Dobranocki dla Cassiusa czyli Hrabal na czwórkę z plusem

0

Napisanie  recenzji Dobranocki dla Cassiusa to jednak nie lada wyzwanie. Człowiek by chciał jak najlepiej, trochę ”poekumenizować”, zarazić rodaków czeską kulturą, tak by wiedzieli że Czesi to nie tylko piwo, lentilki i bułczane knedle, ale także kawał znakomitej literatury. Jednocześnie tak jak to u mnie często bywa z opowiadaniem filmów, zabijam fabułę, czy zdradzam finał, zanim na dobre zacznę się rozkręcać.

No i tu mnie dopadła rzecz podobna, bo Bohumil Hrabal to dla naszych sąsiadów figura ważna, więc wypadałoby go rozebrać do naga, jak Hrabalowy ojciec, co sobota pewien motor o nazwie Orion. Tymczasem nie dość, że będzie bardzo pobieżnie, to jeszcze jak według sprawdzonej autorskiej metody opowiadania filmów, od końca.

I tak, Dobranocki dla Cassiusa powstały na początku lat dziewięćdziesiątych, u schyłku życia ”plebejskiego” prześmiewcy, gdy ten był już mocno zgorzkniały, gonił się ze śmiercią, która tuż tuż, a tu by się jeszcze sprzedało coś potomności z zestawu miliona pysznych anegdot. Może to z przyzwyczajenia, może to z nudy, chęć życia z całą pewnością to nie była, bo Hrabal ze śmiercią ”miał już ugadane”, jak się miało okazać kilka lat później.

No i też wyszło trochę nieźle, trochę nie. Jest niby stara rubaszność, ale jakoś już nie ta stara. Gdzieś Hrabal wydobył z odmętów pamięci jakąś anegdotę, jakąś stację kolejową, zgubiony gwizdek, panienki, ale wujek Pepin, czy syrenka na piersi, o których się czytało z wypiekami na twarzy, to to już z całą pewnościa nie jest.

Czas robi swoje niestety, nadgryza, choć wobec sławnego Czecha postąpił i tak łaskawie.  Wyszło więc przyzwoicie dla nieznających jego literatury, dla znających już nie tak kolorowo. Dla mnie czwórka z malutkim plusem, z sentymentu, z sympatii i z wdzięczności za salwy śmiechu, które mi darował.

Na koniec tylko złożę jeszcze uroczystą obietnicę, że poświęcę Hrabalowi nie jeden wpis na blogu, i to pewnie bardziej przemyślany niż ten tu. Tymczasem zapraszam do recenzji współczesnego „Hrabala”, Emila Hakla, i dwie książki Oty Pavla, Puchar od Pana Boga i Jak Tata przemierzał Afrykę. I może jeszcze Ivana Myšková i Białe zwierzęta są bardzo często głuche, oraz Michal Viewegh jako aortocelebryta.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *