Czeski błąd czyli o lustracji po czesku

1

Czeski błąd to jeden z wielu powodów dla których lubię Hřebejka. Też pewnie z  sentymentu do Pelíšek, do których, gdy wracam, zawsze towarzyszy mi wzruszenie. Jest też muzyka  trafiająca w punkt, będąca również znakiem rozpoznawczym jego twórczości. Ale jest też pewien znak firmowy, który czyni jego twórczość wyjątkową, a mianowicie dekonstrukcja bohatera i takie ustawienie go  w fabule, by  poprzez  wplecenie go w ciąg zdarzeń, czy życiorysów innych,nie mniej ważnych, nie tracić istoty rzeczy, a jednocześnie wstrzymać się ze zbyt jednoznaczną oceną. Tak właśnie jest w obrazie „Czeski błąd”

„Czeski błąd” wydaje się wartościowy dla polskiego widza z co najmniej  dwóch powodów. Raz, że karze nam zmierzyć się z problemem lustracji, czego w polskiej kinematografii nie uświadczysz. Dwa, że robi to w sposób któremu trudno zarzucić jednoznaczność czy szablonowość. Po prostu Hřebejk  z problemem wziął się za bary, odważnie, co na ekranie widać. Uniknął jednocześnie, jak to często bywa w obrazach traktujących o rzeczach trudnych, ofiar, rozpisując historię i losy bohaterów odpowiednio szeroko. W rezultacie wynik przyszedł sam.

Hřebejk kreśli jesień życia dwojga zgodnych małżonków za którymi snuje się czekające swojej szansy skrywane kłamstwo o szyldzie VB (Veřejná bezpečnosť). On jest znanym i cenionym psychiatrą, mającym na dniach otrzymać nagrodę za piękną, opozycyjną kartę w życiorysie. Ona wtóruje mężowi dbając o domowe ognisko. Idylla, o której wielu pozostaje tylko marzyć, przerywa jednak podszyty fałszywą ambicją i hipokryzją zbieg okoliczności, a do gry wchodzi nieznany „trzeci” i rozbija w pył domowe status quo. Ot tej pory wrażliwy widz wie, że będzie już tylko smutno, nawet jeśli, raz czy dwa, zdarzy nam się zaśmiać. Pytania zaś pozostaną w głowie na długo.

Sam reżyser zręcznie wychodzi spod ich opresji suflując subtelnymi wskazówkami. Podrzuca więc nam dalekiego od dobrych intencji zięcia. Pokazuje emerytowanego funkcjonariusza VB, trapionego przez gościec, prawdziwego sprawcę nieszczęścia, który metodycznie i bez emocji rozpisuje portrety bohaterów swojej historii, a pod koniec filmu gasi urodzinowe świece w cieple rodzinnego domu (w tej roli wyborny Ladislav Chudík). Wreszcie znajduje miejsce dla niezawinionego emigranta Borka, ofiary bezpieczniackiego terroru, jego szwedzką przystań nowego życia, czy na zadośćuczynienie po latach, gdy okazuje się mieć córkę i wnuczkę. Wszystkie wskazówki w swoim czasie i w odpowiednich proporcjach, jak to u dobrych suflerów.

Zapraszam też do innych recenzji, Gorejącego krzewu Agnieszki Holland, klasyki lat osiemdziesiątych czyli Vesničko má středisková, czy gniota według gniota Michala Viewegha, Vybíjená.

Photo © Bontonfilm

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *