Zostańcie z nami Marka Šindelky czyli osiem opowiadań w bezruchu

Zostańcie z nami
1

Podskórnie obawiam się schematów, psują mi poznawczą zabawę, lekturę, jednocześnie tyle razy już się powtórzyły. Czytam o uhonorowaniu autora Zostańcie z nami (Zůstaňte s námi) Marka Šindelky nagrodą Magnesia Litera, Tučková za Boginie z Žítkovej też ją otrzymała, umysł zaczyna oczekiwać. Na rewersie pod koniec opisu wyskakuje mi ”szczery do bólu obserwator”, głowa się w tym grzebie, a przecież nic jeszcze nie zostało skonsumowane. Uprzedzony umysł nie zazna już spokoju, gorączka będzie trwać do końca.

Chwilę potem wiem, że opowiadań składających się na Zostańcie z nami jest osiem, krótkie formy, moderna, surowo czyli według wzorców współczesnej czeskiej prozy, gdzie opowiadanie zdecydowanie króluje. Wśród opowiadań są dłuższe i krótsze, rzeczywistość ma być niedoskonała, ma zaglądać do głów, obnażać, po dekadencku….a jakże. Ma się rozmywać, boleć, mamy uczestniczyć w przechodzonych związkach, wynajdując na siebie nowe toksyczne pułapki.

Jak słowa dzisiaj niewiele znaczą i jakie to wszystko śmiertelnie nudne. Może gdy opowiadań jest osiem nie wystarczyło pomysłu na tę dziewiątą. Może gdy krótka zapchajdziura wrzucona została między dwie dłuższe formy, kanwą nie było stopniowanie napięcia, a autor czując nasz chwilowy elektrokardiogram nie bawił się słowem, a po prostu tak mu wyszło. Może cały ten toksyczno-towarzysko- introspekcyjny miszmasz zrodził brak fabularnych pomysłów. Może te klimaty zrodziły się nad ranem, gdy oszołomiony alkoholem i nikotyną organizm nie umiał taktować w szerszej perspektywie. Może potem efekt tych stanów nie został przetrawiony, nie doczekał się refleksji, by na koniec, wzorem tylu współczesnych wydań, nie został nawet porządnie zredagowany. Może też, gdy następnym razem przyjdzie nam powiedzieć – nie wiem czy zrozumiałem, choć opowiadania wywarły na mnie piekielne wrażenie – zatrzymamy się, zamiast gęsiego wystawiać laurki nie umiejąc ich nawet umiejętnie wyartykułować. Może. To było zanim przyszła lektura.

A po tej nie przywarłem do ściany, nikt mnie nie cucił, odłożyłem książkę i w żaden sposób się wewnętrznie nie wzbogaciłem. Było ich osiem, językowo okazywały się podobne, suche tudzież według jedynie autorowi znanego algorytmu wydęte do granic. Wszystkie tkwiły w fabularnym bezruchu, były bez reszty smutne, czarno-białe i zepsute. Dodać jednak trzeba, że tych parę nosiło w sobie pomysł. Rozpoczynające cykl Imię z głębokim kokonem starości który już nigdzie się nie przedrze, i tkwi nie znając celu. Powrót, gdy pustka miejsc, odtwarzanie zdarzeń alkoholowej maligny i gdy czyhać na nas może już tylko powtórka. Jest zakręcone i trochę absurdalne Lustro i jedyny przejaw fabuły, opowiadanie Polaroid. Tkwi w nim pustka człowieka, chcącego przez wielopiętrową i trochę improwizowaną konfabulacje zmienić życie. Dlaczego jednak, czy samo jego umocowanie, to jednak gra dla wyobraźni. Pomiędzy tym najdłuższe, nie wiadomo dlaczego tytułowe, Zostańcie z nami, gdzie wybebeszone niczym wiwisekcja życie pewnej dwójki po trzydziestce miota się, łaknie, kłamie, pozoruje, gra, by nie kończyć się niczym. Obok upija się jeszcze jakaś wrona.

Do przeczytania też recenzje  Uczniów Cobaina Miroslava Pecha, Świnki morskie czyli Ludvík Vaculík w kafkowskim sosie, trzecia część kasztelańskiej sagi Evžena Bočka Arystokratka na koniu, Ota Pavel o sporcie czyli Puchar od Pana Boga, czy Ivana Myšková  i jej Białe zwierzęta są bardzo często głuche.

Photo © czechypopolsku.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *