Dukla 61 czyli z dziejów największej górniczej tragedii w Czechosłowacji

Havířov
4

Tragedia w Dukli  miała przyczyny stare jak świat, tu nie zmienia się nic. Ludzka głupota, chciwość, tępa dyspozycyjność, tu o podłożu partyjnym, i na koniec lęk przed oskarżeniem o sabotaż. Havířov miał dokonywać niemożliwego, być partyjną dumą, nieść chwałę socjalistycznej rzeczywistości w której strach miał być nieustale eliminowaną zmienną.

Tego feralnego piątku siódmego czerwca 1961 roku nikt jednak nie spodziewał się hekatomby tych rozmiarów, 108 osób ze zmiany liczącej 338 osób to dużo nawet jak na tępe partyjne figury wysuwające każdorazowo pierś w geście oczekiwania na partyjną przypinkę. Był to czas, gdy węgiel przerastał ludzkie życie, i nawet te comiesięczne 4000Kč górniczego paska przykrywało grozę tej pracy jedynie w części.

Dyrektor Dukli w rodzaju miejscowej partyjnej szychy, człowiek StB kręcący się gdzieś czujnie, dozór i nic nieznaczące BHP , gdy wokół normy, duma owej smutnej doby. Są pierwsze sygnały, spalona guma, dyspozytor coś kreśli w zeszyciku, docierają kolejne, białe kołnierzyki zaczynają się nienaturalnie pocić, choć wciąż nie ma miejsca na ”sabotaż”, a tym niechybnie byłoby wycofanie całej zmiany. Na takie numery socjalizm nie wyraża zgody.

Nagle staje się najgorsze, pożar się rozprzestrzenia, kolejni padają jak kaczki, 30 z nich postanawia się wzajemnie pozabijać w walce o wąż z powietrzem. Pod kopalnie przerażone żony wabi dym, sygnały karetek i ta metafizyczna duszność, która zwiastuje śmierć. Kobiecy tłum nie chce pokrętnych min, zliczane w przerażeniu przez dyrektorstwo numerki martwych to ich ojcowie, bracia i mężowie. W domu jeden z drugim łkający niemowlak niewykarmiony piersią, jakie to ma teraz znaczenie. Fala kobiet chce wyroku, śmierć czy życie, byle wiedzieć. Przychodzą dwa białe kołnierzyki, ten ważniejszy już ma deklamować ”numerki”, rejteruje, drugi to udźwignął. Nastaje szaleństwo kobiet, któraś kuca bo nie ma męża, inna wygrała życiowego totka, sytuacja nie pozwala się cieszyć, jakaś oczekująca bobasa młoda narzeczona ginie w gąszczu niemal tratujących ją ludzkich tragedii. Czy chlał, zdradzał,bił ją bardziej niż inni przestało mieć znaczenie.

Na koniec przychodzi partia w antyimperialistycznej frazie, nikt już nie wnika, co, dlaczego, jakimi jesteśmy skończonymi partyjnymi kanaliami, liczy się przekaz. Wojna z imperializmem trwa w najlepsze. Potem jeszcze próbują coś przypiąć świeżo upieczonym wdowom coś nad trumną męża, któraś nie poda ręki, czas skończyć epizod.

Górnicy znowu idą na szychtę, któryś rzuci żartem….” wiesz co się stanie z górnikiem, który zdechnie na ścianie?…..dostanie dwa dni wolnego, a potem znowu idzie na dół…..”

Inspiracją dla wpisu był film Dukla 61 Davida Ondříčka,  samo zaś zdjęcie pochodzi z Photo © Česká televize / Jiří Zerzoň

Zainteresowanych zapraszam do przeczytania o tym, że pewne rzeczy zdarzają się tylko w Czechach, i że Jaromírovi Nohavicy nie zawsze służą ogórki kiszone. A jeśli nie będziecie mieć dość

to może jeszcze Karel Gott trochę inaczej, czy o tym, że jak się wydało dwie części udanej książki, to trzecia może być wpadką, czyli Evžen Boček i jego Arystokratka na koniu.

Na pocieszenie można też coś zjeść, czyli vepřé-knedlo-zelo.

Photo © Česká televize / Jiří Zerzoň

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *