Čas pod psa czyli Komorní Divadlo Kalich z jednym mizoginem i niezłym damskim tercetem

Czas pod psem

Dům kultury města Ostravy w roku bieżącym nie rozpieszcza repertuarem reprezentowanym przez praskie teatry. Stąd gdy 27.02 zaplanowano Čas pod psa Komorní divadla Kalich długo się nie  zastanawialiśmy. Założenie było dość trywialne, trzy aktorki -różne filmowe skojarzenia, jedno miejsce i przedyskutowana francuska komedia autorstwa Briggite Buc. Istniało oczywiście ryzyko kliszy z którym się liczyliśmy, ale wciąż nękała nas myśl, że może warto. Tereza Kostková, Máša Malková, Eva Josefiková, i tym razem Pavel Nečas – nazwiska może nie z pierwszej ligi, ale zapewne z praskiego świata telewizji i serialu, ze swoim drugim teatralnym życiem, którego nie znaliśmy. A ponieważ redukująca aktorskie portfolio telewizja wymaga drugiej teatralnej szansy, poszliśmy się przypatrzeć bliżej.

Tereza Kostková to dla mnie aktorka z paru seriali, paru filmowych obrazów, jak Ženy v běhu, i trochę też pewnie moderatorka radiowej dwójki i programu Blízká setkání, trochę egzaltowana i pewnie dość dobroduszna kobieta. Potem Máša Málková poza Fotografem trochę moja tabula rasa i Eva Josefiková – trzydziestoletnie kobiece piękne i naturalność, angaże w bajkach i kilka młodzieżowych filmów. W naszym ostrawskim odcinku mamy jeszcze Pavla Nečasa, aktora małych ról filmowo-telewizyjnych i praskiego Divadla na Fidlovačce.

Čas pod psa Jakuba Nvoty miało swoją premierę 12 kwietnia 2019 i grane było w dwutygodniowych interwałach, panie więc miały czas się dobrze zgrać. To akurat widać i rozbita butelka nie będąca częścią scenariusza, tudzież finałowe szaleństwa naszych aktorek z pudłami w roli głównej to dowód, że było z werwą wymagającą wielu ”repríz”. U pań czuć wzajemną chemię, jest im na scenie wspólnie dobrze i należy to całemu przedstawieniu zaliczyć po stronie plusów.  

Jak zatem się kształtuje sam scenariusz? To trochę przedyskutowana klisza trzech trudnych pań zamkniętych w czasie parszywej pogody w jednej z praskich kawiarenek. Tam czuwa nad jadłospisem z czasem coraz bardziej mizogińsko zorientowany kelner, co ma scenariuszowi nadać męski kontrakcent.  Jednak to panie mają czuwać nad dramaturgią przedstawienia, a pan kelner ma często rolę dość marginalną, przygrywa, zdradzi się z jakąś męską życiową mądrością, by w finale zdradzić tło swego światopoglądu. Ta rola, tak jak Máša Malková i Eva Josefiková to trochę słabość przedstawienia Čas pod psa, nieustannie reżyser nadaje im ruch na teatralnych deskach, ale brak mu zdecydowania, co kończy się klinczem marginalności. Chcemy więcej, chcą więcej Josefiková, Málková i Nečas, ale scenarzysta im nie pozwala.

Primadonną ma być Tereza Kostková, co dramaturgicznie, przynajmniej w pierwszej odsłonie wystarcza, ale pozostawia też niedosyt. Kostková ma rolę na ciało, bryluje “doskonałością“ nieszczęśliwej kobiety w swym doskonałym życiowym scenariuszu, gdzie nie ma miejsca na słabość. Kolejne minuty zdradzają jednak więcej dwuznaczności naszej głównej postawy. Grająca na toksycznych tonach chodząca doskonałość, szuka odbiorcy, odbija się światłem własnych relacji, by zakwestionować swe oczywiste szczęście. Do tego momentu jest bardzo przemyślanie, bo dwa dalsze kobiece kontrapunkty nie mają co grać. Malková parsknie barytonem, Josefiková zdradzi swą ezoteryczną receptę na świat, ale nadal panie scenariusz marginalizuje.

Przychodzi potem druga odsłona, na scenie leje się alkohol, rekwizytem jest nikotyna, w domyśle również marihuana, sporo taniej rozrywki, na którą sala reaguje dość żywiołowo. Nasz tercet staje się nagi, wspólnie nieszczęśliwy, choć skrywający inne tego nieszczęścia źródła. Bywa śmiesznie, czasem na siłę,a  końcowa przeciągająca refleksja nie nadąża za resztą. Čas pod psa poszukuje nowej twarzy, smutnieje nam w oczach, jakby szukał nowej konwencji. Dramaturgia trochę upada, widz pewnie się trochę w tym wszystkim dezorientuje, a całość trąci niekonsekwencją.

Jest jeszcze finał mizogińskiej deklaracji naszego kelnera, szaleństwa Lulu Evy Josefikové, gdy pragmatyzm ustępuje zależności, czy finałowa Kostková raźnie podążająca za swym starym żywotem.

Z plusów przedstawienia Čas pod psa, jest mocne w większości tempo, dramaturgia odrobiny kliszy, różnych perypetii i zrozumienie swojego teatralnego miejsca. Čas pod psa to niewymagająca komedia z łezką, strawna i wciąż dowcipna. Czasem brak jej konsekwencji, może popada w banał, a końcowa refleksja jest zbyt trywialna i odmienna od całości, ale to wciąż przedstawienie poprawne. Po prostu 130 minut niezłej zabawy.

Z innych teatralnych recenzji zapraszamy do przeczytania: Sarenki Tomáša Svobody czyli pod krakowskim ratuszem gorąco, Salto w tył Teatru Ludowego czyli wybieramy się do Nowej Huty, Rodina je základ státu i Dům kultury města Ostravy czyli słów kilka o czeskim teatrze, Hovory o štěstí mezi čtyřma očima czyli Patrik Hartl w swojej gorszej odsłonie.

Photo © czechypopolsku.pl

Dodaj komentarz