Hospoda w Katowicach czyli czeska klasa ekonomiczna

Katowice, Gliwicka 6
1

Hospoda w Katowicach czyli czeska klasa ekonomiczna.

Ta recenzja będzie pisana na miarę człowieka rozumiejącego Czechy, od popkultury po humor. Ktoś być może zbłądzi, podejmie fałszywy krok, a wyrok płynący z tego, co napiszę będzie zgoła jasny. Tak jasny jak narcyzm dwóch poprzednich zdań. Więc może niech każdy kombinuje po swojemu.

Nie trafiliśmy tam tak od razu. Zabrało to chwilę, i choć chęć szczera nam towarzyszyła już długie tygodnie, trochę to poprzeciągaliśmy. A efekt, wcześniej czy później, byłby taki sam. Lubimy takie inicjatywy, cenimy prekursorów, przodowników pracy, ludzi z pomysłem i odwagą, też tą finansową. To jednak wszystko nie powinno przekreślać paru słów krytyki, bo jak jest dobrze, to dlaczego niby nie moglibyśmy tej ”naszej” czeskiej szajby odrobinę udoskonalić.

A jak sobie tę knajpianą rzeczywistość poukładał praktyczny i nieskomplikowany Czech, to zazdrość zżera. Wykombinował prosto, miał się pośmiać, przekąsić, spotkać te same gęby, i wpadające tam z tych samych powodów. Nade wszystko jednak, nie miał się obawiać nadszarpnięcia rodzinnego budżetu, tak by ”Stara nie gadała”, i bez bólu się zwinąć się sprzed telewizora w przypływie większej ochoty. Nie za często, tak sześć, siedem razy w tygodniu. Gwiazdek Michelina nie szukam, terapię miażdżycową stosuje w domu, nie zaszkodzi i w gospodzie. Przy tym nadto szykować się nie będę, muszki do fraku nie dorzucę, a kroks na nogach okaże się na miarę.

Wstęp dla Czechofila z ugruntowaną wiedzą dość jasny, acz Polak, ten bardziej statystyczny za dużo z tego interesu nie kuma. Trochę jak pewien pełen pogardy mój znamek dzielnie pastwiący się nad biednym rohlíkiem, licząc, że w końcu uda mu się go przekroić.

Katowice, Gliwicka 6

Jak wyszło jednak w Katowicach na ulicy Gliwickiej 6, już śpieszę opowiedzieć. Wyszło prawdopodobnie nie z powierzchownej sympatii do Czech, bo wystrój, plakaty, wszelakie ”rekwizyty” musiały chwilę pomysłodawcom tego przybytku zabrać. Zorganizowano też to, bez czego ani rusz, paru fajnych browarów z pipy, čepovanej kofoli, i klasycznej, trywialnie prostej czeskiej szamy,z langoszem czy czesneczką na przedzie. Antymiażdżycowcy trochę poorganizowali jakieś pikiety, podjechała razy kilka anonimowa Erka, apelowali ideowi spadkobiercy Religi, nic to. Nieskomplikowany Czech wygrał. Przy tym nie potrzebował strzechy, góralskich stylizacji, góralskiej ciupaski znad samego Bałtyku, a jedynie anty-zdrowotnej terapii spod znaku woltażu i cholesterolu.

Gdy wstąpiliśmy w piwniczne progi katowickiej Hospody koło godziny 14, lokal był pusty, choć rezerwacje stolików nastawione na godzinę 17 dawały do zrozumienia, że reżim pitny zaczynający się już za parę godzin dopiero uderzy. Wzięliśmy dwa najbardziej klasyczne z klasycznych czeskie dzieła, Gulasz wołowy z bułczanym knedlem i smażony ser z frytkami, a podlaliśmy to wszystko, jako że byliśmy ”za volantem”, kofolą z pipy. Nawiasem, kto jeśli nie Czech swoją własną colę mógł zacząć ”čepovat”. Barmanka, gdzieś w tle Vypsaná fixa, już miałem zamawiać po czesku. Miękkie polskie narzecze barmanki wybudziło mnie jednak ze snu.

 

Po Kofoli nastało odrobinę za długie oczekiwanie, i choć często jest to być może zapowiedź solidnej kuchni, w Katosach, o godzinie 14 w Sobotę, i przy niemal pustej knajpie, miałoby to wszystko zagrać szybciej. Czeska kelnerka ma wprawdzie wyrąbane na cały świat, ale vepřo-knedlo-zelo, tudzież inny czeski klasyk, doktoratu bynajmniej nie wymaga. Gdy wreszcie gulaszek ze smażonym zaszczyciły nasz stół, dopadł nas umiarkowany pesymizm. Zjechaliśmy kawał Czech, ale porcje miały zwyczajowo słuszniejsze rozmiary. Rozumiemy ”klasę ekonomiczną” polskiego naśladowcy, doceniamy że chciał by było po czesku, na każdą kieszeń, ale być może parę złotych dorzuconych do rachunku polskiego klienta by go nie zabiło.

Same dania przy tym nie powaliły, ale też gwoli ścisłości, Czesi ostatnimi czasy mocno zapikowali w dół, i standard kupowanego knedla jest już u nich na porządku dziennym. Dalej, sos do gulaszu, którego nie starczyło na porządne i pożądane w tym wypadku wymoczenie rzeczonych knedli, to już numer dla nas niezrozumiały. Tak jak trafialiśmy na różne ilości gulaszu, czy wieprzowiny, łącznie z porcjami przyprawiającymi o zawrót głowy, jak na Znojemskim Starym Mieście, tak szczątkowy sos to już profanacja. Gdy dodać do tego niedoprawiony gulasz i 3 knedliki, które uraczono zbyt długą ”kuracją” na parze, licho to wygląda nawet na tle czeskiego przeciętniaka. Smażony w tym kontekście wypadł lepiej, bo wyglądał i smakował jak jego czeski brat, choć znowu kłaniają się te cholerne rozmiary. Jak zresztą podaje karta dań, jest langoš, parę wariacji smażonego, dalej gdzieś utopenec, i wszystko to dość wiernie naśladuje czeski pierwowzór. Są w karcie arašidky, bramborki, czeska śliwowica, drinki. Nie kosztowałem, ale nie odbieram pomysłodawcy, że nie zrobił tego wszystkiego na odwal. Poza beczkowym piwem, sporo butelkowego. Może to wszystko kusić i każe owemu przybytkowi mocno kibicować, bo przecież zawsze może być lepiej, a też wcale nie jest źle. Wychodzi taka słabiusia czwóreczka na zachętę z papierami na więcej. Udało się bowiem odtworzyć czeski klimat, nie ma tu ani sterylności, ani też polskiego restauracyjnego bizancjum ze wskazaniem na grubsze  portfele. Nie ma również grania na rodzącym się czeskim sentymencie, bo czuć w tym wszystkim i chęci, i autentyczny zapał. Nie jest to w końcu przypadkowy wybór czeskiej stylistyki, wobec braku lepszych, a czeski piwny ”koncerniak”, mimo że już nie o tyle lepszy niż polski, ciągle kusi. Podsumowując, lubiących solidną czeską goryczkę, nienalewanie po ściankach, kreski na karteczkach i niezobowiązujący czeski klimat, gdzie śmiech, gwar i dobra zabawa łączą się ze sobą, mimo paru złośliwości, gorąco zachęcamy do odwiedzania. Hospoda, Katowice, Gliwicka 6.

Comments

  1. Jacek

    Miałem okazję być w katowickiej Hospodzie w lutym. Wrażenia kulinarne bardzo podobne. Też zamówiłem po gulaszu dla siebie i żony. Porcje może nie głodowe, ale dość zbliżone. Sosu co kot napłakał, moje kawałki mięsa na dodatek były dość twarde i suche. Może inne dania wyglądają inaczej, ale na mnie zrobiło to na tyle negatywne wrażenie, że raczej szybko się tam nie pojawię. Kilka dni później byłem w Hospodzie w Ustroniu i zatarłem owe katowickie wspomnienia 🙂

    1. Post
      Author
      Pažout

      Ja też nie chciałem być zbyt radykalny w ocenie, bo to w zamyśle miał być pewnie lokal klasy „ekonomicznej” z niedrogim czeskim piwem koncernowym, paroma prostymi daniami etc. Na fb też mi pisała jedna osoba, że ponoć zależy to od kucharza. Gulasz to czeski klasyk, knedle i Czesi podają kupne, ale sos zawsze jest treściwy, a tu widać że pojechali po bandzie. Z knajp z czeskim żarciem bardzo zawsze polecam Pod zeleným dubem w Starym Boguminie. To już czeskie żarcie na poziomie, drożej ale warte ceny, leją też swoje własne piwo Oderberg. Knajpa w Cz, ale prowadzona przez Ślązaków.
      Zapraszam na stronę, będą kolejne recenzje, będą na pewno też w przyszłości relacje z minipivovarów w Kraju moravsko-slezským w Czechach, już jeden we Frydku-Mistku mamy za sobą.
      Pozdrawiam, dziękuję za komentarz i zachęcam do udostępniania Nas na fb.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.