Mówić prawdę Josefa Formánka czyli szorstka kronika złych czasów

Mluviti pravdu

Josef Formánek, czeski pisarz i alkoholik z solidnym stażem, czego finał opisał w Úsměvy smutných mužů, w Mówić prawdę sięgnął po bardzo mocny materiał. Poraża akt założycielski tej historii ergo: dzieciak z sierocińca, któremu życie postanowiło podarować dodatkowy mnożnik przygód. Gdy dodać do tego jeszcze surowość fabuły i jej niekończącą się niejednoznaczność, wyrasta lektura bardzo się wyróżniająca.

W zasadzie po wielu latach czeskiej przygody, przychodzi mi myśleć o Czechach tylko to, że wszystko co sobie podziergałem przez lata okazało się bzdurą. W przypadku Mówić prawdę na chwilę bzdurą okazuje się nędzna jakość współczesnej czeskiej literatury. Zalicza się ona bowiem do tej jednej z dziesięciu pozycji, dla których gotów jestem zdobyć się na sporo komplementów.

Mówić prawdę nie jest linearne, nie poucza, prowadzi przy tym surowo przez wszystkie te chwilowe konceptualizacje ducha człowieka, któremu prawdopodobnie się jednak poszczęściło. Sierota, nieszczęśnik w szeregach SS, komunistyczny tłumacz, lata więzienia z wyboru niefrasobliwych fraz i przypadkowe miliony. Bernard Mares, nie rozumie swojego życia, chaotycznie myśli, stawia pytania i brnie przez kolejne historie. Wzdraga się na różnicę pokoleniową dzielącą go od swojego interlokutora, nie zawsze gotów jest do autorozliczeń, ale niezmiennie sufluje pedantycznym opisem życia na przełomie tego, co w dwudziestowiecznej historii istotne.

Nie jest etycznie czysty, ma na sobie brud SS i niemieckiego munduru, a my jednak niechętnie go lustrujemy. Dobry, zły, naganny, sprytny, w ogóle tu nie pasują. To kronika surowych czasów i okrojonych przez los życiowych wyborów. Rządzą tu masowo  gwałt, pijaństwo i wszelaka okropność, i to jedynie z rozróznieniem ich etapów. Co mogło się stać w sierocińcu, w trakcie służby SS, w szeregach Armii Czerwonej- stało się. Wali tym czytelnika Josef Formánek po łbie, nakłada alkoholową drogę autora, któremu trafia się historia-perełka, i oczekuje tylko dwuznaczności.

Straszne są losy niechcianych dzieciaków, straszny był głód, straszna jest ludzka nikczemność, którą rodzą różne historyczne koleje. Ale po co obdarzać taką sekwencją historycznych planów Bernarda Maresa, mówiącego prawdę esesmana, krasnoarmiejca, milionera i sierotę? Mówić prawdę to szorstka kronika XX wieku, otwierająca bramy piekieł naszej wyobraźni, tak przerażająca, że trudno by było do niej wrócić. A jednak czas lektury będzie nadal przytłaczającą lekcją poszerzającą czytelnicze horyzonty.

Z innych tekstów zapraszam do lektury: Wady snu Radky Denemarkové czyli z rozpędu i dla zabawy, Hana Aleny Mornštajnové czyli Holokaust z braku przypadku, Pepiki Mariusza Surosza czyli kanon ze specjalnym przeznaczeniem dla polskich lentilków, Nuselski punk czyli Pat i Mat bez kolorów i w oparach THC, To nie jest raj Michała Zabłockiego czyli to nie jest raj.

Photo © czechypopolsku.pl

Dodaj komentarz