Czyli Dizajn także po czesku

dizajnerskie skarpetki
4

Dizajn. Większość z  nas o nim słyszała, bywa modny, nadużywamy go w dyskusjach z aspiracjami, ale gdy tak spytać przechodnia, o co w zasadzie chodzi, pewnie się zarumieni, zwinie po sobie uszy i czmychnie w niezrozumiały bełkot.  Bez znaczenia, Czech czy Polak. Nie jest projektowaniem, jest szczególnym aspektem przedmiotu, jego istotą, kulturową wartością którą mu nadaliśmy, można go uprawiać intuicyjnie nie poprzedzając tego milionem katedr uniwersyteckich, choć zapewne nie jest bezrefleksyjny. Paru mędrków od ontologii porobiło na nim habilitacje, bo czy przedmiot może mieć istotę, a jeśli podnosi jakość życia, to czymże ta ostatnia jest. I tak sobie i nam gmatwają w głowach, by na koniec ogół populacji nie posunął się o krok. Być może dla niektórych bywa również synonimem luksusu, parę esów floresów, zagiąć fotel w drugą stronę, a potem oczekiwać napływania pierwszych dudków. Pewien dizajner i absolwent Uniwersytetu Tomasza Baty w Zlinie skwitował nawet, że z dizajnem jest jak z poszukiwaniem punktu G, niektórzy znaleźli, część nadal szuka, więc niech ci pierwsi to nadal robią, a ci drudzy niech się do cholery więcej starają. Warto zważywszy, że wirus dizajnu ma swoje kolejne odsłony, od wózków dla dzieci po urlop w górach Izerskich, czasami niestety kryje też w sobie cechy jedynie konsumpcyjne.

Jeden akapit a woda wciąż mętna i głęboka. Co więc mamy. Przyjmijmy , iż wszystko co wiąże się z przedmiotem, który widzimy jest dizajnem. Tak będzie nim i wzornictwo przemysłowe, jak i sam pomysł gdzieś jeszcze głęboko w głowie twórcy. Dalej  czy będzie możliwy realizacyjnie i zaspokoi czyjeś potrzeby. Gdy już powstanie przypisane mu zostaną materialne cechy. Jak z pogodą, ona już jest i będzie zawsze, ale czy będzie świeciło słońce, czy ogarnie nas siarczysty mróz, tego jeszcze nie wiemy. Bo piękno i radości które w nas wyzwala są subiektywne, są po prostu funkcją naszej natury, wyposażenia kulturowego, temperamentów, co nie oznacza, że dizajner miałby schlebiać gustom wszystkich, o nie. On ma pobudzić ”do piękna”,  zachowując jednocześnie proporcje i skromność, tak by nie wyznaczała go zasobność portfela, a jednocześnie by idąc po tych dizajnerskich schodach nie nabawić się garba.  I tak wstając rano dizajnerski kontakt może być na wyciągnięcie rąk, skarpetki mogą nie gryźć, łatwo się zakładać i nie nosić w sobie grzechu małego Chińczyka pracującego w nieludzkich warunkach, a czajnik z gotującą herbatą może nie wydobywać z siebie o siódmej rano wysokiego C, dosyć przykrego o tej porze dnia. Dizajn ma więc po prostu  mieć ”szeroką dziedzinę funkcji” w której obok funkcjonalności, praktyczności i celu, skrywać się ma estetyka wyzwalająca odrobinę uśmiechu. Od dóbr konsumpcyjnych po wychodki, kasowniki na bilety, przytulne restauracje z których nie chce się wychodzić. Zupełnie jak w historii niżej, choć bez małego zgrzytu. Babcia pewnej czeskiej dizajnerki, Ivy Tattermushové, gdy ta wykładała swej babci, czym jest dizajn usłyszała „….jest w tej restauracji przytulnie, mają takie nowoczesne toalety, gdzie samo się zapali…ale to Ci Ivuško powiem, musiałam na kupkę, nagle ciemność i siedziałam na tym tronie, machałam….i nic.” O to tu właśnie chodzi…

A czy jest zatem  czeski dizajn, taki nie dość, że niewierzący to jeszcze zasuwający przy polędwicy ze śmietaną zalewanej gorzką desitką Pewnie nie, bo jednak dizajn jest strasznym internacjonałem nie lubiącym granic, bo granica to też granica dla ludzkiego umysłu. Jest też mimo wszystko jakiś zupełnie szczególny pierwiastek Czechów, coś co mogłoby się wydarzyć i zaistnieć u nich i tylko u nich.

Tak dwóch młodych Czechów zaczyna produkować skarpetki V paru. Niby nic, bo przecież skarpetki  z nami są wieki, cóż jeszcze można do tego  interesu wnieść. Zaskoczenie płynie z zupełnej przyziemności, skarpety się gubią, w tym chłopakom, więc może by tak je spinać, a więc jakiś ćwiek. Do tego wyrabiać je w Czechach na Wysoczynie, nadać nietypowy wygląd i jeszcze w równych interwałach czasowych rozsyłać, dającym się raz w miesiącu zaskoczyć klientom. Jest w tym paradoksalnie kawał pomysłu, skarpety dają się i powiesić, z pralki wychodzą po dwie, odbierający przesyłkę ma radochę, jakość skarpetek nie pozostawia złudzeń.

skarpety oryginalne
lidovky.cz
skarpety z dizajnem
lidovky.cz

Dwójka Słowaków po studiach na amerykańskich uczelniach, na co dzień w piekle korporacji, przychodzi do znajomych. Niby piękne mieszkanie, a pod nogami lądują zdesantowane szare pantofle, trąci Prlem. Nie ma interakcji, pantofle i mieszkanie wyraźnie się nie lubią. Wpadli na pomysł , że będą robili swoje. Na razie była inspiracja i pomysł, gdzieś obok pałętał się grafik. Wiedzieli, że mają być miękkie, oryginalne, mieć antypoślizgowy spód i dać się prać, niby nic, ale nie można było tego zrealizować. Zakłady krawieckie nie sprostały, trzeba było własnych maszyn, wynajęcia krawcowej i crowdfundingu. Na koniec dołączyła wspomogła znana artystka, Elisé Jurkovič. Wypaliło.

Zlin i Tomáš Bata wymyśla swoje batovky, płócienne buty ze skórzaną podeszwą. Wplata we wszystko swoje amerykańskie doświadczenia, by po kilku latach gdy nadejdzie wojna zdobyć zamówienie na setki tysięcy par ocalając swoich robotników od powołania. Stworzył, nadał kształt i wykorzystał rzeczywistość do swoich cel jednocześnie ją tworząc. Nie przymierzając dizajn.

Ponieważ to dopiero pierwszy wpis o czeskim dizajnie, polecamy tekst Czyli o tym że w Polsce nie ma lesbijek, niecodzienny Karel Gott, dwa teksty z serii: Takie rzeczy to tylko w Czechach  i Takie rzeczy to tylko w Czechach vol 2, oraz Jaromír Nohavica w zalewie z ogórków kiszonych.

Photo © vparu.cz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *