Hvozdnický expres czyli może mała podróż w czasie

Hvozdnický expres
1

Lubimy drobne auto-oszustwa gdy bardzo chcemy się przenieść w przeszłość i szczerze mówiąc niewiele tu potrzeba. Stara kolej wydaje się tu najprostszym rozwiązaniem, i sądząc po ciekawych inicjatywach kolejowych i dobroduchach angażujących w to swój czas, cały czas okazuje się to możliwe. Ładujemy się do takiego pociągu, chwilowo zapominamy o przybytkach dzisiejszej kultury materialnej, wypatrujemy znaków przeszłości i frajda gotowa. Taką radochę tym razem dostarcza nam R//C railwaycapital jeżdżący w czterech czeskich lokalizacjach w okresie od pierwszego czerwca do końca września, w weekendy i święta. My wybraliśmy z racji lokalizacji Hvozdnický expres z Opavy Východ do Svobodných Heřmanovic. Podrzucamy jeszcze dla zainteresowanych cały rozkład linii 314.

Štáblovice stacja Kylešovice stacjaBiletu w kasie nie nabywamy, te dopiero w samym pociągu, nieśpiesznie po odpaleniu starej torpedy pojawia się konduktor, tym razem nie zdążył, kolejna stacja Kylešovice, wychodzi, porozgląda się, ktoś wrzuca z tyłu rower, powraca. Po lewej wprawne oko dostrzeże Białą wieżę zamku Hradec nad Moravicí i renesansowego palacu w Raduniu. Gdzie nam to w głowie, liczy się podróż w czasie, Pradziad sięga w przeszłość dalej niż do międzywojnia, ale przegapiamy i tę zacną górkę. Mijamy kolejne stacje, warzywnicze Otice, Slavkov u Opavy, pociąg zalicza pierwszy mocniejszy podjazd po którym nikt obecnie nie poprowadziłby torów, wtedy jednak to wtedy. Wtedy do wsi z kolejnej stacji Štáblovice dymało się cztery kilometry. Wokół ujmująca przyroda, letnie Tábory, stawy, ścieżki edukacyjne. Kolejne stacje, drewniana poczekalnia, i kolejny solidny podjazd do Svobodných Heřmanic.

Kde lišky dávají dobrou noc

A tam już nic, diabeł mówi dobranoc, jakieś własnym sumptem zrobione siedziska, pojedyńczy budynek kawałek od. Trzy godziny do powrotu, czas się zatrzymuje, człowieka opuszcza dzisiejsze ciśnienie, a w sercu dmie niezidentyfikowana radocha. Kiedyś można było jeszcze pojechać do Horního Benešova, dziś tory obalone już ”cugrunt”. Półtora kilometra lokalnej drogi, mijamy zalany kamieniołom, obiekt westchnień płetwonurków i pojawia się wieś. Nie szczególna, jakaś tam, schludna, wypatrujemy byle szynku i jest. Ten z tych co karta płatnicza jest niemiłym gościem fenomen starszych czasów z trzema decylitrami  točené malinovky za 9 koron w której tkwi bogactwo całej staro i nowożytnej chemii.

Jeszcze bierzemy kofolę, česnečkę, o jadłospis dzisiaj ma zadbać minipivovar u Komárků, wystarczy. Kelner tłumaczy, że z česnečką to chwilę potrwa, nie idzie z pierwszego lepszego gara, i rzeczywiście, jajco w niej pływa jak należy, zawartość od serca, na pierwszy głód jak znalazł.

Co było dalej, nic nie było, w zasadzie cudowne nic, poszwendaliśmy się bez celu, żadnych obiektów sakralnych, żaden tramwaj na dachu przypadkowego garażu. Pełna beztroska, niezłe powietrze, pustki, i nawet perspektywa dymania z powrotem nie irytowała. A potem to już znowu  Hvozdnický expres, droga powrotna, szybka przy wejściu do wagonu opuszczona nad pierś, ręka na zewnątrz i żadnych frustracji.

Z innych wpisów zapraszamy jeszcze do przeczytania relacji z kolejowej wycieczki do browaru Radegastczyli w Czechach nie tylko bywa miłoo Kaczyńskim z czeską diakrytyką, czy największej górniczej tragedii w dziejach powojennej Czechosłowacji czyli Dukla 61.

Photo © Česká televize

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *