Gorejący krzew czyli jeszcze nie znakomicie

czeska normalizacja
4

Gorejący krzew czyli jeszcze nie znakomicie.

Czesi się o telewizyjnej miniserii Gorejący Krzew (Hořící keř) wypowiadają w znakomitej większości dobrze. Sprawdzona międzynarodowa marka, Agnieszka Holland, HBO wspierające w Europie ważkie wewnętrzne tematy europejskich państw, i ponoć znakomity, misternie przygotowany scenariusz młodego scenarzysty, Štěpána Hulíka. Wszystko to scementowane okresem praskiej wiosny, czeskiej historycznej cezury, do której mimo, że się powraca wielokrotnie, nigdy nie doczekała się solidnego i spójnego materiału.

Jakiś czas temu natrafiłem na Show Jana Krause, gdzie moderator po sporej jak na siebie dawce komplementów jaką, już po telewizyjnej premierze Gorejącego Krzewu obdarzył Agnieszkę Holland, z estymą słuchał o kontekście powstania tego obrazu. Było o Hulíku, jak i tym jak bardzo chciała, nie niwecząc nic ze scenariusza, który sobie niezwykle ceni, odebrać ocenom owej doby jednoznaczność. Było to opowiadanie dosyć błyskotliwe, Pani Agnieszka powymachiwała rękoma, poczarowała moderatora, by mu wyjaśnić, że z tą linearnością świata to tak do końca oczywiste nie jest.

O czym zaś film traktuje, czy w czym w zasadzie jest nowatorski, to już temat na parę zdań. Nowatorskość to chyba głównie ponad trzy godziny materiału w trzech telewizyjnych odsłonach, jak i samo samospalenie Jana Palacha, mające odtworzyć dopiero ducha tych ciężkich czasów. Jest więc potężny kop pierwszych ujęć, wysoka temperatura, krzątające się figury po dwóch stronach barykady, gdzieś gwałtownie podjeżdża Veřejna Bezpečnosť, po schodach biegają studenci, na dłużej kamera przygląda się dramatowi matki Palacha, tło fabuły ma się dopiero wśród wielowątkowości rysować. Oto reżimowy kolaborant-propagandysta, Vilém Nový, ma popełnić gorszący tekst z tezą o zimnych ogniach, mający casus młodego Palacha trochę rozpuścić w sposób niezagrażający władzy. Nienadążająca za własnym smutkiem rodzina postanawia wyjść na drogę sądową.

Ktoś zwrócił uwagę, skądinąd smutną, że gdyby podsumować pierwszy odcinek, przez wielu uznawany za najlepszy, to niezorientowany w tym wszystkim dzisiejszy widz dowiedziałby się, że Jan Palach dokonał samospalenia. Być może decyduje o tym analityczny charakter kamery, która zerkając w poszukiwaniu źródeł psychozy ludzi, sięga wszędzie, ale też niezbyt dokładnie. Trochę jakby nie mogła się zdecydować. Być może też sama Holland przedłożyła wycyzelowaną prawdę historyczną z miejscem dla własnych przemyśleń, nad filmowe epitafium. W kolejnych odsłonach Gorejący krzew studzi temperaturę, ale nie wyzbywa się maniery niezliczonych wątków budujących drobiazgowy pejzaż, ale też proszących się o słowo dodatkowe. Z brzegu i by nie być gołosłownym, wątek Majora Jireša, który przechodzi nie do końca zrozumiałą przemianę.

Dużą zaletą filmu jest obsada, wciąż niedoceniana należycie Jaroslava Pokorná w roli matki Palacha, znakomity Igor Bareš, Jan Budař. Wbrew zdaniu większości nie powala mnie Tatiana Pauhofo, a Vojtěch Kotek sprawia wrażenie, jak gdyby chciał pomieścić w swej skromnej roli Václava Havla, Lecha Wałęsę, przekładając to jakąś świeżą pozycją o Che Guevarze. Pewien polski dziennikarz muzyczny, wspomniał kiedyś, że Natalia Kukulska chce być tak bardzo czarna, że aż  wyszło jej na pomarańczowo. Tu miał miejsce podobny dramat. Całościowo jednak oddaje szacunek twórcom, bo dobór aktorów wypadł świetnie.

I jedynie jeszcze kilka słów podsumowania. To zapewne kino bardzo solidne, powstrzymujące się przed jednoznacznością, w której filmowe triki miałyby tylko nadać wagę wydarzeniu do którego nic nie wnosimy. Tu jest inaczej i można to docenić. Są kostiumy, praca choreografów, fajnie taktująca w rytm ducha normalizacji subtelna muzyka. Niby dużo, a jednak ciągle mało i brak w tym wyrazu. Miałem poczucie jak po oglądnięciu kilkunastu dyplomowych etiud filmowych jakiejś europejskiej filmówki, każdej z racji wieku i życia twórcy nie skażonych współczesnym merkantylizmem, w których środki odpowiadają czystości umysłu. Ale gdy to wziąć razem, nic nie powstanie. Tak było tutaj, kamera mnie męczyła, nie pozwalając pozostać z ujęciami na dłużej, zaczynała, urywała. Wyrosło zbyt wiele i zbyt mało zarazem i ciężko mi to wszystko tłumaczyć nielinearnością świata.

Zapraszam też do przeczytania ciekawej historii z filmem Butelki zwrotne w tle, o filmie w którym w zasadzie nic się nie dzieje, a stał się wspaniałym portretem Czechosłowacji doby normalizacji(Pelíšky), a dla znudzonych czeskim kinem czegoś o czeskim dizajnie,   czy trudnym Czesko-Słowackim rozwodzie. W zasadzie dla smaku możemy jeszcze dorzucić przepis na czeskie buchty🙂

Photo © Home Box Office (HBO) / Dušan Martinček, Kamil Rodinger

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *