Karwiński Frysztat czyli na tyle blisko by się skusić

Dawna Karwina
2

Karwiński Frysztat (Fryštát) i w ogóle Karwina to nie taki znowu koniec świata, droga z polskiego Śląska nie licząc autostrady A1 do zjazdu na Wodzisław/Jastrzębie Zdrój całkiem pouczająca, więc być może warto rozważyć. Gdy piszę pouczająca nie idzie nawet o to jak jadąc po drogach tak bardzo lokalnych człowiek przestaje wierzyć nawigacji. Nie rzecz też we własnym instynkcie poszukiwawczym spod znaku pasażera obok nad rozwijaną co chwila mapą. To już dawno za nami.

Pouczające jest poszukiwanie ”drogowskazu dla mieszczuchów”. Kręci się człowiek autem, wije, a gdy przychodzi jakiś rodzaj niepokoju, nagle widzi przystanek autobusowy, a ciśnienie spada. Bo jak dojeżdżają autobusy tośmy znowu tak nie zbłądzili. Trwa tak to chwilkę, aż pojawia się, i nie tam jakaś byle blaszana konstrukcjozmora zwana w PRL-u przejściem granicznym. Mamy malusie przejście Skrbeńsko- Petrovice u Karviné, jedno z tych subtelnych świadectw przygranicznego życia, gdy gdzieś nieopodal jakiś Polak, zza jabłoni, zerkając do czyjejś kuchni zachodził w głowę, jak też te Pepiki wyrabiają te knedle. Zapewne podglądany co rusz Pepik nie był dłużny. I on słyszał, że nie używamy tyle kminku. Ucinając jednak, lubimy takie miejsca, a to Schengen to wszystko nam chyba popsuło, bo w głowie takich klimatów drastycznie mniej.

Czar pryska szybko i pojawia się górnicza Karwina i sam Fryštát. W głowie strzępy wiedzy, paru naszych jeździ tam za dudkami, ponoć fedruje się lepiej. My jednak pomni celu popołudniowego “strzału“ do Czech podążamy pod zamek i starówkę. Stajemy gdzieś od strony parku Boženy Němcovej, czeskiej poetki, co popełniała różne takie o Słowakach ”…przecie jesteśmy gałęzie z jednego pnia, kwiecie z jednej łąki.…”etc. Zresztą tereny dzisiejszego parku założonego znowu nie tak dawno, bo w XIX wieku należały do rodu Lariszów, a ich nie pamiętać nie możecie, bo paru Was Nohavicę na żywo zapewne słyszało jak nucił …. u Larischů na zahradě trhal bych květy
své nevěstě……”.
Koniec wynurzeń.

W parku schludnie, poza rzeczką może, jakaś przystań, ślepe odnóże Olzy, placyk zabaw, kącik ZOO, nic zadziwiającego, ale wypasać dzieci na chwilę można. Z oryginalnych obiektów quasi-altanka z czterema kolumnami korynckimi zbudowana z pozostałości po pałacu Lariszów w Solcy, jednego z miast wchodzących w skład dzisiejszej Karwiny. Kawałek dalej uzdrowisko Darków. Szukali węgla a znaleźli solanki i tak już to ciągną 150 lat. Ja z tych nie nazbyt dalekich uzdrowisk zdecydowanie wybrałbym to Priessnitza w Jeseniku.

 

     

Za plecami Fryštát w stylu Empiru i starówka, nasze właściwe cele. Samej XIX-wiecznych zbiorów niestety nie było nam dane zwiedzić, bowiem na czas zimowy do końca marca zwiedzanie możliwe jest jedynie w weekend jak to w tego typu instytucjach bywa. Ponieważ zamek ten za włodarzy ma Galerię Narodową w Pradze, ja osobiście tam na pewno się pofatyguje w sezonie wiosenno-letnim. Choćby dla Josefa Václava Myslbeka, artystycznego ojca wielu czeskich XX-wiecznych rzeźbiarzy, w tym Otakara Šveca. Tu warto nadmienić, iż Frysztat to nie tylko zamek, a do 1948 roku samodzielne miasto, potem dopiero tworzące gminę katastralną Karwina-miasto. Zdążył przy tym z racji swej długiej i bogatej historii być w granicach Księstwa Cieszyńskiego, a po opanowaniu tronu czeskiego przez Habsburgów w 1518 roku również we władaniu ich monarchii aż do końca I Wojny Światowej.

Z parku przez murowany korytarz wchodzimy na rynek Masaryka mijając po lewej kościół Podwyższenia Krzyża i docierając do jednego z dziesiątek innych w całych Czechach pomników Prezydentów Oswobodzicieli. Spoglądając odrobinę dalej w prawo zobaczymy jeszcze ratusz z renesansową wieżą i parę historycznie ciekawych kamienic. Niedawno przejęło je na powrót miasto więc można wierzyć, że zostaną odrestaurowane. Warto też dorzucić ”czeską Pizę” przechylony o ponad 6st. Kościół św. Piotra z Alkantary na karwińskich Dołach. Skądinąd uwielbiamy te porównania świata milionów Wenecji Północy :-)..nie ma to ostatecznie jak trzymać miarę. Ale akurat Czesi mają parę pozycji na liście światowego dziedzictwa kultury UNESCO, Telč, Česky Krumlov, willę Tugendhatów, więc mogliby sobie darować 🙂 Nam nie starczyło czasu, bo chcieliśmy jeszcze obfotografować Stary Bogumin (Starý Bohumín) i zatrzymać się na jakiś popas. Więc przespacerowaliśmy się  wokół rynku raz dwa, spojrzeliśmy na witrynę jednej katolickiej księgarni w której mówi się po czesku, polsku i po naszymu, po czym zameldowaliśmy się pod najbrudniejszym samochodem we wsi, by odjechać.

p.s. niżej jeszcze zupełnie przypadkowo zauważony przystanek w samej Karwinie

Zapraszamy też do przeczytania W Czechach nie tylko bywa miło, Army Family Day w Landek Parku,  Rozmarné slanosti Ostravice 2018 czyli jak pływa Miloš Zeman, Pod zeleným dubem czyli recenzji knajpy niemal doskonałej, oraz już nie tak doskonałej katowickiej Hospody.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *