Krycí jméno holec czyli dwóch niezłych aktorów i potem już nic

Deckname Holec
0

Krycí jmeno holec należy bezwzględnie do kategorii wielopoziomowych pomyłek. Brakuje tu tempa, dominuje fabularna mętność, gdzieniegdzie trudno znaleźć racjonalne wytłumaczenie dla tła epoki, a dabing psuje jeszcze bardziej wątły rezultat z tej nędznej całości.

Wytłumaczalna pozostaje tu rola Kryštofa Hádka, choć to bardziej w jej walorze aktorskim. Nie zawodzi też David Novotný, lecz potem już jest jedynie przeciętnie. Vica Kerekes nie wiadomo, po co rozbiera się dwa razy, austriacki szarmant telewizyjny przeżywa dylematy moralne rodem z brazylijskich nowel, a miłosny trójkącik Hádka  burzy powagę czasów.

I tak fabularnie główny hadkowy bohater, reżyser Jan David będący uosobieniem porywczości tyleż artystycznej, co osobistej, staje twarzą w twarz z nieplastyczną epoką. Mur doby twórczej nie chcę dać się nadwątlić, a burzliwy związek właśnie ma zanotować gwałtowny zjazd. Zjazd przechodzi w rozjazd, sporo golizny z udziałem osób trzecich wypełnia bezsensownie fabułę, a gdy przychodzi praska wiosna i odwilż, tę ponadstandardową sytuacje przeciąć może już tylko armia pięciu zaprzyjaźnionych państw. Feralne 68 jednak tym razem – całościowo zapewne nieogarnięte – wnosi trochę tempa. Do końca przy tym niestety trudno rozwikłać charakter zażyłości głównych bohaterów. Ci przez 80 procent filmu pozostają osobno, a gdy wreszcie razem postanawiają stawić czoła historii, ich role mają powagę Chevy Chase’a. Teleportacja do Wiednia z dokumentalnym materiałem i łatwość podejmowanych działań to jedynie przedsmak tej naiwności.

Oczywiście w tle Krycí jmeno holec ma coś jeszcze. To gra czechosłowackich służb brzdąkających w  libido austriackiego dziennikarza, Helmuta Zilka. Dominuje w tym niestety powierzchowne kino szpiegowskie, gdy działania paru czechosłowackich agentów na zapleczu ideowego wroga mogą przywoływać wspomnienie klasyków gatunku z lat dziewięćdziesiątych. Zilk znosi tę grę razwiedki, a gdy pętla zbliżającej się zawodowej hańby zaczyna mu się na szyi zaciskać, jednorazowo postanawia błysnąć wystudiowanym honorem.

I niestety Krycí jmeno holec wobec powyższego może zasilić tylko całą rzeszę  nierozwikłanych zagadek twórczych motywacji reżysera. Ani to w końcu thriller, gra trzech aktorów w pierwszym planie gmatwa sama siebie, a po Hádkovi nic tu, bowiem wątłość tego filmu niczym już nie daje się naprawić.

Zapraszamy też do przeczytania recenzji filmowo-książkowego tandemu Grandhotel,   telewizyjnego skarbu czeskiej telewizji o największej tragedii górniczej w tym kraju, Dukla 61,  czy obrazu Jana Hřebejka który nie przestaje mnie zachwycać, czyli  Učitelka. Niefilmowo zapraszamy również do czeskiego dizajnu, oraz o tym jak wybrać się tam gdzie diabeł mówi dobranoc, czyli Hvozdnický expres.

Photo © Thimfilm

Dodaj komentarz