Dziewczynko, roznieć ogieniek Martina Šmausa czyli wejść w romskie buty i zrozumieć

Martin Šmaus
4

Dziewczynko, roznieć ogieniek jest jak spełnione przeznaczenie, brak tu wyborów, gdzie coś może człowiekowi jeszcze ujść płazem, rozmazać się w bardziej świetlanej przyszłości. Miast tego jest głęboko realistyczne teraz, kłujące, każące zaglądnąć głębiej, by nie dać potem żadnej nadziei. Romowie, odarte ze swojego prawdziwego życia plemię symbiozy z naturą i ciągnące się za nimi przekleństwo innego świata, do którego nie przywykną. Bez cienia optymizmu i z małym Andrejko, syntezą ich biedy i duchowego bogactwa zarazem. Naznaczą go po urodzeniu, ktoś wyrwie z matczynych dłoni, da poznać zdobycze złodziejskiego fachu, bez macierzyńskich czułości, gruboskórnie i zarazem kotłując czytelnikiem.

Martin Šmaus dostarcza nam komplet informacji, to co już wiemy i to co dopiero dopełni obrazu. Wyznaczy twardą linię rzetelnego opisu, z kulturowym bogactwem rezonującym ze stylem, jak i dyskryminacją o której inaczej jak o rasizmie myśleć nie sposób. Żadnych ocen, Martin Šmaus jako sufler jest wstrzemięźliwy, gna ze wschodu na zachód, pogrąża nas w klimacie źródeł cygańskiego świata, gdzie wieś, ogień. Potem powala miejskim pejzażem. Ten znamy bezbłędnie, jest wciąż obecny, wyciągnięte po srebrniki dłonie, dziki patriarchat, socjalnie motywowana biegunka porodowa, dzieciaki, nieznośny hałas, piekło innych lokatorów, ruina miejsc, gdzie postaną ich stopy.

Wydaje się, że za dużo w Dziewczynko, roznieć ogieniek jest opisowych pętli po których wracamy na linię startu, niby literacko dobrze, ale nie bardzo dobrze, coś się dłuży, choć fabuła każe nadal mknąć. Autor nie daje nam oddechu, chce kompletnego wykładu o etnicznych bolączkach wspólnej koegzystencji. Z tej książki mógłby czerpać prawicowy ”úchyl”, ale i głęboki humanista czekający z werdyktem, bo ta książka ma jedną dominującą ponad inne zaletę, jest uczciwa. Każe wejść w cygańskie buty, nabawić się odcisków, poznać, zrozumieć, przemyśleć, by jeszcze trochę się na koniec wstrzymać .

Martin Šmaus pali z nami domy na praskim Žižkovie, wyrywa dachówki socjalnych lokali, wpada pod zasikaną pościel, pokazuje niedopieszczone rodzicielskim czasem brudne romskie dzieciaki, wkurza nasze”cywilizowane ego”. Chwilę później następuje ogień ich cygańskiej natury, a obok paru czeskich niekoniecznie ”nacków” dla których Rom to nie kandydat na chłopaka dla ich białej koleżanki. Swoją fabularną kamerą kręci i pedofilię psychiatryka, gdzie ryczałtowo wynagrodzony pedagog nie zainteresuje się przecież młodocianym gwałtem.

Słowem Dziewczynko roznieć ogieniek jest jak barwny film spod ręki rzetelnego dokumentalisty, któremu dali artystyczne środki, trochę raz czy dwa gdzieś stylistycznie przesolił, ale na końcu dość łatwo poznać cel – on tylko daje nam środki do oceny. A że dalej już smutek i umierające EKG znamionujące śmierć romskich szans to już inna historia.

Z innych popełnionych na tym blogu tekstów zapraszam do Ota Pavel czyli Jak Tata przemierzał Afrykę, Ota Pavel czyli o sporcie jak nigdzie indziej, Polskie tropy Inwazji na Czechosłowację czyli z dziejów smutnej czeskiej ósemki, Dukla 61 czyli z dziejów największej górniczej tragedii w Czechosłowacji, oraz Mity czeskiego piwa czyli nie tak znowu doskonale.

Photo © czechypopolsku.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *