Mężczyzna na dnie Ivy Procházkovej czyli z dziejów dobrego kryminału

Iva Procházková
4

Iva Procházková to kawał zjawiska czeskiej kultury pisanej, zarówno historycznie jak i współcześnie. Ojciec Jan Procházka, uznany pisarz, scenarzysta, a potem już tylko dysydent i wróg państwowy. Ile takich historii już znamy. Najpierw po linii KSČ, a nagle anonimy, głuche telefony i cała ta gra po której tylu już umarło, ze strachu, postrzępionych nerwów, bez znaczenia. Ale kto w końcu ze znawców czeskiego kina przegapi czarno-białe Ucho według jego scenariusza z nieżyjącym już Radoslavem Brzobohatým i Jiřinou Bohdalovou. To w ogóle nie pierwszy przypadek ”ofiary”. Może dzięki niej trafiające dopiero po 89 do dystrybucji Ucho czegoś kogoś zdołało nauczyć.

Potem reperkusje za tatusiowy opozycjonizm zapukały i do drzwi Ivy Procházkovej, studia poza zasięgiem, przymusowa emigracja, kawał życia do lamusa. Potem powraca i od 98 roku zatrudnia ją Česká televize, a emigracji zawdzięcza chyba tylko i aż to, że pisze także w języku zachodniego sąsida.

Iva Procházková od wielu lat pisze książki dla dzieci, ”detektivky”, scenariusze. Mężczyzna na dnie to jeden z nich, bo mowa oczywiście o Zabójstwach w kręgu(Vraždy v kruhu). Jest to ostatecznie też w końcu bite 410 stron niezłej beletrystyki, poprzedzającej i w sumie też przecinającej- sam serial.

Kto widział wpierw serial już do końca książki prawdopodobnie będzie widział ksicht Ivana Trojana, zasłużonej czeskiej współczesnej gwiazdy teatru i filmu, tu konkretnie odtwórcy roli Mariána Holiny. Książkowa chrypka pięknej astrolożki również zapikuje prosto w objęcia Hany Vagnerovej. Takie już losy ufających telewizyjnej wizji -mimo sporadycznych sprzeciwów- wpadamy w nią po uszy. Ważne żeby nie pozostał w naszej głowie Richard Krajčo popełniający w telewizyjnym dwunastoodcinkowcu jedną z ról, bo ten fryz na klacie….sami rozumiecie…..kozetka, psycholog i możemy się z tego już nie podnieść. W telewizyjnej wersji zastanawia jeszcze retro-rodzynek z podwórzem pośród modernistycznych plomb, gdzie Marián Holina kima. Książka mówi, że to gdzieś na praskim Karlínie, choć ja głowy nie dam.

Nie może mnie też w związku z książką Procházkovej –to tylko drobna dygresja opuścić beznadzieja tłumaczeń, że jednak kryminał z całym swoim fabularnym podorędziem, to w porównaniu ze strumieniem myśli pliku parunastu beletrystycznych opowiadanek, gdzie warto błysnąć neologizmem i ”polać”, sztuka trochę niższej próby. Mężczyzna na dnie kompletnie się w to nie wpisuje, a to że ktoś tam poudajeMisterium męki Pańskiej” nad Macochą Petry Hůlovej, jego sprawa, a moim skromnym zdaniem, w zasadzie mody.

Iva Procházková jest utalentowana, skrupulatna, ma kobiece wyczucie, które, gdyby jednak nam nie zdradzić płci autora, mogło sugerować męski pisarski sznyt. A jednak………I nawet ta cała astrologia, w ramach dwunastoodcinkowej serii telewizyjnej dość ciążąca, na łamach książki to nieszkodliwy inkrust. Trochę jest, więcej go nie ma i chwała jej.

Podinspektor Holina, główna ”psia twarz” kryminału ma tyle przeszłości i cech własnych, ile powinniśmy udźwignąć. Przydzielony mu z kolei akademicki młodzik dialogowo przedzierający się przez wyzbierane przez lata kryminalnej pracy malkontenckie doświadczenie starszego belfra również. Zło jest złem, boli, kłuje wnętrzności, ciska w struny naszych imperatywów. Wszystkie wątki poboczne i drugoplanowe, motywacje, cienie przeszłości bohaterów i antybohaterów, kładące się na fabule, a podane w formie czasowego fragmentaryzmu o dużej rozpiętości nie rażą trywialnością. Nic nie dzieje się za szybko, nic nie jest nielogicznie wydeptane, nie kłuje potrzeby realistycznych skojarzeń u czytelnika.

Jest systematyczny detal, dobre pióro autorki, intuicja kryminalnego psa z rozbiciem na wiek, sporo dochodzeniowego boksowania z ”umocowaniem” lokalnych policjantów. Są wreszcie opisy wykręcające przyzwoitość czytelnika, jeśli ten akurat taką dysponuje, do poziomu, gdy zawalenie nocy wydaje się realną perspektywą. Trudno o lepszą rękojmię dla kryminału.

Z innych popełnionych na tym blogu tekstów zapraszam do Ota Pavel czyli Jak Tata przemierzał Afrykę, Ota Pavel czyli o sporcie jak nigdzie indziej, Polskie tropy Inwazji na Czechosłowację czyli z dziejów smutnej czeskiej ósemki, Dukla 61 czyli z dziejów największej górniczej tragedii w Czechosłowacji, oraz Mity czeskiego piwa czyli nie tak znowu doskonale.

Photo © czechypopolsku.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *