Lída Baarová czyli kochanka nazistów

Taňa Pauhofová
2

Lída Baarová, kochanka nazistów, obiekt tyleż piękny co złożony, kobieta o jednej twarzy wyginającej się według wskazań barometrów trudnych czasów, o których nie chciała pamiętać. Żadnego odrętwienia, obaw, obiekcji i jedynie chęć, by pójść głębiej w mrok i filmowe szaleństwo. Szarmancja, męskie pocałunki, pierwsza republika, Barrandov, śmiały krok w stronę niemieckiego studia filmowego Babelsberg, i absolutnie żadnych hamulców. Pod ręką śmiało spijająca sukcesy córki zachłanna matka, skromny ojciec niepozornie przestrzegający przed konsekwencjami, choć te na koniec mają dotknąć wszystkich poza samą Baarovą. Uroni łzę, objęcia Fröhlicha przejdą w te Goebbelsowskie, a dyżurny propagandysta Rzeszy, zawiesi chwilowo swe oko. To wyda się ekscytujące, sama już nie wie, a przecież żyje się tak dobrze. Płaskość i duchowa papierkowość, chyba nawet jeszcze nie egocentryzm, ten jest postawą bardziej świadomą, a tu przecież obowiązuje umysł kanarka. Komunizm, wcześniej narodowy socjalizm, kryształowa noc, nie docierały do tej piękności, jej świat nie potrzebował komplikacji. Gdy się coś urwało, ktoś umarł, polały łzy, nie przyszło nic, umysł i dusza znowu zawiodły, tak jak zawodziły przed wojną, po niej i na starość. Nie była też ani zła, ani nikczemna, a jedynie potwornie głupia, co w relacji do nietuzinkowej urody, stanowi w końcu o jakiejś złożoności tej postaci, która żyła w poprzek historii niezauważając nic poza sobą.

Jak wspomina Jaroslav Plesl, kapitalny Miloš Havel z Bohémy, pierwszorepublikowy status gwiazdy filmowej daleko przerastał nasze współczesne wyobrażenia. Bizancjum manier , łamacze i łamaczki widzowskich serc na ekranach, szarm, blichtr, powykrzywiane w uśmiechach gęby sączące najlepsze wtenczas trunki. Tu chciał zacząć i zaczął Filip Renč swój portret Baarovej, by iść dalej w barwność dziejącej się podówczas rzeczywistości. Wygramolił się na głównej roli, bo Pauhofová, to aktorka w sam raz na kąpielowe wygibasy z Román pro muže, tu sufit znalazł się zbyt wysoko. Wokół, a należy się temu obrazowi trochę szczerości, kilkoro aktorów niezwykłych, i mimo że role skromne, pozostawili ślad. Stašová to moja stara aktorska miłość, aktorka dojrzała i świadoma swego warsztatu, był epizodyczny David Novotný, a na koniec jeszcze ten fenomenalny głos Goebbelsa w wydaniu Viktora Preissa. Poza tymi skrawkami w tym filmie nie zdarzy się już nic ciekawego. Film jest wizualnie pocięty niczym niedoskonały teatr, gdzie między aktami nie widać związku, a cierpliwość wcale nie popłaca. Suflują widzowi, aby nie przegapił, że Hitler to Hitler. Wszędzie połysk i światło,wyraźne rysy, deska rozdzielcza starego automobilu bijąca w oczy swą kremowo-czerwoną skórą, by rumor historii nie przestawał nas zagrzewać. Obraz skacze w obraz, udawana teatralność tymczasem zawodzi i śmiertelnie nudzi. Dopełnieniem tego ”boskiego stworzenia” współczesnej kinematografii europejskiej jest jeszcze orgazm Goebbelsa. Prowadzący przez swastykę i ogień i ryjący się na jego mimice jako bolesna rozkosz, kicz klasy światowej. To film stworzony bez rozumu i wyobraźni, obraz wyobrażeń majętnych i wyraz ich estetycznej i artystycznej pustoty, to po prostu filmowy wstyd.

Zapraszamy też do przeczytania recenzji filmowo-książkowego tandemu Grandhotel,   telewizyjnego skarbu czeskiej telewizji o największej tragedii górniczej w tym kraju, Dukla 61,  czy obrazu Jana Hřebejka który nie przestaje mnie zachwycać, czyli  Učitelka. Niefilmowo zapraszamy również do czeskiego dizajnu, oraz o tym jak wybrać się tam gdzie diabeł mówi dobranoc, czyli Hvozdnický expres.

Photo © Julie Vrábelová

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *