Czyli kto to właściwie jest ten Czech?

towarzysz czeski
2

Kto to właściwie jest ten Czech? Czym się różni, czy w ogóle? Czy bywają podobieństwa i czy w ogóle, by je dostrzec, umiemy zdjąć nasze protekcjonalne okulary?

Konceptualizujemy sobie więc to mniej więcej tak. Szwejk to skądinąd fajny łobuz, co większa abstrakcja to musi być czeski film, knedle zaś to, gdy idzie o pojedynek z naszym niedzielnym schabowym, słabeusz wagi piórkowej. Są do tego dosyć tchórzliwi, cały ich Protektorat Czech i Moraw, Powstanie w Pradze krótsze niż film o nim, Emil Hacha i jego potulne harce z Hitlerem spod znaku „Hitler Háchę wziął pod pachę, zabrał na kiełbachę, a Hácha z tej uciechy oddał mu całe Czechy.“, to jednak mało w porównaniu z ogniem naszej historii. W szeregu pójdą jeszcze lentilki, tanie piwo, smażony ser, może studencka czekolada, choć i to liche już się powoli robi z powodu mało atrakcyjnego kursu korony. Na to nakładamy obraz Lechity, wszak dzielny to człek. Potem już lecimy tylko dużymi formatami, jest Piłsudski, 180 tysięcy poległych w Powstaniu Warszawskim, żołnierze wyklęci, młodziki lane przez Zomo, SB, stan wojenny.

W tym czasie historia Czechosłowacji przyhamowała, w zasadzie cezurą jest tu ekranizacja Szwejka, bo potem już literalnie nic. Karta 77 to wolna interpretacja wydarzeń na polskim wybrzeżu w grudniu siedemdziesiątego roku. W przypadku StB Czesi jako żywo skopiowali to z polskiego SB, tylko tłumacz się machnął i dodał ”t” w środku, pewnie po polskich piwach, bo po czeskich taki numer, by nie poszedł. Z wcześniejszych  wydarzeń to Reinhard Heydrich był postacią literacką, czescy lotnicy w Bitwie o Anglię to znowu czeski film, a Želary to wieś na podkarpaciu.  Jeszcze wspomnę Aksamitną Rewolucję, którą wymyślił Jiří Menzel inspirowany prozą Bohumila Hrabala, dokładnie zaś akcja toczyła się między warzelnią  a słodownią, między to którymi zagubił się Wujek Pepin, uciekając przed bratem chcącym go przekonać do rozebrania i złożenia na nowo motoru marki Orion. W trakcie tego  biegu w głowie narodziła mu się koncepcja, by dramatopisarza Václava Havla uczynić pierwszym prezydentem demokratycznej Czechosłowacji. Potem już z pominięciem rozpadu Czechosłowacji na dwa Państwa, bo tu akurat zawinili  Słowacy nie dodając do Smädného Mnícha rdzennie czeskiego, żeteckiego chmielu, i wywołując tym wewnątrzpaństwowy kryzys, Czesi już dowoli mogli jeść knedle bułczane,a  gulasz dowoli posypywać cebulą.

Teraz może bardziej serio. Czesi nie wydymają warg po dziś dzień z powodu niemieckiej okupacji, prawdopodobnie nie zleją pierwszego napotkanego Rosjanina na dworcu hlavní nádraži w Pradze wykrzykując ”wstydźcie się za 68 rok”, co równocześnie nie musi znaczyć, że nie ma to dla nich znaczenia. Ma i dobrze to pamiętają, ale też inaczej ważą racje rozumiejąc, gdzie lokalizować własne interesy.

Mają niezmiennie twarde stanowisko w sprawie dekretów Benesza, mimo że nie jest ich jak nas blisko czterdzieści milionów, a presja by je znieść choćby przed akcesją do Unii Europejskiej była dość znaczna. To stanowisko się łagodzi, ale jednak w materii politycznej mamy nadal status quo. Jednocześnie nie przeszkadza im to z sąsiadami z zachodu wchodzić w geszefty, a wspólna trudna historia nie staje im kością w gardle. To też oni mają Skodę, a my mieliśmy Poldka. Że mutacje tego ostatniego były żałosne nie będę wspominał. Czech też nie wypnie się na zachodnie kompanie piwowarskie, mimo że statystyczny piwosz na Starym mieście w Pradze popijający zachodniego sikacza to zapewne Niemiec, bądź Holender. Więc jest tak. Kupujcie nasze browary, ale ostatecznie będziecie warzyć nasze piwa i marki, nie poskąpicie też grosza, a Czech się wam odwzajemni tym co umie najlepiej.

Operacja Dunaj, i radziecki żółnierz w ramię z Polskim wojakiem także zapadły im w pamięć, co nie znaczy, że oczekują naszych przeprosin. Mają swoje wspomnienia, Jiřího Kodeta  krzyczącego z okna” Proletáři všech zemí, polibte mi prdel.” w Pelíškach, Občanský průkaz, gdzie banda urokliwych smarkaczy wykrzykująca sobie na przywitanie „…Black Sabbath” przechodzi kurs z życia w tamtej rzeczywistości.

Jest Muzeum Komunizmu na Příkopě. Jak tam pójdziecie i zajrzycie do salki prezentującej   film o inwazji bratnich narodów, uronicie niejedną łze. Czechów to też rusza. Ale też wszystko dla nich ma swój czas, wagę i miejsce i im kalibrowanie tych zmiennych wychodzi lepiej. Wszystko szczelnie odgrodzone, jest Palach, StB, reglamentacja, bony, złamane życiorysy, ale też życie które każe iść dalej, co nie oznacza żadnej abolicji. Ot pragmatyzm każdej sprawie wyznaczający granicę i trzymający w zdrowych ryzach.

Na koniec jeszcze garść skojarzeń. Ujadamy na siebie we współczesnej  Polsce niezmiennie z racji historycznych sporów, skrzętnie powyznaczaliśmy fronty, przypisaliśmy sobie wystudiowane już dawno role z których nie wychylamy się o krok, bo czujemy się tam bezpiecznie. W końcu paru potakiwaczy reagujących błyskawicznie na garść inwektyw wobec tych drugich, znajdzie się zawsze. Jednocześnie  lustracji u nas, jak nie było tak nie ma, nie możemy się poszczycić choćby ułamkiem historycznego kina, gdy Czesi robią znakomite „przedrewolucyjne filmy” jak na zawołanie. Nie stać nas na odrobinę szczerości w sferze poglądów, a jeśli choćby odrobinę wychylimy się poza mainstream, w tyle głowy towarzyszy nam niezmiennie poczucie, że może skazujemy się na społeczną niechęć. Oni lustracje mieli, acz niedoskonałą, przywołane filmy produkują bez uszczerbku dla ich jakości i przy tym wcale nie są one polem do kolejnej bitwy. Gdzieniegdzie, a jak,  znajdzie się u nich i zatwardziały Rusofob. Mają i komunistów w polityce, ale ponad wszystkim, jak w dziwnych okolicznościach Polak z Czechem gdzieś tam w bliżej niezidentyfikowanej lokalizacji, wychylą sobie parę głębszych, to Polak zacznie…..”…ja Was bardzo przepraszam za te czołgi i Jaruzela”. I tak mnie naszło pytanie: Kto tu jest trochę tchórzem?

Zapraszam do przeczytania historii największej tragedii górniczej w powojennej Czechosłowacji czyli Dukla 61, czy o tym jak prezydent Zeman pływał po Ostravicy, czyli Rozmarné slavnosti Ostravice.

Dla zainteresowanych też czeskie piwo w dwóch odsłonach, czyli czeskie piwo i mity czeskiego piwa.

Photo © Falcon

 

 

Comments

  1. Książe "Pepi"

    Wydaje się, że Czesi są po prostu mądrzejsi… Po 89 r załatwili temat komunistów, a u nas miłosierdzie grubiej kreski…. Skoda na podzespołach Volkswagena jest świetnym samochodem, który będzie odnosił dalsze sukcesy, podczas gdy u nas od upadku FSM, od kiedy odstatni model zjechał w 2002 r. nie mamy własnej motoryzacji (Pomijam fakt, że pomiędzy Skodą Octavią, a Polonezem z 2002 r. była przepaść technologiczna….), dalej nasze kino, moim zdaniem to w więszkośći totalne dno (nielicząc kilku wyątków). Kłótnie poityczne na podonym poziomie, aczkolwiek, ciekawostką jest, że ten ateistyczny w większości kraj pozdrawia się słowami AHOJ (Ad honorem Jesu). Zabrakło u nich duchownych formatu Wyszyńskiego i Wojtyły… Można by wymieniać jeszcze długo…. Może jest coś w tym, że jak na zachód to lepiej…. Ale czy do końca?
    Tak więc trochę zazdrość bierze pacząc na całokształt , ale może w nas nadal pozostała ta sarmacka buta, kształtująca charaktery….

    1. Post
      Author
      Pažout

      Z tym zachodem coś jest na rzeczy, z motoryzacją nie podlega dyskusji, lustracja i tam nie rozstrzygnęła wszystkiego. I tam są antykomunistyczni zatwardzialcy, przeszłość powraca, ale nie z taką siłą i bardziej umiejętnie. Tych katolickich nawiązań się nie wyprą, bo przecież Habsburgowie, choć znienawidzeni. A tych drobnostek jak „S bohem”, czy „Ahoj” jest znacznie więcej.
      Dziękuję za komentarz.

  2. Kuba

    A mnie ciekawi rozwój gospodarczy – Czesi owszem mają świetne autostrady, lepszą infrastrukturę, ale czy z perspektywny życia przeciętnego Czecha, to nie jest Polska bis? Wydaje mi się, że też szukają szczęścia na Zachodzie, bo sądzę, że za korony żyje się podobnie jak za złotówki. Badź co bądź też byli po tej samej stronie kurytny co my. Na pewno są mądrzejsi od Słowaków, którzy wprowadzili sobie euro … Nardowa waluta to jednak dużo dobro… Inaczej Niemcy nie płakali by za marką, Włosi za lirą, Grecy za drachmą… itd. Korna czeska – podobnie jak złotówa…. moim zdaniem jest jeszcze jednym z ostatnich bastinów, broniących przed brukselskim dyktatem…. Problem jednak moim zdaniem polega na tym zarówno w Czechach jak i w Polsce stosunek cen to zarobków pozostawia wiele do życzenia. Dlatego my jak i Pepiki wolą pracować za granicą, a wydawać u siebie….

  3. Gosia

    Odwaga? 🙂
    Nie bez znaczenia jest fakt, że Czesi jako pierwsi postanowili wyłamać się spod hegemonii kościoła katolickiego. XV wiek. Przypłacili to strasznymi wojanami husyckimi ale też konsekwentnym chłodnym stosunkiem do wszelkich religii i po prostu praktycznym podejściem do życia. Tu i teraz, bez odwoływania się do rzeczy niewidzialnych i niesprawdzalnych. Katolicy tak zaciekle walczyli z czeską reformacją, że wyeliminowali religię z Czech niemal całkowicie. W Polsce nawet język potoczny oprócz przekleństw przeplatany jest zwrotami do Boga (choćby częste „dzięki Bogu” ;)). Polak z lęku przed opinią rodziny i znajomych będzie chrzcił dzieci, nawet jeśli nie chodzi do kościoła ( „bo co to szkodzi” – świetny argument, prawda? Poważny ;)), weźmie ślub kościelny, wpuści księży do szkół, urzędów, szpitali, pozwloli im wpływać na system państwa, przejmować majątki, ziemię (w tym rolną, której polski kościół ma mniej tylko od państwowej agencji) i nie spyta o kompetencje i nie zastanowi się czy aby cele kościoła są zbieżne z jego celami.
    Ciągłe modlitwy i kropienie się wodą święconą, bez wątpienia dodawały nam tupetu, ale czy na pewno można to nazwać odwagą? I czy zawsze możemy być dumni z konsekwencji? Czy nasze cele zawsze były osiągnięte? Czy wiemy w ogóle jakie mamy cele? Te nasze, nie „boskie”.
    PS. Cieszę się, że powstał Wasz blog. Chętnie będę do niego zaglądać :). Pozdrawiam seredecznie.

    1. Post
      Author
      Pažout

      No nareszcie 🙂 Jest mi niezmiernie miło, że ktoś z refleksją coś napisał i nawet nie wiem jak się ustosunkować 🙂 Istotnie polski potoczny język przeplatany jest zwrotami do Boga, choć tu bym uważał, bo jak przyjrzeć się bliżej to czeski potoczny jest nafaszerowany tym podobnie(s Bohem, pro krista pána, zaplať pán bůh, Ježíšmarjá). Nie do przecenienia jest też to że czeskie Ahoj to skrót z łacińskiego Ad Honorem Jesu. A już tak tytułem ciekawostki pogrzeby w czeskiej telewizji są najczęściej katolickie. Seriale,filmy, tam się rozmawia o śmierci, co dalej, czy jest coś po,ojciec z synem, wnuk z dziadkiem, oni od tego nie uciekają. I niezależnie od tego że zinstytucjonalizowanego kościoła u nich brak, to jednak od chrześcijańskich korzeni nie da się uciec. Tu taki ciekawy paradoks, że Vaclav Klaus, osoba niewierząca, gdy jeszcze był prezydentem, był w stanie w Paramencie Europejskim bronić wartości chrześcijańskich.
      Z tą odwagą czy tchórzostwem to ja bardziej odnoszę się do stereotypu, który jest krzywdzący, bo nic bądź niewiele o Czechach wiemy i nie mamy poczucia że powinniśmy to zmienić. Tylko przy tym wszystkim jakoś dziwnie zaczynamy się nimi interesować, co dowodziłoby że to oni są bardziej potrzebni nam. Te nachalne dopytywania, co o nas myślą, przeprosiny za 68 rok, te infantylne zachowania na Stodolní w Ostrawie, stosunek do języka. Jednocześnie to kompletne niezrozumienie ich natury, to „wyrąbanie na wszystko”, a ma to między innymi tę genezę o której napisałaś.
      p.s. Polecam wpis o Monstrum, może te o języku czeskim, sporo filmografii, Hřebejka. Będziemy starali się na bieżąco pisać, a ponieważ pomysłów jest sporo więc prosimy o odwiedziny i reklamowanie wśród znajomych. My będziemy wytrwali.
      Zresztą jeśli masz pytania dotyczące Czech, filmów, nauki języka, materiałów, nie miej oporów i pytaj, jeśli będziemy w stanie, zawsze odpowiemy.

      Dziękujemy za opinię i niezmiernie się cieszymy że ktoś lubi nasz blog i nie wpada tam na kilka sekund.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *