Český ráj Jaroslava Rudiša czyli sauna i szesnaście wynurzeń szesnastu męskich tyłków

Czeski raj
0

Český ráj Jaroslava Rudiša to fragment szerszego zjawiska piętrzącego się wokół autora. Nie owijając, Rudišovi został społeczny radar, dalej umie podsłuchiwać świat, ale skończył mu się atrament narracyjnego pióra. Prześledźcie GrandhotelFleischmanem odliczającym cumulusy w miejscu wiecznego deszczu i podanej z boku kwestii Niemców sudeckich. Spójrzcie na Ciszę w Pradze i jej fabularny zwornik kilku narracyjnych planów z ciszą w swoim końcowym epicentrum. Zerknijcie też do Końca punku w Helsinkach, wszędzie jest oko złaknione społecznych fenomenów, jest fabuła, a wszystko splata koniec, gdy decybele wniosków mocno podskakują do góry. Potem jest ta nieszczęsna Aleja Narodowa, mistrzostwo ekonomicznej interlinii z taktującym swą ewangelię Vandamem, czuć już że literacki samolot Rudiša nie jest sterowny i mocno traci na wysokości. Chwilę nad ziemią lot ocalił numer z Aksamitną Rewolucją i tyle.

Český ráj już niestety daje niewiele szans na zmiany i brnie w segment książek o gazetowej formule z męskim kącikiem w tle. Gwoli ścisłości, dobrze się to czyta, takie męskie “kecy“ dla złapania oddechu i bez żadnej metafizyki. Mamy saunę, spocone męskie cielska, pełen socjalno-wiekowy przekrój i wałkowanie życiowych monologów. Niby zabawne i autor tych słów się nie raz zaśmiał, łapczywie przerzucił nawet kilka stron, ale to wszystko to ździebko mało. Temperatura świruje, ktoś nadepnie komuś na odcisk, ktoś nie skorzystał z prysznica i dostaje burę, ktoś dorzuca trzy pilznerki jako formułę na wszystko, starzy reperują życiowo młodszego. Co raz wraca też ta sama ich życiowa zwrotka, po których możemy ich rozpoznać. Jest ten co rozwozi kundlom żarcie, ten co stracił żonę, lekarz damskich organów i cała gama dalszych. Odbijają nam się w lustrze, Rudiš stoi z boku, wszystko notuje, i dalej już niestety nic.

Český ráj staje się więc miłą paplaniną, męską soczewką tych paru durnych stereotypów, którymi każdy próbuje ewangelizować drugiego. Inne doświadczenia, inne społeczne statusy, ale zawsze choć jedno życiowe credo. Czytelnik płynnie przerzuca kartki, specjalnie się nie nudzi, a gdy nastaje koniec z jakąś tam próbą symbolicznej klamry, całość odkłada, idzie sobie zrobić jajecznicę zapijaną butelkowym koncerniakiem. Taki to po prostu gatunek grypserki więziennej z braku laku ten Český ráj.

Z innych recenzji zapraszam do przeczytania Przedawnienie Jiřího Březiny czyli jedynie sympatyczne 277 stronMacochaPetry Hůlovej czyli dzieje kury nioski od  harlequinówZostańcie z nami Marka Šindelky czyli osiem opowiadań w bezruchuOta Pavel czyli Jak Tata przemierzał Afrykę,  Ivana Myšková czyli Białe zwierzęta są bardzo często głuche, oraz Gottland czyli nie wiem co o tym Szczygle mówić.

Photo © czechypopolsku.pl

Dodaj komentarz