonie hipermarketu to szczyt erudycyjno-towarzyskich szczytów. Takie czasy, a buta w końcu człowiek nie zje – trzeba z tym żyć.

Mikołaj przy całym tym bagażu współczesności musi jednak rozweselić kilkoro bajtli i radzi sobie z tym różnorako. W Czechach ma dwóch dzielnych druhów i całą tę grę dziecięcych emocji i oczekiwań czyniących tę przygodę znacznie ciekawszą. Čert i Anděl, strach i oczekiwanie, prezenty pod rygorem możliwości lotu wprost na dno piekielnych czeluści.

To wszystko też szersza tradycja. Mikołaj ma sporo swoich wersji, łączy je przy tym jedno, biskupie szaty, laska, infuła i księga w której skrzętnie zczytuje dziecięce wybryki.

Čert a železniční spolek

Ostrava střed železniční spolekObok kroczą wedle siebie Čert z Andělem, jak każde zło z dobrem blisko siebie w wiecznym klinczu. Čert z czarnym i umorusanym kudłatym rekwizytorium, ogonem, rogami i rózgą. Anděl w aureolce i pod ciężarem białych pierzastych skrzydeł. Wyobrażenia i rekwizyty jak dotąd te same, tyle że u nas pozostali już głównie gówniarze pod pretekstem kolędników próbujący zarobić na dopalacze, by wystrzelić w swój egzystencjalny kosmos. A Czesi, niby boskie niedowiarki, a swoje ucieleśnione wyobrażenie pozostawili po dziś dzień i to w nie najgorszej kondycji.

My dorzuciliśmy do tej tradycji stowarzyszenie Slezský železniční spolek i ich Mikulášský vláček startujący z Ostravy střed. Tłumaczyć w zasadzie nie trzeba, rzut kamieniem od Stodolní, tuż obok kładka do Forum Karolina, wprawne oko znajdzie wnet. Trasa prowadziła przez niedocenioną ostrawską przeciętność, od stacji do stacji, licząc Dolní oblast Vítkovice, Vitkovice, Svinov, Hlavní nádraží i Stodolní. W pociągu i na peronie gęsto od dobrej zabawy, Mikuláš, Čert i Anděl w interakcji z dzieciakami, skromne prezenty, śpiewane przez dzieciaki piosenki, rozpaczliwy szloch tych bardziej bojaźliwych. I nawet to, że mikołajowa broda znowu okazała się watą, nasza trójka świetnie się bawiła. Świetnie się też bawił pewien przesympatyczny czeski ”omlecik”, chłopak na oko lat 11, w swojej roli życia proponujący Mikołajowi, że może on też siądzie mu na kolanach.

Jest to skądinąd drugi raz, gdy železniční spolek daje radę po Browarze Radegast i z pewnością damy im jeszcze parę szas. Ekipa dopisuje, dobrze się bawi, a współcześnie paru fascynatów to przecież więcej niż skarb.

Wart odnotowania jest jeszcze wspaniały -dzisiaj na pierwszy rzut oka już tylko niestety wymarniały- dworzec Ostrava-Vítkovice. Ten, obok Havířova, dzielny przedstawiciel stylu brukselskiego, gdy dizajn ograniczonych warunków socjalistycznej gospodarki wzbudzał zachwyt w pawilonie czechosłowackim podczas Expo w Brukseli. Dziś już jest cieniem samego siebie, nie może znaleźć sobie miejsca, odbija się od szeregu komercyjnych planów i chyba już tylko zachwyca paru oszołomów.

Z innych tekstów zapraszamy do przeczytania: polskie tropy Inwazji na Czechosłowację czyli z dziejów smutnej czeskiej ósemki, Czyli w Czechach nie tylko bywa miło, Czyli dizajn także po czesku, Jarosław Kaczyński czyli po polsku ale z czeską diakrytyką i Czeskie kino doby normalizacji czyli bez propagandy ani rusz.

Photo © czechypopolsku.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *