Czeska kinowa jesień czyli nie tak źle w tym roku

Aleja narodowa
0

Kinowa jesień naszych sąsiadów z południa jawi się, jeśliby nie mówić interesująco, to na pewno dość bogato. Pierwsza w kolejce Národní třída według prozy Jaroslava Rudiša miała swoją premierę 26.09. Osobiście nie licząc przesłania, umiejętności introspekcji psychiki ewangelizującego według paru pseudo-rzymskich bzdur quasi-naziolka Vandama i dość symbolicznej listopadowej klamry roku 1989 z jej aktem założycielskim, książka ta mnie raczej rozczarowała. Zresztą mając obok Ciszę w Pradze, czy Koniec punku w Helsinkach, wobec Národní třídy można przejść już tylko dość obojętnie. Pozostawał też kapitał dla potencjalnej ekranizacji -mnie wydawał się marny – a same zajawki świadczą jeszcze o odejściu od książki w kierunku dobrze zmontowanej lekkiej historii z mającym przytłumić seksistowskim żartem smutną historię. Na razie recenzje nie oszczędzają filmu, a ja sam mocno się zastanawiam nad sensem odwiedzenia kina.

Román pro pokročilé mający kinową premierę tydzień wcześniej, bo 19 września to już inna historia. Trzecia odsłona, po raz drugi Marek Vašut, a pomiędzy jeszcze Miroslav Donutil. Od czasu Roman pro ženy minęło czternaście lat, a tamten scenariusz nie licząc zjawiskowej tłumaczki(w tej roli Simona Stašová), wymęczonego małżeństwem sąsiada i dość barwnej i znośnej fabularnie historii, mocno się postarzał. Dziś już to nie chwyta, a sam Pažout Vašuta mający znowu dziergać ekran swoim sardonicznym uśmieszkiem w białym szlafroczku trąci lipą. Środkowy Román pro muže według Michala Viewegha dał przynajmniej tę parę scen ze studium polityki dla paru mających iluzje i zdeprawowanego prokuratora generalnego z gębą niepowtarzalnego tam Donutila. Román pro ženy kilkukrotnie rozbawił paroma gachami, a nasza trójka to już wyraźny brak inwencji współczesnych filmowych kapelmistrzów.

Poslední aristokratka Jiřího Vejdelka, mimo iż premierę ma zaplanowaną na październik jawi się wśród innych tytułów najciekawiej. Przy tym nie idzie o sam film, a scenariusz według Ostatniej arystokratki Evžena Bočka, faktycznego kasztelana na jednym z czeskich zamków. Ten tak przeładowany surrealistycznym obłędem musiał ostatecznie paść łupem kinowców i pozostawało tylko czekać na oficjalne informacje. A dla odświeżenia kot faszerowany barbituranami, naćpana córka wierzyciela zamku pytająca o ścianę płaczu, kucharka Tichá ciągnąca wiadrami orzechówkę, nowy właściciel-mistrz skąpstwa i żona Vivien dziwiąca się brakowi zbieżności między nowym nabytkiem i życiem księżnej Diany. To naprawdę mocny ładunek.

Są też role, w większości nieźle dobrane. Dławi tylko ten Hynek Čermák. Czy on musi z Langmajerem grać w każdej czeskiej produkcji? Miał swego czasu taki epizod kinowo-reklamowy Ivan Trojan i skończyło się stagnacją, ostatnio ratowaną przez brata Ondřeja. Ten  z planowanym na 2020 obrazem Bourák postanowił zatrudnić brata, choć ostatnio zrobił to przy okazji Želar. Čermák, aktor bardzo przeze mnie lubiany swój cykl pewnie skończy podobnie. Zresztą nie jego w tym wina, a producentów i po trosze nas. Chcemy tych samych nazwisk, pomysłów, klisz by na koniec oświadczyć że już nie smakuje. Dalej jest szczęśliwie już prawie tylko lepiej. Tatiana Vilhelmová jako nowobogacka Vivien powinna się sprawdzić, wszak egzaltacja i dulskość to format charakterologiczny pisany na jej miarę. Eliška Balzerová  ze swoją wrodzoną chrypką i orzechówką w garści to również strzał w dziesiątkę. Nie budzi wątpliwości także kasztelan Josef Martina Pechláta i i hipochondryczący pan Spock Pavla Lišky. Może trochę dziwi Vojtěch Kotek i Táňa Pauhofová. Tę ostatnią jednak wyrzuciłbym z połowy filmów z jej udziałem, więc pewnie jestem nieuczciwy.

Pozostaje już tylko Malowany ptak (Nabarvené ptáče) według prozy Jerzego Kosińskiego, do którego filmowej adaptacji Václav Marhoul nabył prawa już w 2010 roku, a samej premiery doczekał się 12 września roku bieżącego. Sam Kosiński zaś, polski  Żyd, przeżywszy wojnę dzięki fałszywemu świadectwu chrztu i pomocy z rąk Polaków, a  od 57 roku do momentu samobójczej śmierci żyjący w Stanach Zjednoczonych, to figura bardzo kontrowersyjna. Rozpieszczany przez lewicowe środowiska uniwersyteckie zrobił tam karierę szokując pornograficznym opisem i drastycznym fabularnym okrucieństwem. W zasadzie może nie warto po raz enty odnosić się do treści. Ja sam z Kosińskiego znam tylko Randkę w ciemno. Warto natomiast przytoczyć dość ciekawe stanowisko samego reżysera. Marhoul bowiem nigdy nie krył świadomej decyzji użycia tej fabularnej fikcji do transponowania tematów bardziej uniwersalnych. Czyni w zasadzie tym zadość wiedzy na temat Holokaustu,  a i odbiera trochę smaczku fabule, której autentyczności Kosiński początkowo nie kwestionował, tudzież się do niej nie odnosił. Możemy takie stanowisko reżysera przyjąć z uznaniem, ale  też warto głębiej się nad uniwersalnym przesłaniem filmu, czy wobec faktów mających swoje podłoże ”skojarzeniowe” zatrzymać. W istocie przecież ten tekst nawet nie doprecyzowuje pochodzenia samego głównego bohatera. Doprecyzowany do bólu, bez hamulców i bez dźwięku jest za to czarno-biały opis  nieskrępowanego zła kwantyfikowanego bez umiaru w wojennej binarnej perspektywie. Fekalia, nieludzkie cierpienie, zoofilia w inscenizacyjnej kliszy poetyzmu trwającej ponad dwie godziny to dużo samo w sobie. Gdy dodać zagraniczną obsadę z Harveyem Keitelem i Stellanem Skarsgardem, fakt czesko-słowacko-ukraińskiej koprodukcji, bardzo szeroką reklamę z tkliwymi historiami wokół odtwórcy głównej roli, Petra Kotlára, czeskokrumlowskiego Roma robi się głośno. Ktoś jeszcze podsuflował kryptoreklamę z opuszczeniem sali kinowej podczas swojego pierwszego prasowego pokazu w Wenecji, gdzieś klimat wokół podrasowała w radiu Jitka Čvančarová i świat zaczyna się uczyć historii na nowo. Ot kino dla niewielu śmiałków i z niebezpiecznym komercyjnym przesłaniem.

Dla zainteresowanych czeskim filmem jeszcze Všechno bude czyli skromne kino warte sześciu statuetek, Teroristka Radka Bajdara czyli zabawnie i z niezłym finałem, Jenoféva Boková i Chvilky czyli z toksycznej strony świata, oraz Hastrman czyli całkiem zasłużone cztery czeskie lwy.

Photo © Falcon

Dodaj komentarz